wtorek, 13 października 2020

Szlak Graniczny: Wetlina, Rabia Skała, Rawki

Szlak Graniczny, szczególnie ten między Rabią Skałą a Kremenarosem należy do moich ulubionych szlaków w Bieszczadach Wysokich. I choć moja kondycja należy do raczej marnych, to ten jeden z najdłuższych odcinków sprawia mi zawsze wiele frajdy, zmęczenia, przygód i niezapomnianych wrażeń. Nie ma co ukrywać – zajmuje mi zawsze dużo więcej czasu. Często jesienią schodziłam ostatni odcinek w szarówce lub po ciemku. Nigdy nie udało mi się domknąć pętli Wetlina & Wetlina, ale chodziłam nim w różne strony i przy różnej pogodzie. Brakiem pełnej pętli specjalnie się nie przejmuję, wszak ta Bieszczadzka Koronka – to trasa dla najsilniejszych, często będąca sprawdzianem dla przewodników. Szlak jako jedyny w Bieszczadach ma kilka nazw: formalnych - Główny Szlak Beskidzki /GSB/ i nieformalnych - szlak graniczny, szlak dla prawdziwego turysty /mężczyzny/, Koronka Bieszczadów, Wielka Pętla Bieszczadzka. Nie wspominając o jego kolorach. We wspomnianym odcinku leży w 99% na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego - oczywiście po naszej stronie granicy. Jedną z jego niewątpliwych zalet jest spokój, pustka nawet w sezonie.

 

poniedziałek, 7 września 2020

Uroki Bieszczadu - na północ od połonin

Tu asfalt się kończy
A zaczyna blues


Bliżej cywilizacji też może być pięknie: Cisna, Baligród, ale i opuszczone wioski, niższe pasma a nawet kamieniołomy. Wszystko czego dusza zapragnie.

Często zagląda się tu dopiero, gdy połoniny zdążą się wyszumieć lub kilkudniowe opady zniechęcają do ślizgania się po glinie i błocie.

Czasem ucieka się tam przed dzikim tłumem najeżdżającym Bieszczady w długie weekendy  a czasem chce się odwiedzić jakiegoś Zakapiora.


środa, 5 sierpnia 2020

Relaks w Spale

Weekendowy wypad do Spały w celu dość oczywistym, aby choć przez chwilę poczuć atmosferę lata - był bardzo udany. To idealne miejsce, aby zmienić klimat wielkiego miasta na znacznie przyjemniejszy. Lasy, rzeka i kajaki, urokliwe miejscówki, architektura drewniana, ścieżki przyrodnicze, centrum olimpijskie a w zasięgu spaceru wczesnoromański kościół św. Idziego i ruiny zamku - to wszystko dostępne w około godzinę drogi samochodem z Warszawy. Świetne miejsce na weekend, aby się zrelaksować, trochę poruszać, popływać kajakiem, pojeździć na rowerze czy liznąć trochę historii. Wielu znajdzie coś dla siebie. W zależności od potrzeb może to być jednodniowa wycieczka, dwudniowy pobyt czy kilkudniowy odpoczynek. Baza gastronomiczna i noclegowa na tyle zróżnicowana, że będzie można coś dla siebie dopasować. Szczerze polecam.


poniedziałek, 3 sierpnia 2020

#Dzieci Warszawy

Myślę, że wiele osób słyszało pieśń: Warszawskie Dzieci, ale w tym wpisie nie chodzi o piosenkę. Nawet nie o samą pamięć, tylko o sprawiedliwość. Sprawiedliwość dziejową, sprawiedliwość o godziwy pochówek...   Tuż przed kolejną rocznicą odsłonięto na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach: groby pięciorga dzieci: Wojtka, Marysi, Jadzi, Joli oraz Edzia - które zginęły w Powstaniu Warszawskim. Dotychczas ich mogiły były opuszczone i zniszczone, a nawet w ogóle nie istniały. Ich młody wiek przeraża, wzrusza... Już pewnie kiedyś pisałam, jak co roku sprawdzałam wiek na brzozowym krzyżu: starszy o 3 lata, starszy o rok,  w tym samym wieku, młodszy o 4 lata, o 5, 10 ... A te dzieciaczki są jeszcze młodsze. Siostry w wieku 7, 10, 13 oraz chłopcy 9 - lat i 11 letni łącznik oddziału...

środa, 15 lipca 2020

Podlaski Przełom Bugu

Rzeka Bug towarzyszyła mi od dzieciństwa, zwłaszcza u swego ujścia... Wielokrotnie pływałam tam na żaglówce, biwakowałam wśród łąk i pól...  Jako trzylatka przeżyłam - pod czas burzy - wywrotkę na bratku przy brzegu Kań Polskich. Innym razem, przy dość dobrym stanie wód, dopłynęliśmy na żaglu pod Wyszków. Teraz przyszedł czas na jego przełomy w  historycznych granicach Podlasia. Zwłaszcza jego graniczny odcinek kusił swoją niezwykłością. Tuż przed wyjazdem odkryłam, że to skrawek przedrozbiorowego Wielkiego Księstwa Litewskiego, który znalazł się w obecnych granicach Polski.  Był jeszcze jeden plus: gdy wszyscy rzucili się "zapominać" o obostrzeniach pandemii nad polskie morze i góry, tam był spokój, cisza, intensywność zieleni, mnogość boćków i najkrótsze noce w całej Polsce.


środa, 10 czerwca 2020

Świętokrzyskie - okolice Kielc.


Od dzieciństwa pamiętam, że ten rejon obfituje w wielość rzeczy, które warto zobaczyć, odwiedzić, poznać. Spędziłam tu trzy tygodnie najaktywniejszych turystycznie kolonii /wychowawcy z nad aktywnością na punkcie zwierzenia i wędrowania – dzięki im za to/, byłam na różnego typu wycieczkach itp. Ale od kiedy straciłam głowę dla Bieszczadów, przez ten teren przejeżdżałam tylko, opowiadając: a tu to jest to..., a tam to …, a tu jak byłam... i nie zatrzymując się, bo droga daleka.
Aż nadszedł moment, że trzeba  było pojechać i się zatrzymać. Choć nie dosłownie, bo możliwości zwiedzania jest tak wiele i takie bogactwo wszystkiego, że trzeba by paru tygodni, aby spokojnie to ogarnąć. Takim czasem nie dysponowałam, więc zaczął się świętokrzyski zawrót głowy z szaro – pasiastym kamieniem w tle.

piątek, 5 czerwca 2020

Świętokrzyskie perełki: Opatów, Ujazdów i Ćmielów.


Świętokrzyskie jest skarbnicą wspaniałych pamiątek związanych z naszym krajem, a także historią tych ziem sięgającą czasów dużo odleglejszych od pierwszych Piastów. Wśród tych skarbów wyróżniają się  perełki: podziemny Opatów, kalendarzowy Ujazd i porcelanowy Ćmielów.

Czy widział ktoś tęczę po zachodzie słońca? Ja tak - w Opatowie w zimie.
A próbował ktoś łapać stopa w zawieję śnieżną w wieczór noworoczny? Ja tak - w Opatowie w zimie.
Po za takimi przypadkami, Opatów ma kilka cudeniek do zaoferowania. Nie inaczej jest z wyrobami z białego złota. Można znaleźć odrobinę luksusu czy codzienną piękność. Porcelanowe naczynia są czymś więcej niż zwykłym przedmiotem codziennego użytku. Dzięki kunsztownemu wykonaniu i zachwycającemu ręcznemu zdobieniu, przypominają one raczej dzieła sztuki.  Ciekawa jestem ile osób, gdy odwróci naczynie z porcelany zobaczy napis Ćmielów lub Chodzież? U mnie się znajdą i nie tylko po tym jak odwiedziłam tamtejszy firmowy sklep. Polska porcelana może zachwycić, a jak jeszcze można własnoręcznie coś przygotować lub pomalować - to zainteresują się nią również dzieciaki. Może stać się pasją. Do tego dorzućmy szalone plany budowy pałacu - fortecy, który będzie kalendarzem astronomicznym i mamy ciekawy weekend w miłym plenerze.

niedziela, 31 maja 2020

Świętokrzyski zawrót głowy - najstarsze góry

Puszcza jest niczyja - nie moja ani twoja, ani nasza, jeno boża, święta!

Kto mógłby próbować konkurować ze Stefanem Żeromskim w umiłowaniu tego zakątka. Kto spróbuję uchwycić w opisie te wszystkie niuanse. Na pewno nie ja. Byłam tam wielokrotnie, wchodziłam, schodziłam, ganiałam w nocnych podchodach, maszerowałam w orszaku ślubnym... Trzeba przyznać, że słowo puszcza - brzmi bardzo dumnie. Ma w sobie jakiś czar, coś co kusi i obiecuję niezwykłe doznania. Gdy dodamy do tego gołoborze zaczyna się magia. Magia Łysej Góry, siły roztrzaskującej się skały. Ale ta magia nie dotyczy tylko legend o Babie Jadze, czy dawnym pogańskim kulcie. To miejsce ma bardzo wiele skarbów i sekretów, które warto zgłębić. I jest doskonałe na weekendowe wypady.

Jednak najważniejszym z fenomenów pozostaje las, a w nim wyżynny jodłowy bór. Zbiorowisko o charakterze endemicznym. Występuje tylko na ziemiach Polski. Głównym gatunkiem w drzewostanie jest jodła pospolita. W domieszce występuje przede wszystkim buk, dąb szypułkowy i dąb bezszypułkowy. Czasem osika, olsza czarna, brzoza brodawkowata, świerk. I ta Puszcza rośnie sobie na zboczach Gór Świętokrzyskich i skrzętnie ukrywa tajemnicę prawdziwej wysokości tych gór.

poniedziałek, 11 maja 2020

Wyhorlat - Wyprawa na wulkan sąsiadów ;-)



Wyprawa na wulkan – brzmi intrygująco? Na pewno. Stożkowa góra, krater, osoby o bardziej wybujałej wyobraźni widzą od razu snujące się strużki dymu bądź bulgoczącą lawę. Moja wyobraźnia szybko pracuję, więc wizje wulkanu pojawiły się błyskawicznie.
Okazało się, że ostatnio pojawiła się moda na reklamowanie takim hasłem - jednodniowych wycieczek do naszych południowych sąsiadów.

Skąd taki pomysł?

Hm. Musi w tym coś być. Z jednego z wyjazdu na Słowację – mam takie zdjęcia: stożkowa, zielona góra. Ale to nie o tą górkę chodzi. Tak „powabna” reklama dotyczy pasma górskiego Wewnętrznych Karpat Wschodnich pochodzenia wulkanicznego tj. Wyhorlatu. To te łagodne, sinoniebieskie górki oglądane z naszych połonin czy szlaku granicznego. Leży na samym wschodzie Słowacji, tuż przy granicy z Polską i Ukrainą. Wraz z sąsiadującym od północy małym fragmentem Bieszczad są niewielkim skrawkiem Karpat Wschodnich, które ledwo „zahaczają” o słowackie terytorium.

czwartek, 9 kwietnia 2020

Triduum Paschalne w polskich zwyczajach i obyczajach.

W Wielkim Tygodniu jest moment, w którym wszystko zaczyna się gwałtownie zmieniać. To moment, w którym nie ma już czasu na długie przygotowania, wszystko przyspiesza. Intensywna cisza. Czas Świętego Triduum Paschalnego tworzy jedną całością, ze swoją symboliką, zwyczajami, obrzędami a nawet zabobonami.





Śmiech się nie ozwie, 
struna nie zadzwoni,
Zwierciadło nawet pod 

kirem się chroni;

W koło tak smutno, w koło tak boleśnie,
I rzekłbyś, odkupienia wielka tajemnica 

Teraz się spełnia. /Adam Pług/

Przyzwyczajeni do pewnych tradycji, nie zawsze wyobrażamy sobie, że można inaczej świętować. Trudno pojąć, że zwyczaje się mieszają albo je sami modyfikujemy. Czasem, jak w tym roku, wpływa na to ogólnoświatowa sytuacja. Myślę sobie, że ciekawie jest przyglądać się, jak na naszych oczach rodzą się zupełnie nowe zwyczaje i doszukiwać się podobieństwa do zapomnianej już tradycji. To co teraz wypracujemy będzie pożywką dla etnografów, kulturoznawców czy antropologów.

sobota, 4 kwietnia 2020

O zwyczajach i obyczajach Wielkiego Tygodnia w Polsce

Tegoroczne ograniczenia związane ze stanem epidemii doskonale uwypukliły nasze przyzwyczajenia do określonych zwyczajów, obyczajów związanych z okresem Świąt Wielkiej Nocy. Nagłe i niespodziewane ograniczenie w ich wykonywaniu, brak działań wspólnych, czy nawet wspólnotowych - pokazała nam jak bardzo jesteśmy osobnikami społecznymi, stadnymi - nawet jeśli samych siebie do tej pory tak nie postrzegaliśmy. A nawet więcej - uznawaliśmy się za odludków. Jak można wyobrazić sobie Niedziele Palmową bez dzikich tłumów z palmami w polskich kościołach? Wszak to jeden z najbardziej zatłoczonych dni w świątyniach. A co ze święceniem pokarmów? Przecież nie od dziś wiadomo, że nawet jak ktoś przez rok nie zagląda do kościoła, to jest wielce prawdopodobne, że wybierze się tam choćby z wielkanocnym koszyczkiem. Nawet pomijając wersje religijno - obyczajową, to trudno sobie wyobrazić, że mogłoby nie być niedzieli handlowej przed wolnym z okazji świąt. A przecież wiele naszych zwyczajów, to tylko zewnętrzna skorupa tego co najważniejsze. I to często powstała całkiem niedawno.  Nie wierzysz? Spróbuje to pokazać i przekonać do szerszego spojrzenia. Zaczynam. 


poniedziałek, 23 marca 2020

Miało być o tulipanach

Miało być o wiośnie, kwiatkach, Wystawie Tulipanów w Wilanowie itd. Nastąpiło małe, złośliwe i zakaźne ograniczenie - więc wydawać by się mogło, że nic z tego. Jednak coś tam wyskrobie. Może krótko, może więcej teorii ... Przy odrobinie szczęścia prawdopodobnie coś z tego wyjdzie. Kiedyś intensywny świergot ptaków, kiełkujące krokusy, przebiśniegi, śnieżyczki zapowiadały zbliżającą się wiosnę. Teraz wybrańcy losu, którzy nie mieszkają w wielkich miastach, też mogą zobaczyć te cuda. Mieszczuchom zwiastun wiosny zapowiadają stoiska z nieskończoną ilością tulipanów, wielobarwnych, przyciągających wzrok, pięknych. Dodamy do tego żonkile, hiacynty, szafirki i mamy symbol miejskiej wiosny.  Może nie zupełny, bo trzeba wspomnieć o forsycji, która jest idealnym, wolno żyjącym uzupełnieniem. I właśnie w tym momencie zaczęła kwitnąć.

wtorek, 10 marca 2020

Myczkowce - muzeum ekumenizmu.

Myczkowce to niewielka wioska leżąca w ciekawej okolicy pomiędzy dwoma zalewami Myczkowskim i Solińskim. Miejscowość leży na styku kultur - polskiej, ukraińskiej, huculskiej i łemkowskiej. To niewątpliwie dodaje jej kolorytu. I to włąśnie tam znajduje się  park miniatur architektury drewnianej - przedstawiający makiety kościołów i cerkwi z pobliskich regionów. Jednym z celów  powstania - jak podają twórcy -

było pokazanie różnorodności stylów bogatej sakralnej architektury drewnianej, właściwej poszczególnym grupom etnicznym na obszarze dzisiejszego pogranicza polsko-słowacko-ukraińskiego.


Na obszarze ok. 0,8 ha, na 10 wzgórzach zostało ustawionych 140 makiet w skali 1:25 najstarszych drewnianych kościołów, cerkwi prawosławnych, greckokatolickich, z terenu południowo – wschodniej Polski, Słowacji i Ukrainy. Część z nich została objęta wpisem na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2013 roku.

Odwzorowanie tych wszystkich stylów znalazło swe miejsce w powstałym na terenie Ośrodka Wypoczynkowo – Rehabilitacyjnego Caritas w Myczkowcach - Centrum Kultury Ekumenicznej im. Jana Pawła II.

środa, 29 stycznia 2020

Bieszczady zimowo - Mistyka na Tarnicy


Znowu ruszyłam w Bieszczady, które zimą mają swój niepowtarzalny urok, czarujący na każdym kroku obrazami z baśni. Mam czas na powolne witanie tej przepięknej krainy, gdyż jedziemy powoli, białymi drogami w stronę Komańczy. W blasku świtu podziwiam przydrożne cerkwie.
Potem Cisna świat robi się coraz piękniejszy w blaskach słońca, migoczącego śniegu i skrzypiącego mrozu. Jakoś tak jest, że zimą za Cisną zawsze jest śnieg. Może go nie być w Lesku, może nie być w Baligrodzie, ale w Cisnej znajdziesz jego ślady. Przynajmniej ja tego tak doświadczyłam. Dla mnie Cisna jest bramą do magicznej, bieszczadzkiej zimy. 

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Tatrzański Cmentarz Symboliczny

Wędrując zimą po słowackich, tatrzańskich dolinach można dojść w okolicę Popradzkiego Stawu [Popradské pleso - 1494,3 m n.p.m], która to okolica jest bardzo szczególnym miejscem. Mieszczą się tam dwa schroniska /zimą jak znalazł/, w stawie naturalnie występują ryby /zimą nie widać ze względu na lód/, można stąd dogodnie ruszyć na Rysy /zimą nie można/ i dojść żółtym szlakiem wokół stawu do szczególnego miejsca zadumy, tj. Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego. 

Znajduje się on na południowy wschód od Popradzkiego Stawu u wylotu Doliny Złomisk (Zlomisková dolina) - na zachodnich stokach Osterwy. Na tym miejscem górują, aż trzy szczyty tej majestatycznej góry. Trzej niemi i niewzruszeni strażnicy. W dniu, w którym tam trafiłam wyglądali niezwykle groźnie. Szare niebo, mocny wiatr, pobielone skały i ostre granie. Aż ciarki przechodzą na samo wspomnienie.

Motto cmentarza brzmi: "Martwym na pamiątkę, żywym ku przestrodze".

niedziela, 29 grudnia 2019

Walory Krety Wschodniej

Podróż na Kretę  - do kolebki pierwszej z wielkich cywilizacji świata greckiego - może mieć za każdym razem inny charakter. Sama się o tym dobitnie przekonałam, wracając na nią po dziewięciu latach... Wybrałam tym razem wschodnią stronę wyspy. Niby inny rejon wyspy, ale powrót  na Kretę ukazał  w pełnej ostrości wszystkie odcienie zmian jakie na niej zachodzą. Ciekawe czy w starożytności zmiany też zachodziły w takim tempie? Co było łącznikiem między wcześniejszą wyprawą a obecną? Stolica - Iraklion, która od pierwszych chwil po wylądowaniu zadziwiła większą czystością, ładem i mniejszą ilością domów z niewykończonym ostatnim piętrem. Muszę przyznać, że zmiany które odkrywałam do końca wyjazdu pozostawiały we mnie zdumienie i pewną tęsknotę do bardziej greckiego klimatu. A jednak nadal Morze - jest tym morzem, które najbardziej mnie nęci do kąpieli w ciepłych wodach, nadal w tawernach ukrytych pomiędzy górami - po głównym posiłku - dostaniemy poczęstunek z owoców od serdecznych właścicieli, znajdziemy miejsca tylko z  Ελληνικός καφές /Ellinikos kafes/  i suszącymi się w słońcu ośmiornicami.  


środa, 20 listopada 2019

Santoryni na krawędzi

Zbierałam się, zbierałam zanim tam pojechałam. Ciągnęło mnie tam i odpychało jednocześnie. Teraz też zbieram się i zbieram jak to opisać. Może ktoś zapyta: czemu tak? Nie ma jednej odpowiedzi. Santorini to niewątpienie świat na krawędzi - dosłownie i w przenośni. Miasteczka zawieszone na krawędziach czynnego wulkanu, zatłoczone do granic możliwości... obfotografowane... Mieszkańcy rozdwojeni między dwoma skrajnościami: chęciom zarobku a ograniczeniem najazdu turystów. Masa krytyczna została już dawno przekroczona. A to wszystko okraszone pięknem, którego nawet niewyobrażalna liczba zwiedzających nie jest w stanie przysłonić. Wszystkie te ochy i achy są prawdziwe. Tyle, że to piękno samo wciąż zmaga się z tykającym zegarem wulkanu, jego pomrukami, wyładowaniami, drgawkami... Gdy sprowadzić opis Santorini do trzech przymiotników, które opisują wyspę dokładnie - to prawdopodobnie najlepiej  byłoby napisać: piękna, krucha, zatłoczona.

środa, 16 października 2019

Łazienki Królewskie - jesienne oddechy

 O! zwalcież mi Łazienki Królewskie w Warszawie - wołał Jan Lechoń. Wołał, gdyż ciężar historyczny tego miejsca zdawał mu się nie do udźwignięcia. Łazienki mają swoją historię i stały się historii scenerią. Ten ogród to - dla Warszawy - bardziej symbol, mit niż tylko sielanka w angielskich założeniach architektonicznych. To nie tylko kulturalne, towarzyskie założenie pałacowo - parkowe, które Stanisław August  przywiózł najpewniej z petersburskich rezydencji a nie z Luwru, ale częściej są to skojarzenie z nocą i to tą listopadową, z duchami podchorążych, z dramatami Wyspiańskiego, z bohaterami Ludzi bezdomnych, Lalki czy Złego. Najważniejsze jednak, że jest to po prostu najpiękniejszy park Warszawy. To miejsce  rozpoznawane przez każdego japońskiego melomana, który pomnik Chopina ma zapisany pod powieką. Może dlatego widok egzotycznej Mandarynki nie dziwi... To także wiewiórki i sikorki, które odważnie jedzące z ręki. Wszystko to razem wzięte tworzy genius loci - ducha tego warszawskiego miejsca.

piątek, 4 października 2019

Uroki Bieszczadu - Mała i Wielka Rawka /foto album/

W górach jest wszystko co kocham. Wszystkie wiersze są w bukach. Zawsze kiedy tam wracam - Biorą klony mnie za wnuka.

Wielka Rawka (1307 m n.p.m) jest najwyższym szczytem położonym w paśmie granicznym Bieszczadów. Bywa nawet uważany za najbardziej wybitny szczyt polskich Bieszczad, a to ze względu na bardzo dużą różnicę wysokości od dna doliny aż do wierzchołka. Wraz z Małą Rawką stanowią duet udany i z chęcią się tam wraca. Widoki mogą się spodobać. Tym bardziej, że można jeszcze urozmaicić sobie wizytę na ich połoninach - z dotarciem do trójstyku granic Polski, Słowacji i Ukrainy lub pójść dalej szlakiem granicznym, powędrować słowackimi szlakami. Z Małej Rawki możemy pójść jeszcze Działem, na którym pola borówek i jeżyn otaczają nas z każdej strony. Miejsca do szwendania jest trochę.


czwartek, 5 września 2019

Czarna Góra - Zagóra

Czarna Góra jest jedną z czternastu wsi polskiego Spisza. Nazwa wsi pochodzi od wyglądu góry, porośniętej kiedyś gęstym lasem świerkowym, która oddziela wioskę od koryta rzeki Białki. Dla wielu jest najpiękniej położoną ze wszystkich osad naszej części Spisza. Szczyt Czarnej Góry 902 m n.p.m. jest wspaniały punktem widokowym. Urwiste zbocze góry podmywane falami rzeki Białki ukształtowało się w okazałe grapy, które w odcinkach mają swoje nazwy wywodzące się od miejscowych nazwisk: Gogolowa Grapa, Hełdakowa Grapa, Litwinowa Grapa. Trudno znaleźć lepszy punkt obserwacyjny z panoramą 360 stopni, która obejmuje Tatry, Pieniny, Gorce czy Podhale. Zdradzę Wam tajemnicę, to miejsce nawet w szczycie sezonu pozwala się cieszyć ciszą i sielską atmosferą. Co więcej turystów tam wielu nie zagląda.

środa, 4 września 2019

Bałkańskie koty 2009 -2019 [foto album]


 A przecież kot, proszę pana,
To postać powszechnie znana.
To pożyteczna istota,
A pan wciąż pomija kota!


Jakiż pan przykład daje?
Cóż to za obyczaje?
Żądam teraz niezłomnie:
Proszę w domu siąść na kanapie
I wiersz napisać o mnie,
A jak nie - to panu oczy wydrapię!”
Tak mówił do mnie kot bury
Pokazując pazury.

Cóż tedy robić miałem?...
W Warszawie, po powrocie,
Siadłem i napisałem
Właśnie ten wiersz o kocie.
    /Jan Brzechwa/


Bałkany to koci raj. Nigdzie indziej nie spotkałam takich ilości kotów, często o wyjątkowym wyglądzie.  Pierwsze zachwycały w Grecji. Trudno orzec czy to koty Afrodyty czy Egejskie, wszak często o smukłej głowie.  Kolejne w Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie. Trochę z nich zostało upolowanych bezkrwawo. Cóż jedni piszą o nich wiersze, inni ganiają za nimi z aparatem.

środa, 31 lipca 2019

Kanały warszawskie – powstanie …


1 sierpnia - przypadała siedemdziesiąta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, a ja od rana siedziałam w pracy. Sierpień to czas urlopów, więc w pracy nudy. Poranna kawa i przegląd internetowego wydania gazety. A tam trafiłam na konkurs z wyjątkowo atrakcyjną nagrodą – zejście do kanałów pod Krakowskim Przedmieściem, do kanałów tak ważnych w powstaniu… zaparło mi dech, spojrzałam na czas zamieszczenia konkursu …minęło 30 minut . Sic! pewnie już nie ma szans – myślę sobie, ale co tam, szybko wysyłam odpowiedź na banalne pytanie: którym wejściem ewakuowali się powstańcy ze Starówki? Czekam, czekam… czekam… wiedziałam, że za późno…
W końcu na skrzynce pojawia się wiadomość pt.: Konkurs, a tam:
Gratulacje, zapraszamy na miejsce zbiórki (mapa w załączniku) w czwartek 7 sierpnia o godz. 12.
Prosimy o założenie krytego obuwia i przypominamy, ze względu na warunki   atmosferyczne termin spaceru może ulec zmianie. 
Partnerem jest Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie S.A.”

niedziela, 7 lipca 2019

Świętokrzyskie tajemnice pasiastego krzemienia.

KRAINA PASIASTEGO KRZEMIENIA to moje weekendowe odkrycie wiosny 2011 roku. Wczoraj okazało się jak cenne. Niby kamień jaki jest każdy widzi. A krzemień... do tego w paski? Natknęłam się nań przypadkowo, a potem widziałam już wszędzie. Prawdziwa obsesja. Mania w szaro - białe pasy. Uwierzycie, że najpiękniejszy KRZEMIEŃ PASIASTY występuje tylko w jednym miejscu na ziemi - na północnym skrawku Gór Świętokrzyskich, ciągnąc się pasem przez Krzemionki Opatowskie?  Jest on formą skały osadowej zbudowanej ze skrytokrystalicznego kwarcu (chalcedonu) z domieszką ziaren kwarcu, węglanu wapnia oraz opalu. Występuje w złożach wapienia w postaci bulastych skupisk [buł]. Ozdobna odmiana tego krzemienia odznaczająca się koncentrycznym, mniej lub bardziej regularnym ułożeniem ciemnych i jasnych smug lub warstw, często tworzących bardzo atrakcyjny wzór. Swoim usłojeniem krzemień ów przypomina wzburzoną wodę lub rysunki z piasku, a krzesany jeden o drugi miota iskry.  Trudno w to uwierzyć, ale jest nazywany także polskim diamentem - bywa równie twardy, niesłychanie kruchy i trudny w obróbce. Oryginalne, polskie bogactwo.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Bieszczadzki Autostop.

Tym razem się nie uda - pomyślałam i natychmiast zatrzymał się pierwszy samochód. Od tak po prostu, na przekór pojawiającej się trzydziestoparoletniej myśli. Odetchnęłam, uśmiechnęłam się, oczy rozbłysły niepowtarzalnym blaskiem. Wbrew prognozom świeciło słońce, a dwójka z przodu jechała akurat nad Solinę. Wszystko jest w porządku, rozpoczęłam właściwą drogę w Bieszczady. Czasami myślę, że jedyną właściwą drogę, która pozwala rozsmakowywać się w tym, co tak urzeka w Bieszczadach. Pozwala dawkować drogę, zbliżać się z rozmysłem, kilometr po kilometrze wtapiać się w to miejsce, w ludzi, w góry. Nie lubię dojeżdżać za szybko, tracę wtedy ten powitalny rytuał. Ważny rytuał powrotu. Najpierw Krosno, moja zajezdnia komunikacji publicznej. Dalej już nie wypada uganiać się za powolnym pociągiem, busami czy PKS –em. Jak już muszę dojechać którymś z nich, to tylko tu. Zaczyna się drżenie serca, nawet RTCN na Suchej Górze pobudza krew do szybszego krążenia. Poranna kawa u przyjaciół, uściski i dobre słowa – zawsze w biegu, bo Bieszczady wzywają. Potem marsz z wyznaczonym azymutem na Lasy Państwowe. /Choć po wybudowaniu obwodnicy, to jednak lepiej zaczynać dalej.../ Dobrze znane Miejsce i już ta najwłaściwsza droga na południe. Stąd jest tylko około sto kilometrów. Co to dla autostopowicza? Czasem jest czterysta, czasem sześćset, a zdarzało mi się jechać w Bieszczady ponad 2,5 tysiąca kilometrów – okazją. Jednak te ostatnie sto to jak raj utracony jeżdżących w ten sposób.


piątek, 7 czerwca 2019

Śniadanie z dziką świnią. Opowiadanie.

Sobotni, późny zachód słońca zapowiadał, że jeśli dusza ma nie wyć – muszę bladym świtem wyruszyć. Plan był prosty i standardowy: muśniecie słońca na Hnatowym Berdzie. Nawet nie nastawiałam budzika, nie miało to sensu – tam zawsze budzę się sama. Tym razem Morfeusz wypuścił mnie ze swych ramion chwilę po czwartej. Ku swemu największemu zdziwieniu nie podniosłam się od razu. Starzeję się, czy ki licho? Odpowiedź prosta: nie mam wcale chęci na Połoninę Wetlińską. Leże i gapie się na stoki Jawornika – jak pomału rozjaśniają się w promieniach słońca. Początkowo tylko czubki najwyższych drzew, potem pomału jaśnieją coraz większe połacie stoku... Nagły błysk inteligencji. Jeżeli mam sobie dać w kość przed wyjazdem, to najlepsze będzie wejście na Jawornik tuż za domem. Wejście, które jest jednakowo meczące pod górę jak i w dół. Ubieram się błyskawicznie. Jak tylko Jawornik, to sandały trekingowe wystarczą. Już mnie nie ma. Poranek jest bardzo rześki, z pełna widocznością i wszechogarniającą soczystą zielenią. Rześkość mobilizuje mnie do bardzo szybkiego tempa, nim opuszczę ubitą drogę jestem już rozgrzana, krew płynie błyskawicznie, a serce dziwuje się, że tak można. Mam tylko lub aż cztery godziny.


środa, 29 maja 2019

Migawki z Krakowskiego Kazimierza

To miało być krótkie spotkanie. Wypadł na chwilę do Krakowa, tym razem na Kazimierz...  na Szeroką co nie wiem czy jest ulicą czy placem. Poranek w Warszawie był słoneczny, południe w Krakowie witało błękitnym niebem  i słońcem. Nie trzeba było nic specjalnie robić, wystarczyło być, widzieć, spacerować lub posiedzieć na dachu ze szklanką czegoś chłodnego lub cokolwiek innego.  Czasem tak trzeba, czasem warto się nie spieszyć, nie nastawiać. Być tu i teraz. A na Kazimierzu tym bardziej warto. Usytuowany jest na lewym brzegu Wisły, która otacza go zakolem od strony południowo-zachodniej. Kiedyś był wyspą. Niby nic, ale z dodatkiem uroczych zakamarków i detali całość robi dobre wrażenie. Zapraszam na niespieszne migawki, trochę takie od niechcenia. To tu, to tam.


piątek, 17 maja 2019

W krainie kamieni: Czesko - Saska Szwajcaria

Piaskowiec może się podobać. Zwłaszcza gdy zadba o swój wygląd rzeźbiąc figurę za pomocą wody i wiatru. W efekcie możemy podziwiać malownicze formy skalne, przełomy rzeczne, twierdze umieszczone na skałach, zamki i punkty widokowe. Nawet kamienny most między naturalnymi basztami może zachwycić. Wszystkie te cudowności znajdziemy na pograniczu czesko - niemieckim w bliskiej odległości od polskiej granicy. Oficjalna nazwa brzmi: Park Narodowy Czeskiej Szwajcarii i Park Narodowy Szwajcarii Saksońskiej. Bardziej wyszukanie nazywana jest Krainą tysiąca skał i jednej rzeki czy Arkadią Romantycznych Malarzy. Trzeba przyznać, że takie nazwy kusiły. W rezultacie wykluł się nam skalny plan na deszczową majówkę. Region umożliwia ciekawe, krótkie wypady do atrakcyjnych miejsc. Można było je dowolnie modyfikować w zależności od stanu pogody. Liczyliśmy na górskie widoki i mniejsze tłumy niż w Tatrach, Sudetach czy Bieszczadach.

piątek, 12 kwietnia 2019

Stanisław Wyspiański - nieodzownie w Krakowie.


Przy okazji 150 rocznicy urodzin jednego z najwybitniejszych, najczęściej cytowanych, chętnie oglądanych, czytanych i wystawianych na teatralnych deskach... - polecam zajrzeć na ciekawą wystawę  „Wyspiański. Nieznany”, którą można oglądać w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Krakowie. Zostało mało czasu - do 5 maja 2019r. Jeśli więc ktoś przy okazji: wiosennych wypadów,  świątecznych wyjazdów, nieplanowanego wolnego z okazji strajku nauczycieli  czy w ramach indywidualnego przygotowania do matury, a przede wszystkim z fascynacji Wyspiańskim - będzie w Krakowie, to powinien skierować tam swoje stopy.  Można zobaczyć ok. 500 obiektów, w tym po raz pierwszy pastel Portret dr Jana Raczyńskiego czy Autoportret Artysty. Ale też eksponaty mniej spodziewane. 


Malarz i rysownik, dramatopisarz, poeta, inscenizator, reformator teatru, witrażysta, architekt, ilustrator książek, designer sztuki użytkowej – czyli twórca wszechstronny i polifoniczny, działający na wszelkich możliwych polach kreacji artystycznej.


sobota, 30 marca 2019

Mazowiecka wiosna

Wiosna może mieć wiele różnych obliczy od śnieżnej po letnią i wiele kolorów od szarości przez biel po zieloność utykaną żółcią. Choć przy pierwszym skojarzeniu najsilniej przemawia kolor zielony i żółty. Zielone listki, zielone pędy wierzb, zielona trawa, zielona rzeżucha....Żółta forsycja, żółte żonkile, żółte tulipany i żółte mlecze.....
Zielono - szmaragdowa trawa z żółtymi mleczami. Lubię to zestawienie. Wiosnę można znaleźć wszędzie, tuż za rogiem, na trawniku między dwoma pasami jezdni, w warszawskim parku, w przyblokowym ogródku. Nawet mazowiecka nizina jest jej pełna. Po prostu przychodzi i jest.

A aaaaa już jest wiosna
A aaaaa dłuższe dnie
A aaaaa kwiaty rosną
A aaaaa głupie, nie?


Z tego wiosennego tekstu  kabaretu Potem, najbardziej lubię fragment, że jest niedorozwinięta... 


poniedziałek, 18 marca 2019

Planica - mamut w cieniu Alp

Olbrzymka czy Lotniczka? Oto jest pytanie... Która nazwa lepiej oddaje jej charakter? Letalnica braci Gorišek ? Czy dawniejsza Velikanka? – tak czy siak jest to tzw. mamut wśród skoczni narciarskich, położony w dolinie Planica w Alpach Julijskich w Słowenii. Mowa oczywiście o największej skoczni w tym kompleksie. Ciekawa jestem ile osób wie, ile jest skoczni w całym słoweńskim zespole? Na razie nie odpowiem, może po lekturze zagadka zostanie rozwinięta.  Zatem trzeba się udać daleko: za Dunaj, za góry, za lasy... Trzeba znaleźć trójstyk granic włosko - austriacko - słoweńskiej, a tam znowu pokonać wiele górskich, malowniczych serpentyn i tuneli...


sobota, 9 marca 2019

Przedwiośnie nad Biebrzą

To miejsce oddycha inaczej. Rzeka,
jak wywinięty zaskroniec, zmusza do przystawania.


To ponoć prawdziwie nieujarzmiona rzeka meandrująca wśród naturalnych torfowisk. Dzika kraina... jeszcze dość pusta...nieskażona ręką człowieka... Ostoja dużej populacji ptaków wodno - błotnych. Miejsce, w którym można zaobserwować sześć pór roku.  Jedną z nich jest zdecydowanie przedwiośnie. Może mało urodziwe, jeszcze szaro - bure, bez szmaragdowej zieleni wiosny i żółci kaczeńców, komarów lata, złota i fioletu jesieni czy bieli ... Ta krótka pora roku ma jednak swoje zalety: wracają ptaki, brak liści pozwala łatwo wypatrzeć łosia i nie trzeba narażać się na atak komarów.


czwartek, 28 lutego 2019

Atrakcje Karynti i Tyrolu Wschodniego zimą

Czy Alpy mogą być ciekawym miejscem zimą dla osób, które nie oddają się białemu szaleństwu na stokach i trasach biegowych? Zdecydowanie mogą. Nawet krótki wypad może ukazać piękno tych gór. Pozwoli zmierzyć się z wysokością  dostępną nawet dla zwykłych śmiertelników, którym nie w głowie wyczyny alpinistów. I to wszytko dostępne już w Austrii najbliżej nas położonym kraju alpejskim.

 Może to być przygoda, która przełamie skojarzenia, że Austria - to Wiedeń..., bale noworoczne i walce Straussów ...  oraz narosłe w literaturze polskiej, iż Alpy - najwyższe góry w naszej części świata -  to wyłącznie Szwajcaria i Włochy.



Co wadzi, póki lata nie zajdą leniwe
Widzieć szeroki Dunaj i widzieć Alpy krzywe
(Jan Kochanowski)


poniedziałek, 11 lutego 2019

Spacerkiem wśród Alp

Drogi górskie mnie fascynują, uwielbiam nimi przemierzać drogę, czy to pieszo czy na tych większych w sposób zmotoryzowany. Jazda wśród serpentyn, ze wspaniałymi widokami to dla mnie czysta przyjemność. Są przecież drogi marzenie np. w Rumunii Transalpina  czy szosa Transfogaraska. Istnieją na Bałkanach wspaniałe drogi wąwozami np. rzeki Moraca. I choć te poprowadzone przez pasma górskie - często budzą kontrowersję, to jednak są i umożliwiają dostęp do obcowania z górami. W Alpach też występują takie drogi, najbardziej znana jest alpejska droga wysokogórska - Grossglockner Hochalpenstrasse [B107] w Parku Narodowym Wysokie Taury. Jazda samochodem to niewątpliwie wielka atrakcja, ale ja postanowiłam przejść się tą drogą zimą, gdy jest ona zamknięta dla ruchu drogowego. Okazało się to wspaniałym pomysłem. W zimie walory estetyczne tej trasy się zmieniają. Staje się swoistym szlakiem trekingowym i skiturowym prowadzącym ponad 2000 m. n.p.m. Dostępnym bez specjalistycznego sprzętu.

środa, 30 stycznia 2019

Weekend w Kijowie

Według legendy, dawno, na prawdę dawno temu św. Andrzej Apostoł staną na wzgórzu nad Dnieprem i przepowiedział, że stanie tu miasto słynne z ilości świątyń i ich wież.

Dawno, dawno temu - mniej więcej gdy bracia Lech, Czech i Rus zakładali swoje kraje, albo gdy Kij wraz z braćmi Szczekiem, Chorywem i siostrą imieniem Łybedź postanowili zbudować miasto - zaczęła się historia Kijowa. Rozwijał się wspaniale, choć często zagrażały mu liczne najazdy. Ciekawie uzmysłowić sobie ile razy większy był Kijów od naszego stołecznego Krakowa. Ciekawie szukać śladów polskich w mieście. A jeszcze ciekawie szukać specyfiki tego naprawdę starego grodu. Jego charakterystycznej tkanki. Złoto - zielonych kopuł, złoto - niebieskich, złoto białych ... Kijów jak żadne inne z 3 milionowych miast - może poszczycić się dużą ilością świątyń i ich lśniących z daleka wież.


czwartek, 20 grudnia 2018

Warszawa: świątecznie i zimowo

Jest taki czas gdy w Warszawie pachnie lasem, cynamonem, goździkami, piernikiem. Gdy kolorowe światełka rozświetlają szarość i bylejakość. To dobry czas. Warszawa pięknieje, staje się przyjaźniejsza.
Wielka radość w Warszawie
Dziennikarze gazetom,
a gołębiom gołębie,
kolejarze poetom,
chmury chmurom na niebie;
wiatr wiatrowi na ucho,
kwiaty kwiatom na trawie
i już wszystkim wiadomo,co się stado w Warszawie:

niedziela, 9 grudnia 2018

Uroki Bieszczadu - cerkwi czar i nie tylko / foto album/

Pośród lasów bieszczadzkich
mgłą historii owiane,
wrosły w górski krajobraz
stare cerkwie drewniane.


Co roku słońce
przez okna cerkwi
rozjaśnia ukłonem
twarz Madonny
która ikoną
łączy dwa krzyże

Jest ich wiele: drewniane, murowane, popadając w ruinę, remontowane, odrestaurowane, w różnych stylach, a nawet wpisane na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Zanim  stworzono ich współczesny wizerunek, zatarto ślady poprzedniej cywilizacji, sięgającej czasów Rzeczypospolitej wielu narodów. Bo żyli kiedyś wspólnie na tej ziemi Polacy, Rusini, Żydzi i Niemcy. Mieli swoje kościoły, cerkwie i synagogi. Ludzie żyli tu z dnia na dzień w rytmie pór roku, odpustów i swoich świąt religijnych.

czwartek, 29 listopada 2018

Carskie Sioło - krótki spacer z tajemnicą w tle.

Co można napisać o Carskim Siole? Z prezentu Piotra I dla przyszłej carycy Katarzyny I stopniowo uczyniono ogromny pałac, który stał się wizytówką dynastii. Rozbudowywała go w stylu baroku ich córka - caryca Elżbieta. To za jej sprawą jedna z komnat została obłożona bursztynem. Bałtyckim złotem kunsztownie uformowanym przez gdańskich mistrzów. Raczej nie spodziewała się, że taką decyzją wpłynie na nierozwiązane zagadki XX wieku. Następnie Katarzyna Wielka musiała zaznaczyć swe uwielbienie dla form klasycznych. Wnętrza stworzone w Skrzydle Zubowa i północnej części pałacu, charakteryzują się surową dekoracją, wyrafinowanym pięknem i wyjątkowo wyszukanym wykończeniem. Ufundowała też kolejny pałac dla swego ulubionego wnuka Aleksandra. Dodatkowo ponad sto mniejszych i większych zabytków jest rozrzuconych po Parkach Katarzyny i Aleksandra. Mają wspólną powierzchnię około 300 hektarów: są tu wspaniałe pałacyki i kameralne pawilony, mosty i marmurowe monumenty, a także egzotyczne struktury imitujące gotycką, turecką i chińską architekturę, które tworzą dość romantyczną atmosferą. Ciekawostką jest, że jest to także pierwsze miejsce w stolicy Rosji, gdzie pojawiły się wnętrza urządzone w stylu moderne (secesyjnym), zaś złoto bywa matowe.


wtorek, 13 listopada 2018

100 lat w rodzinnym albumie

O tegorocznej rocznicy możemy mówić w sposób formalny np. tak: Kiedy w 1795 r. dokonano III rozbioru Polski wielu myślało, że to koniec narodu polskiego. Kiedy upadały kolejne powstania wielu sądziło, że to koniec szans na niepodległość. Kiedy w 1911 r. odzyskiwaliśmy wolność wielu nie wierzyło, że to możliwe. Ale z trudami, z przerwami - udało się.  Przez całe te 100 minionych lat byli tacy, dzięki którym, niepodległa Polska trwała. Którzy o nią walczyli bądź się o nią troszczyli. Którzy dla niej pracowali, rodzili dzieci, rozsławiali ją lub nie pozwalali o niej zapomnieć.
Ale każda osoba, rodzina ma swoją własną historie. Historie ukrytą w rodzinnych wspomnieniach, w zdjęciach ukrytych w szufladach czy umieszczonych w albumach. Wspomnienia proste, czasem zagmatwane, pomału już zapominane... Sama żałuję, że byłam za mała, aby wypytać ukochanego pradziadka jak było... W głowie zostały tylko szczątki opowieści i to tylko te, które można było opowiadać przy dzieciach ...


wtorek, 30 października 2018

Na Pęksowym Brzyzku

Zakopane i Tatry nie zostały odkryte przez krakowiaków, którzy, jeśli wierzyć operze „Krakowiacy i Górale”, raczej się z góralami kłócili, tylko przez warszawiaków...

 Kiedy za pionierami z Warszawy nadciągnęli do Zakopanego inni miastowi, zaczęli stawiać tam domy w modnym wówczas stylu tyrolsko-szwajcarskim. Wyglądały „jak kupa śmieci przyniesiona wiatrem ze świata” – pisał Stanisław Witkiewicz i zaproponował stworzenie nowego stylu opartego na ludowym budownictwie podhalańskim, ogólnie zresztą podziwianym przez wszystkich gości na Podhale się zapuszczających. /za: Rzeczpospolita/

Obecnie trudno szukać czaru dawnego Zakopanego, stylu wypieszczonego przez Witkiewicza, a nawet willi projektowanych choćby przez Stryjewskiego. Zakopane zostało zakopane pod "kupą" krzykliwych reklam, budowniczych koszmarków. Gdzie nie gdzie co prawda wygląda stary drewniany dom lub nowy, drewniany pensjonat, ale komercja zwyciężyła.  Krupówki nie różnią się od warszawskiej Chmielnej  czy sopockiego Monciaka, a nawet innych europejskich deptaków. Ale jest jedno miejsce, które zostało niezmącone i może się uchowa w swym niezwykłym klimacie. To nie inaczej jak Cmentarz na Pęksowym Brzysku. Dlaczego? "Ojczyzna to ziemia i groby. Narody, tracąc pamięć, tracą życie. Zakopane pamięta." - takie motto, widnieje na murze owego cmentarza założonego w 1848 r. na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem, na którym spoczywają zasłużeni artyści, literaci, sportowcy, patrioci oraz ratownicy i przewodnicy tatrzańscy.


środa, 17 października 2018

Ermitaż - maksymalna dawka sztuki

Wielkie muzea, wielkie kolekcje przyciągają tłumy - wiadomo, że to oczywiste stwierdzenie. Ale kto - zainteresowany dziełami natchnionymi przez Muzy, Miłość, Naturę czy Boga - nie chciałby zobaczyć oryginalnego obrazu, wyjątkowej rzeźby na własne oczy? Kto nie chciałby się osobiście przekonać czy Mona Lisa się śmieje, czy aniołowie z Sądu Ostatecznego na pewno nie maja skrzydeł? I czy kariatydy z ateńskiego Erechtejonu na pewno dobrze czują się w Londynie? A co ze złotą Maską Agamemnona? Bursztynową Komnatą? Synem Marnotrawnym Rembrandta? Czy Trójcą Świętą Rublowa? Ja na pewno nie chciałabym zaniechać takiej okazji. Co więcej, nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłabym pojechać na przykład do Amsterdamu czy Sankt Petersburga i nie zobaczyć obrazów Vincenta van Gogha? Jakbym mogła sobie odmówić takiej przyjemności, przecież u nas w Polsce jest tylko jeden jego obraz. Może 31 obrazów Pabla Picassa z kolekcji Ermitażu nie rzuciło by mnie na kolana, ale już impresjoniści - Claude Monet, Pierre- Auguste Renoir czy Alfreda Sisley zdecydowanie tak. Ale co wybrać będąc w Sankt Petersburgu? Na co się zdecydować  - trudna sprawa. Co prawda od zbytku ponoć głowa nie boli, ale już nogi po przejściu kolejnych sal, nawet najwspanialszych z pięciu pałaców należących do Muzeum Ermitażu - mogą zaboleć. Z drugiej strony czy kiedyś będzie okazja ponownie  tam wrócić?  Postanowiliśmy pójść na cały dzień - i zostać tyle czasu ile damy radę. Stanęliśmy w kolejce po bilety tuż przed otwarciem, a wyszliśmy tuż przed zamknięciem. Nie zemdleliśmy z głodu czy pragnienia - zrobiliśmy przerwę na kawę i coś nie coś /na dole są kawiarnie/. Ale nogi dostały w kość ;-)  Psyche też co nie co zyskała :-)


poniedziałek, 17 września 2018

Peterhof szaleństwo fontann

Wybrałam się do północnej stolicy Rosji i oczarowały mnie jej podmiejskie rezydencie. Ponoć sama caryca Katarzyna I uprosiła Piotra I, aby zbudował wygodny dwór nad brzegiem Zatoki Fińskiej. Car zapalił się do tego projektu, osobiście wskazał miejsce, nakreślił plan parku, rozmieszczenia budowli i fontann. Peterhof, okazały zespół architektoniczny i parkowy, stał się ulubioną rezydencją tego cara. Ich córka caryca Elżbieta rozbudowała go, a Katarzyna II jeszcze wtedy nie_Wielka z pałacyku Monplaisir wyruszyła, aby zdetronizować męża i przejąć władze w Imperium. Wielka historia, wielkiego imperium o oszałamiających pałacach i fantazyjnych rezydencjach.  Peterhof - zwany również: Dworem Piotra; rosyjskim Wersalem; Królestwem Fontann; skrawkiem Holandii. Swoją urodą i przepychem dorównuje on takim słynnym rezydencjom jak Wersal,  Schönbrunn czy Hofburg.  A może je nawet przewyższa. Jest to też jedna z najbardziej popularnych atrakcji w Rosji.

piątek, 7 września 2018

Kaliningrad, Królewiec, Koenigsberg

To miasto to wyzwanie dla podróżnika albo osoby w nim żyjącej. Trzeba zdrapać farbę, zdmuchnąć kurz, czasem zdjąć narzutę ze starych rzeczy. W innych miejscach uruchomić trzeba wyobraźnię i fantazję, bez tego nie zobaczy się prawdziwych atrakcji Kaliningradu /Królewca, Koenigsberga/Ponoć w przeciętnej świadomości Polaka - fragment północno wschodniej granicy, to terra incognita. Wiemy, że na Litwie jest Wilno, czasem Troki czy Kowno... ale na północy jest tylko morze... Cóż w dawnych czasach był to okręg zamknięty, jeden wielki poligon wojskowy, najdalej na zachód wysunięty przysiółek ZSRR czy obecnie Rosji. A przecież Królewiec to miasto z nie byle jaką historią, to miasto największego z filozofów I. Kanta, to miasto Uniwersytetu Albertyna...., to jedna z pereł Hanzy... stolica bałtyckiego bursztynu. Postanowiliśmy wykorzystać fakt wyjazdu do Petersburga i po drodze odwiedzić ten jej oderwany obwód. W tym celu potrzebne była specjalna zgoda na dwukrotny wjazd do Rosji przy wizie turystycznej. Udało się ją uzyskać i mogliśmy rzucić okiem na Królewiec z jego słynnym imperatywem kategorycznym.

wtorek, 4 września 2018

Latarnie morskie, pławy, stawy /aktualizowana kolekcja/

Drogę wśród skał otworzy
i zamruga na szczęście.

U wrót portu powita
i pokaże doń wejście.

Przed mielizną ostrzeże,
Spośród raf wyprowadzi.

Żadnej nocy nie zgaśnie,
Kurs najlepszy doradzi.


/Z. Szczepaniak , Latarnia morska/

I ciągnie jak magnes światło do światła. Blizy kaszubskie, wieże na wzgórzach, wydmach, półwyspach, cyplach. Stawy na falochronach, groblach, wejściach do portów, bramy świetlne. Unoszące się na wodzie pławy. Ogniska na klifach. A nawet światełka topowe. Wiele ich, wiele. Ostrzegają, zapraszają, kierują we właściwą stronę. Okazałe i niepozorne. A nawet zaliczone do cudów antycznego świata. Z różnych wyjazdów przywożę nowe okazy, to tej morskiej kolekcji.
O, nie: to znak, wzniesiony wiecznie nad bałwany,
Bez drżenia w twarz patrzący sztormom i cyklonom -
Gwiazda zbłąkanych łodzi, nieoszacowanej
Wartości, choćby pułap jej zmierzył astronom.
  (Sonet 116, Szekspir, przeł. S. Barańczak)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Lizbona bardzo krótka wizyta

Lizbona miasto położone na wzgórzach. Już sam ten fakt powoduję, że w moim odczuciu jest znacznie wyżej oceniane od innych dużo ważniejszych europejskich stolic - ale leżących na nizinach. Wzgórza, żółty tramwaj, azulejos, dużo azulejos ... zdecydowanie już na wstępie zapowiadało się dobrze. A jak dodam śliczne zdobienia stylu manuelińskiego ... 
Lizbona mi się wyślizgnęła, przeleciała jakoś tak za szybko. Dużo w tym mojego gapiostwa, bo źle zapamiętałam odległość między Sagres a Lizboną. Dojechaliśmy przed północą, nie mogliśmy znaleźć parkingu... Następnego dnia tylko przebiegliśmy z wywieszonym jęzorem... Pocieszając się, że do Lizbony często można znaleźć tanie bilety lotnicze ...


środa, 4 lipca 2018

Roztocze z unikatowym klimatem

Roztocze  - po raz pierwszy w tych stronach. Oswajanie miejsc. Odzwyczajanie się od typowo górskich oczekiwań, czyli od wędrówek przez góry aż po horyzont. Tutaj jest jakoś tak płasko, zwyczajnie, lżej, mniej ekscytująco. Przyznam się po cichu: myślałam, że to bardziej pofałdowana okolica. A jednak ma coś w sobie, własny klimat, charakter. Zresztą Roztocze nie jedno jest ... a to środkowe, a to zachodnie, a to południowe bądź ukraińskie ...choć może lepiej napisać, że aż po Lwów. Roztocze szumi Szumami, brzęczy chrząszczami, brzmi w trzcinie na wijących się rzekach, rzeczkach, potokach... odbija echo w stawach i lessowych wąwozach. Stanowi ostoję konika polskiego i jest rajem dla rowerzystów. A do tego Zamość - wzór idealnego miasta, gwiaździstej twierdzy oraz schodów, które ktoś sobie wymyślił i sprawił, że nie pomyli się tamtejszego rynku z żadnym innym.  

czwartek, 7 czerwca 2018

Porto, porto

Od czego zacząć, aby nie było banalnie? Tak, aby nie zaczynać od oklepanego porównania które z miast jest piękniejsze: Lizbona czy Porto? Albo od pytania: co jest lepsze: miasto czy wino? Przyznam się, że nie wiem. Może od starego portugalskiego przysłowia:
 "W Porto pracują, w Bradze się modlą, w Coimbrze studiują, a w Lizbonie wydają" - tyle, że znowu jeden wyjazd, nawet intensywny nie może stanowić podstawy do wydania takiej opinii. Zdecydowanie polubiłam Porto - hmm sama nie wiem - może najprościej za jego bogatą historię. To w końcu jedno z naprawdę starych miast Europy. Może nie tak antyczne jak Ateny, ale jednak trochę historii tam człowiek znajdzie. A może polubiłam je za to, że to miejsce urodzenia Henryka Żeglarza, który wyruszył na podbój arabskiej Ceuty, co zapoczątkowało erę wielkich, geograficznych odkryć. Najpewniej jedno i drugie wymieszane z nutką niepowtarzalności.

środa, 2 maja 2018

Zamek w Łucku.

Czasem nie planując człowiek zatrzymuje się w miejscu, o którym coś słyszał, ale niewiele o nim wie. Tak było z odwiedzonym Łuckiem najstarszym miastem Wołynia i odkryciem wspaniale zachowanych murów tamtejszego zamku. Ale to nie przez Lubarta, Witolda czy Jagiełłę się nim zainteresowałam. A przez zupełnie inną osobę. Łuck zagościł w mojej świadomości przez dość nietypowe spotkanie z historią Jadwigi - Józefy Kuleszy, która tworzyła na Kresach ochronki dla dzieci w burzliwych początkach XX wieku. W 2017 roku obchodzono stulecie założonego przez nią Zgromadzenia S. Benedyktynek Miłosierdzia. A ja miałam okazje brać udział w przygotowaniu spektaklu o jej życiu, które zakończyła w Łucku. Jej niezwykła historia, trudne życie, pokonywanie przeciwności zdawałoby się ponad miarę - spowodowało, że nie mogłam nie zatrzymać się w Łucku... W mieście, w którym komuniści zniszczyli groby dawnych mieszkańców, w tym Jej.


środa, 18 kwietnia 2018

Lwów - czyli mierzymy się z idée fixe.



Kresy to rodzaj idée fixe, która jest nieosiągalna i stale obecna. W mojej rodzinie występuje również, wessałam ją  od najwcześniejszych dni dzieciństwa. Kresy, Kresy…  czy to wina tylko i wyłącznie Sienkiewicza? Nie jestem tego pewna.

Potrzeba pojechania tam kwitła, rosła w siłę. Pierwszym  miejscem, które odwiedziłam na kresach było równie znane Wilno. Dobrze, ale przecież czekał Lwów.

Było wiele możliwości krótkich wycieczek, pod czas bardzo częstych wyjazdów w Bieszczady. Ale dzień czy dwa wydawały się niewystarczające. Mieć możliwość, aby powłóczyć się, pozaglądać w kąty, nacieszyć się. 

Długo trwało, aż w długi weekend majowy udało się pojechać. Do tego udało się znaleźć noclegi u Polaków – urodzonych i mieszkających w tym prawie mistycznym mieście. Jednym słowem dotkniemy Lwowa, a nie tylko prześlizgniemy się po samym wierzchu miejskiej skorupy. Niecierpliwość wzrastała wraz ze zmniejszaniem odległości. Cieszył fakt, że będziemy mieszkać w obrębie starej części Lwowa, w połowie drogi między Rynkiem a Cmentarzem Łyczakowskim. 

środa, 21 marca 2018

Kiermasz & Maziarzy - pocztówka z Beskidu Niskiego

Przedwiośnie bywa kapryśne, z wieloma obliczami. A już w górach często wybiera zimowe wersje swych możliwości. I nie ma znaczenia, że góry w swej nazwie mają przymiotnik "niski". Zresztą nawet wczesna wiosna potrafi spłatać figla. Jeszcze bardziej uwypuklić może ten paradoks - fakt zestawienia kiermaszu wielkanocnego, pisanek i zasp śniegu z mrozem sięgającym dwucyfrowych stopni. Jeśli ktoś się chce o tym przekonać, to zapraszam na Kiermasz w Zagrodzie Maziarskiej w Łosiu. Jeśli ktoś nie wie gdzie są Łosie, to niech spojrzy na mapę na tereny między Gorlicami a słowacką granicą, poszuka Ropy, znajdzie łemkowskie Łosie i sławiących ją przed laty Maziarów. Mówi się, że „jak Łosie Łosiem, zawsze tu ludzie handlowali”. Do połowy XIX w. przede wszystkim mazią drzewną i dziegciem. Później produktami pochodzenia naftowego: mazią, olejem i naftą.


sobota, 3 marca 2018

Przedwiośnie w Bieszczadach.

Przedwiośnie w górach, trochę spóźnione, czasem przedwczesne, jakoś tak bardziej wymieszane z zimą. Biało - ale dzień się wydłuża. Śnieg - a odzienie lżejsze. Takie pół na pół: stok południowy bezśnieżny, stok północny zaśnieżony z pozostałością zasp po kolana. Czy to dobry czas na odwiedziny w Bieszczadach? Oczywiście.

Jeszcze bardzo dobrze widać
przez gałęzi pustkę.
Jeszcze wrony tną skrzydłami
szarą nieba chustkę. /WUKA/


Z przedwiosniem w Bieszczadach jest tylko jeden problem, trudno zgadnąć kiedy tak na prawdę nastąpi.