piątek, 4 października 2019

Uroki Bieszczadu - Mała i Wielka Rawka /foto album/

W górach jest wszystko co kocham. Wszystkie wiersze są w bukach. Zawsze kiedy tam wracam - Biorą klony mnie za wnuka.

Wielka Rawka (1307 m n.p.m) jest najwyższym szczytem położonym w paśmie granicznym Bieszczadów. Bywa nawet uważany za najbardziej wybitny szczyt polskich Bieszczad, a to ze względu na bardzo dużą różnicę wysokości od dna doliny aż do wierzchołka. Wraz z Małą Rawką stanowią duet udany i z chęcią się tam wraca. Widoki mogą się spodobać. Tym bardziej, że można jeszcze urozmaicić sobie wizytę na ich połoninach - z dotarciem do trójstyku granic Polski, Słowacji i Ukrainy lub pójść dalej szlakiem granicznym, powędrować słowackimi szlakami. Z Małej Rawki możemy pójść jeszcze Działem, na którym pola borówek i jeżyn otaczają nas z każdej strony. Miejsca do szwendania jest trochę.


czwartek, 5 września 2019

Czarna Góra - Zagóra

Czarna Góra jest jedną z czternastu wsi polskiego Spisza. Nazwa wsi pochodzi od wyglądu góry, porośniętej kiedyś gęstym lasem świerkowym, która oddziela wioskę od koryta rzeki Białki. Dla wielu jest najpiękniej położoną ze wszystkich osad naszej części Spisza. Szczyt Czarnej Góry 902 m n.p.m. jest wspaniały punktem widokowym. Urwiste zbocze góry podmywane falami rzeki Białki ukształtowało się w okazałe grapy, które w odcinkach mają swoje nazwy wywodzące się od miejscowych nazwisk: Gogolowa Grapa, Hełdakowa Grapa, Litwinowa Grapa. Trudno znaleźć lepszy punkt obserwacyjny z panoramą 360 stopni, która obejmuje Tatry, Pieniny, Gorce czy Podhale. Zdradzę Wam tajemnicę, to miejsce nawet w szczycie sezonu pozwala się cieszyć ciszą i sielską atmosferą. Co więcej turystów tam wielu nie zagląda.

środa, 4 września 2019

Bałkańskie koty 2009 -2019 [foto album]


 A przecież kot, proszę pana,
To postać powszechnie znana.
To pożyteczna istota,
A pan wciąż pomija kota!


Jakiż pan przykład daje?
Cóż to za obyczaje?
Żądam teraz niezłomnie:
Proszę w domu siąść na kanapie
I wiersz napisać o mnie,
A jak nie - to panu oczy wydrapię!”
Tak mówił do mnie kot bury
Pokazując pazury.

Cóż tedy robić miałem?...
W Warszawie, po powrocie,
Siadłem i napisałem
Właśnie ten wiersz o kocie.
    /Jan Brzechwa/


Bałkany to koci raj. Nigdzie indziej nie spotkałam takich ilości kotów, często o wyjątkowym wyglądzie.  Pierwsze zachwycały w Grecji. Trudno orzec czy to koty Afrodyty czy Egejskie, wszak często o smukłej głowie.  Kolejne w Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie. Trochę z nich zostało upolowanych bezkrwawo. Cóż jedni piszą o nich wiersze, inni ganiają za nimi z aparatem.

środa, 31 lipca 2019

Kanały warszawskie – powstanie …


1 sierpnia - przypadała siedemdziesiąta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, a ja od rana siedziałam w pracy. Sierpień to czas urlopów, więc w pracy nudy. Poranna kawa i przegląd internetowego wydania gazety. A tam trafiłam na konkurs z wyjątkowo atrakcyjną nagrodą – zejście do kanałów pod Krakowskim Przedmieściem, do kanałów tak ważnych w powstaniu… zaparło mi dech, spojrzałam na czas zamieszczenia konkursu …minęło 30 minut . Sic! pewnie już nie ma szans – myślę sobie, ale co tam, szybko wysyłam odpowiedź na banalne pytanie: którym wejściem ewakuowali się powstańcy ze Starówki? Czekam, czekam… czekam… wiedziałam, że za późno…
W końcu na skrzynce pojawia się wiadomość pt.: Konkurs, a tam:
Gratulacje, zapraszamy na miejsce zbiórki (mapa w załączniku) w czwartek 7 sierpnia o godz. 12.
Prosimy o założenie krytego obuwia i przypominamy, ze względu na warunki   atmosferyczne termin spaceru może ulec zmianie. 
Partnerem jest Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie S.A.”

niedziela, 7 lipca 2019

Świętokrzyskie tajemnice pasiastego krzemienia.

KRAINA PASIASTEGO KRZEMIENIA to moje weekendowe odkrycie wiosny 2011 roku. Wczoraj okazało się jak cenne. Niby kamień jaki jest każdy widzi. A krzemień... do tego w paski? Natknęłam się nań przypadkowo, a potem widziałam już wszędzie. Prawdziwa obsesja. Mania w szaro - białe pasy. Uwierzycie, że najpiękniejszy KRZEMIEŃ PASIASTY występuje tylko w jednym miejscu na ziemi - na północnym skrawku Gór Świętokrzyskich, ciągnąc się pasem przez Krzemionki Opatowskie?  Jest on formą skały osadowej zbudowanej ze skrytokrystalicznego kwarcu (chalcedonu) z domieszką ziaren kwarcu, węglanu wapnia oraz opalu. Występuje w złożach wapienia w postaci bulastych skupisk [buł]. Ozdobna odmiana tego krzemienia odznaczająca się koncentrycznym, mniej lub bardziej regularnym ułożeniem ciemnych i jasnych smug lub warstw, często tworzących bardzo atrakcyjny wzór. Swoim usłojeniem krzemień ów przypomina wzburzoną wodę lub rysunki z piasku, a krzesany jeden o drugi miota iskry.  Trudno w to uwierzyć, ale jest nazywany także polskim diamentem - bywa równie twardy, niesłychanie kruchy i trudny w obróbce. Oryginalne, polskie bogactwo.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Bieszczadzki Autostop.

Tym razem się nie uda - pomyślałam i natychmiast zatrzymał się pierwszy samochód. Od tak po prostu, na przekór pojawiającej się trzydziestoparoletniej myśli. Odetchnęłam, uśmiechnęłam się, oczy rozbłysły niepowtarzalnym blaskiem. Wbrew prognozom świeciło słońce, a dwójka z przodu jechała akurat nad Solinę. Wszystko jest w porządku, rozpoczęłam właściwą drogę w Bieszczady. Czasami myślę, że jedyną właściwą drogę, która pozwala rozsmakowywać się w tym, co tak urzeka w Bieszczadach. Pozwala dawkować drogę, zbliżać się z rozmysłem, kilometr po kilometrze wtapiać się w to miejsce, w ludzi, w góry. Nie lubię dojeżdżać za szybko, tracę wtedy ten powitalny rytuał. Ważny rytuał powrotu. Najpierw Krosno, moja zajezdnia komunikacji publicznej. Dalej już nie wypada uganiać się za powolnym pociągiem, busami czy PKS –em. Jak już muszę dojechać którymś z nich, to tylko tu. Zaczyna się drżenie serca, nawet RTCN na Suchej Górze pobudza krew do szybszego krążenia. Poranna kawa u przyjaciół, uściski i dobre słowa – zawsze w biegu, bo Bieszczady wzywają. Potem marsz z wyznaczonym azymutem na Lasy Państwowe. /Choć po wybudowaniu obwodnicy, to jednak lepiej zaczynać dalej.../ Dobrze znane Miejsce i już ta najwłaściwsza droga na południe. Stąd jest tylko około sto kilometrów. Co to dla autostopowicza? Czasem jest czterysta, czasem sześćset, a zdarzało mi się jechać w Bieszczady ponad 2,5 tysiąca kilometrów – okazją. Jednak te ostatnie sto to jak raj utracony jeżdżących w ten sposób.


piątek, 7 czerwca 2019

Śniadanie z dziką świnią. Opowiadanie.

Sobotni, późny zachód słońca zapowiadał, że jeśli dusza ma nie wyć – muszę bladym świtem wyruszyć. Plan był prosty i standardowy: muśniecie słońca na Hnatowym Berdzie. Nawet nie nastawiałam budzika, nie miało to sensu – tam zawsze budzę się sama. Tym razem Morfeusz wypuścił mnie ze swych ramion chwilę po czwartej. Ku swemu największemu zdziwieniu nie podniosłam się od razu. Starzeję się, czy ki licho? Odpowiedź prosta: nie mam wcale chęci na Połoninę Wetlińską. Leże i gapie się na stoki Jawornika – jak pomału rozjaśniają się w promieniach słońca. Początkowo tylko czubki najwyższych drzew, potem pomału jaśnieją coraz większe połacie stoku... Nagły błysk inteligencji. Jeżeli mam sobie dać w kość przed wyjazdem, to najlepsze będzie wejście na Jawornik tuż za domem. Wejście, które jest jednakowo meczące pod górę jak i w dół. Ubieram się błyskawicznie. Jak tylko Jawornik, to sandały trekingowe wystarczą. Już mnie nie ma. Poranek jest bardzo rześki, z pełna widocznością i wszechogarniającą soczystą zielenią. Rześkość mobilizuje mnie do bardzo szybkiego tempa, nim opuszczę ubitą drogę jestem już rozgrzana, krew płynie błyskawicznie, a serce dziwuje się, że tak można. Mam tylko lub aż cztery godziny.


środa, 29 maja 2019

Migawki z Kazimierza

To miało być krótkie spotkanie. Wypadł na chwilę do Krakowa, tym razem na Kazimierz...  na Szeroką co nie wiem czy jest ulicą czy placem. Poranek w Warszawie był słoneczny, południe w Krakowie witało błękitnym niebem  i słońcem. Nie trzeba było nic specjalnie robić, wystarczyło być, widzieć, spacerować lub posiedzieć na dachu ze szklanką czegoś chłodnego lub cokolwiek innego.  Czasem tak trzeba, czasem warto się nie spieszyć, nie nastawiać. Być tu i teraz. A na Kazimierzu tym bardziej warto. Usytuowany jest na lewym brzegu Wisły, która otacza go zakolem od strony południowo-zachodniej. Kiedyś był wyspą. Niby nic, ale z dodatkiem uroczych zakamarków i detali całość robi dobre wrażenie. Zapraszam na niespieszne migawki, trochę takie od niechcenia. To tu, to tam.


piątek, 17 maja 2019

W krainie kamieni: Czesko - Saska Szwajcaria

Piaskowiec może się podobać. Zwłaszcza gdy zadba o swój wygląd rzeźbiąc figurę za pomocą wody i wiatru. W efekcie możemy podziwiać malownicze formy skalne, przełomy rzeczne, twierdze umieszczone na skałach, zamki i punkty widokowe. Nawet kamienny most między naturalnymi basztami może zachwycić. Wszystkie te cudowności znajdziemy na pograniczu czesko - niemieckim w bliskiej odległości od polskiej granicy. Oficjalna nazwa brzmi: Park Narodowy Czeskiej Szwajcarii i Park Narodowy Szwajcarii Saksońskiej. Bardziej wyszukanie nazywana jest Krainą tysiąca skał i jednej rzeki czy Arkadią Romantycznych Malarzy. Trzeba przyznać, że takie nazwy kusiły. W rezultacie wykluł się nam skalny plan na deszczową majówkę. Region umożliwia ciekawe, krótkie wypady do atrakcyjnych miejsc. Można było je dowolnie modyfikować w zależności od stanu pogody. Liczyliśmy na górskie widoki i mniejsze tłumy niż w Tatrach, Sudetach czy Bieszczadach.

piątek, 12 kwietnia 2019

Stanisław Wyspiański - nieodzownie w Krakowie.


Przy okazji 150 rocznicy urodzin jednego z najwybitniejszych, najczęściej cytowanych, chętnie oglądanych, czytanych i wystawianych na teatralnych deskach... - polecam zajrzeć na ciekawą wystawę  „Wyspiański. Nieznany”, którą można oglądać w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Krakowie. Zostało mało czasu - do 5 maja 2019r. Jeśli więc ktoś przy okazji: wiosennych wypadów,  świątecznych wyjazdów, nieplanowanego wolnego z okazji strajku nauczycieli  czy w ramach indywidualnego przygotowania do matury, a przede wszystkim z fascynacji Wyspiańskim - będzie w Krakowie, to powinien skierować tam swoje stopy.  Można zobaczyć ok. 500 obiektów, w tym po raz pierwszy pastel Portret dr Jana Raczyńskiego czy Autoportret Artysty. Ale też eksponaty mniej spodziewane. 


Malarz i rysownik, dramatopisarz, poeta, inscenizator, reformator teatru, witrażysta, architekt, ilustrator książek, designer sztuki użytkowej – czyli twórca wszechstronny i polifoniczny, działający na wszelkich możliwych polach kreacji artystycznej.


sobota, 30 marca 2019

Mazowiecka wiosna

Wiosna może mieć wiele różnych obliczy od śnieżnej po letnią i wiele kolorów od szarości przez biel po zieloność utykaną żółcią. Choć przy pierwszym skojarzeniu najsilniej przemawia kolor zielony i żółty. Zielone listki, zielone pędy wierzb, zielona trawa, zielona rzeżucha....Żółta forsycja, żółte żonkile, żółte tulipany i żółte mlecze.....
Zielono - szmaragdowa trawa z żółtymi mleczami. Lubię to zestawienie. Wiosnę można znaleźć wszędzie, tuż za rogiem, na trawniku między dwoma pasami jezdni, w warszawskim parku, w przyblokowym ogródku. Nawet mazowiecka nizina jest jej pełna. Po prostu przychodzi i jest.

A aaaaa już jest wiosna
A aaaaa dłuższe dnie
A aaaaa kwiaty rosną
A aaaaa głupie, nie?


Z tego wiosennego tekstu  kabaretu Potem, najbardziej lubię fragment, że jest niedorozwinięta... 


poniedziałek, 18 marca 2019

Planica - mamut w cieniu Alp

Olbrzymka czy Lotniczka? Oto jest pytanie... Która nazwa lepiej oddaje jej charakter? Letalnica braci Gorišek ? Czy dawniejsza Velikanka? – tak czy siak jest to tzw. mamut wśród skoczni narciarskich, położony w dolinie Planica w Alpach Julijskich w Słowenii. Mowa oczywiście o największej skoczni w tym kompleksie. Ciekawa jestem ile osób wie, ile jest skoczni w całym słoweńskim zespole? Na razie nie odpowiem, może po lekturze zagadka zostanie rozwinięta.  Zatem trzeba się udać daleko: za Dunaj, za góry, za lasy... Trzeba znaleźć trójstyk granic włosko - austriacko - słoweńskiej, a tam znowu pokonać wiele górskich, malowniczych serpentyn i tuneli...


sobota, 9 marca 2019

Przedwiośnie nad Biebrzą

To miejsce oddycha inaczej. Rzeka,
jak wywinięty zaskroniec, zmusza do przystawania.


To ponoć prawdziwie nieujarzmiona rzeka meandrująca wśród naturalnych torfowisk. Dzika kraina... jeszcze dość pusta...nieskażona ręką człowieka... Ostoja dużej populacji ptaków wodno - błotnych. Miejsce, w którym można zaobserwować sześć pór roku.  Jedną z nich jest zdecydowanie przedwiośnie. Może mało urodziwe, jeszcze szaro - bure, bez szmaragdowej zieleni wiosny i żółci kaczeńców, komarów lata, złota i fioletu jesieni czy bieli ... Ta krótka pora roku ma jednak swoje zalety: wracają ptaki, brak liści pozwala łatwo wypatrzeć łosia i nie trzeba narażać się na atak komarów.


czwartek, 28 lutego 2019

Atrakcje Karynti i Tyrolu Wschodniego zimą

Czy Alpy mogą być ciekawym miejscem zimą dla osób, które nie oddają się białemu szaleństwu na stokach i trasach biegowych? Zdecydowanie mogą. Nawet krótki wypad może ukazać piękno tych gór. Pozwoli zmierzyć się z wysokością  dostępną nawet dla zwykłych śmiertelników, którym nie w głowie wyczyny alpinistów. I to wszytko dostępne już w Austrii najbliżej nas położonym kraju alpejskim.

 Może to być przygoda, która przełamie skojarzenia, że Austria - to Wiedeń..., bale noworoczne i walce Straussów ...  oraz narosłe w literaturze polskiej, iż Alpy - najwyższe góry w naszej części świata -  to wyłącznie Szwajcaria i Włochy.



Co wadzi, póki lata nie zajdą leniwe
Widzieć szeroki Dunaj i widzieć Alpy krzywe
(Jan Kochanowski)


poniedziałek, 11 lutego 2019

Spacerkiem wśród Alp

Drogi górskie mnie fascynują, uwielbiam nimi przemierzać drogę, czy to pieszo czy na tych większych w sposób zmotoryzowany. Jazda wśród serpentyn, ze wspaniałymi widokami to dla mnie czysta przyjemność. Są przecież drogi marzenie np. w Rumunii Transalpina  czy szosa Transfogaraska. Istnieją na Bałkanach wspaniałe drogi wąwozami np. rzeki Moraca. I choć te poprowadzone przez pasma górskie - często budzą kontrowersję, to jednak są i umożliwiają dostęp do obcowania z górami. W Alpach też występują takie drogi, najbardziej znana jest alpejska droga wysokogórska - Grossglockner Hochalpenstrasse [B107] w Parku Narodowym Wysokie Taury. Jazda samochodem to niewątpliwie wielka atrakcja, ale ja postanowiłam przejść się tą drogą zimą, gdy jest ona zamknięta dla ruchu drogowego. Okazało się to wspaniałym pomysłem. W zimie walory estetyczne tej trasy się zmieniają. Staje się swoistym szlakiem trekingowym i skiturowym prowadzącym ponad 2000 m. n.p.m. Dostępnym bez specjalistycznego sprzętu.

środa, 30 stycznia 2019

Weekend w Kijowie

Według legendy, dawno, na prawdę dawno temu św. Andrzej Apostoł staną na wzgórzu nad Dnieprem i przepowiedział, że stanie tu miasto słynne z ilości świątyń i ich wież.

Dawno, dawno temu - mniej więcej gdy bracia Lech, Czech i Rus zakładali swoje kraje, albo gdy Kij wraz z braćmi Szczekiem, Chorywem i siostrą imieniem Łybedź postanowili zbudować miasto - zaczęła się historia Kijowa. Rozwijał się wspaniale, choć często zagrażały mu liczne najazdy. Ciekawie uzmysłowić sobie ile razy większy był Kijów od naszego stołecznego Krakowa. Ciekawie szukać śladów polskich w mieście. A jeszcze ciekawie szukać specyfiki tego naprawdę starego grodu. Jego charakterystycznej tkanki. Złoto - zielonych kopuł, złoto - niebieskich, złoto białych ... Kijów jak żadne inne z 3 milionowych miast - może poszczycić się dużą ilością świątyń i ich lśniących z daleka wież.


czwartek, 20 grudnia 2018

Warszawa: świątecznie i zimowo

Jest taki czas gdy w Warszawie pachnie lasem, cynamonem, goździkami, piernikiem. Gdy kolorowe światełka rozświetlają szarość i bylejakość. To dobry czas. Warszawa pięknieje, staje się przyjaźniejsza.
Wielka radość w Warszawie
Dziennikarze gazetom,
a gołębiom gołębie,
kolejarze poetom,
chmury chmurom na niebie;
wiatr wiatrowi na ucho,
kwiaty kwiatom na trawie
i już wszystkim wiadomo,co się stado w Warszawie:

niedziela, 9 grudnia 2018

Uroki Bieszczadu - cerkwi czar i nie tylko / foto album/

Pośród lasów bieszczadzkich
mgłą historii owiane,
wrosły w górski krajobraz
stare cerkwie drewniane.


Co roku słońce
przez okna cerkwi
rozjaśnia ukłonem
twarz Madonny
która ikoną
łączy dwa krzyże

Jest ich wiele: drewniane, murowane, popadając w ruinę, remontowane, odrestaurowane, w różnych stylach, a nawet wpisane na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Zanim  stworzono ich współczesny wizerunek, zatarto ślady poprzedniej cywilizacji, sięgającej czasów Rzeczypospolitej wielu narodów. Bo żyli kiedyś wspólnie na tej ziemi Polacy, Rusini, Żydzi i Niemcy. Mieli swoje kościoły, cerkwie i synagogi. Ludzie żyli tu z dnia na dzień w rytmie pór roku, odpustów i swoich świąt religijnych.

czwartek, 29 listopada 2018

Carskie Sioło - krótki spacer z tajemnicą w tle.

Co można napisać o Carskim Siole? Z prezentu Piotra I dla przyszłej carycy Katarzyny I stopniowo uczyniono ogromny pałac, który stał się wizytówką dynastii. Rozbudowywała go w stylu baroku ich córka - caryca Elżbieta. To za jej sprawą jedna z komnat została obłożona bursztynem. Bałtyckim złotem kunsztownie uformowanym przez gdańskich mistrzów. Raczej nie spodziewała się, że taką decyzją wpłynie na nierozwiązane zagadki XX wieku. Następnie Katarzyna Wielka musiała zaznaczyć swe uwielbienie dla form klasycznych. Wnętrza stworzone w Skrzydle Zubowa i północnej części pałacu, charakteryzują się surową dekoracją, wyrafinowanym pięknem i wyjątkowo wyszukanym wykończeniem. Ufundowała też kolejny pałac dla swego ulubionego wnuka Aleksandra. Dodatkowo ponad sto mniejszych i większych zabytków jest rozrzuconych po Parkach Katarzyny i Aleksandra. Mają wspólną powierzchnię około 300 hektarów: są tu wspaniałe pałacyki i kameralne pawilony, mosty i marmurowe monumenty, a także egzotyczne struktury imitujące gotycką, turecką i chińską architekturę, które tworzą dość romantyczną atmosferą. Ciekawostką jest, że jest to także pierwsze miejsce w stolicy Rosji, gdzie pojawiły się wnętrza urządzone w stylu moderne (secesyjnym), zaś złoto bywa matowe.


wtorek, 13 listopada 2018

100 lat w rodzinnym albumie

O tegorocznej rocznicy możemy mówić w sposób formalny np. tak: Kiedy w 1795 r. dokonano III rozbioru Polski wielu myślało, że to koniec narodu polskiego. Kiedy upadały kolejne powstania wielu sądziło, że to koniec szans na niepodległość. Kiedy w 1911 r. odzyskiwaliśmy wolność wielu nie wierzyło, że to możliwe. Ale z trudami, z przerwami - udało się.  Przez całe te 100 minionych lat byli tacy, dzięki którym, niepodległa Polska trwała. Którzy o nią walczyli bądź się o nią troszczyli. Którzy dla niej pracowali, rodzili dzieci, rozsławiali ją lub nie pozwalali o niej zapomnieć.
Ale każda osoba, rodzina ma swoją własną historie. Historie ukrytą w rodzinnych wspomnieniach, w zdjęciach ukrytych w szufladach czy umieszczonych w albumach. Wspomnienia proste, czasem zagmatwane, pomału już zapominane... Sama żałuję, że byłam za mała, aby wypytać ukochanego pradziadka jak było... W głowie zostały tylko szczątki opowieści i to tylko te, które można było opowiadać przy dzieciach ...


wtorek, 30 października 2018

Na Pęksowym Brzyzku

Zakopane i Tatry nie zostały odkryte przez krakowiaków, którzy, jeśli wierzyć operze „Krakowiacy i Górale”, raczej się z góralami kłócili, tylko przez warszawiaków...

 Kiedy za pionierami z Warszawy nadciągnęli do Zakopanego inni miastowi, zaczęli stawiać tam domy w modnym wówczas stylu tyrolsko-szwajcarskim. Wyglądały „jak kupa śmieci przyniesiona wiatrem ze świata” – pisał Stanisław Witkiewicz i zaproponował stworzenie nowego stylu opartego na ludowym budownictwie podhalańskim, ogólnie zresztą podziwianym przez wszystkich gości na Podhale się zapuszczających. /za: Rzeczpospolita/

Obecnie trudno szukać czaru dawnego Zakopanego, stylu wypieszczonego przez Witkiewicza, a nawet willi projektowanych choćby przez Stryjewskiego. Zakopane zostało zakopane pod "kupą" krzykliwych reklam, budowniczych koszmarków. Gdzie nie gdzie co prawda wygląda stary drewniany dom lub nowy, drewniany pensjonat, ale komercja zwyciężyła.  Krupówki nie różnią się od warszawskiej Chmielnej  czy sopockiego Monciaka, a nawet innych europejskich deptaków. Ale jest jedno miejsce, które zostało niezmącone i może się uchowa w swym niezwykłym klimacie. To nie inaczej jak Cmentarz na Pęksowym Brzysku. "Ojczyzna to ziemia i groby. Narody, tracąc pamięć, tracą życie. Zakopane pamięta." - takie motto, widnieje na murze owego cmentarza założonego w 1848 r. na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem, na którym spoczywają zasłużeni artyści, literaci, sportowcy, patrioci oraz ratownicy i przewodnicy tatrzańscy.


środa, 17 października 2018

Ermitaż - maksymalna dawka sztuki

Wielkie muzea, wielkie kolekcje przyciągają tłumy - wiadomo, że to oczywiste stwierdzenie. Ale kto - zainteresowany dziełami natchnionymi przez Muzy, Miłość, Naturę czy Boga - nie chciałby zobaczyć oryginalnego obrazu, wyjątkowej rzeźby na własne oczy? Kto nie chciałby się osobiście przekonać czy Mona Lisa się śmieje, czy aniołowie z Sądu Ostatecznego na pewno nie maja skrzydeł? I czy kariatydy z ateńskiego Erechtejonu na pewno dobrze czują się w Londynie? A co ze złotą Maską Agamemnona? Bursztynową Komnatą? Synem Marnotrawnym Rembrandta? Czy Trójcą Świętą Rublowa? Ja na pewno nie chciałabym zaniechać takiej okazji. Co więcej, nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłabym pojechać na przykład do Amsterdamu czy Sankt Petersburga i nie zobaczyć obrazów Vincenta van Gogha? Jakbym mogła sobie odmówić takiej przyjemności, przecież u nas w Polsce jest tylko jeden jego obraz. Może 31 obrazów Pabla Picassa z kolekcji Ermitażu nie rzuciło by mnie na kolana, ale już impresjoniści - Claude Monet, Pierre- Auguste Renoir czy Alfreda Sisley zdecydowanie tak. Ale co wybrać będąc w Sankt Petersburgu? Na co się zdecydować  - trudna sprawa. Co prawda od zbytku ponoć głowa nie boli, ale już nogi po przejściu kolejnych sal, nawet najwspanialszych z pięciu pałaców należących do Muzeum Ermitażu - mogą zaboleć. Z drugiej strony czy kiedyś będzie okazja ponownie  tam wrócić?  Postanowiliśmy pójść na cały dzień - i zostać tyle czasu ile damy radę. Stanęliśmy w kolejce po bilety tuż przed otwarciem, a wyszliśmy tuż przed zamknięciem. Nie zemdleliśmy z głodu czy pragnienia - zrobiliśmy przerwę na kawę i coś nie coś /na dole są kawiarnie/. Ale nogi dostały w kość ;-)  Psyche też co nie co zyskała :-)


poniedziałek, 17 września 2018

Peterhof szaleństwo fontann

Wybrałam się do północnej stolicy Rosji i oczarowały mnie jej podmiejskie rezydencie. Ponoć sama caryca Katarzyna I uprosiła Piotra I, aby zbudował wygodny dwór nad brzegiem Zatoki Fińskiej. Car zapalił się do tego projektu, osobiście wskazał miejsce, nakreślił plan parku, rozmieszczenia budowli i fontann. Peterhof, okazały zespół architektoniczny i parkowy, stał się ulubioną rezydencją tego cara. Ich córka caryca Elżbieta rozbudowała go, a Katarzyna II jeszcze wtedy nie_Wielka z pałacyku Monplaisir wyruszyła, aby zdetronizować męża i przejąć władze w Imperium. Wielka historia, wielkiego imperium o oszałamiających pałacach i fantazyjnych rezydencjach.  Peterhof - zwany również: Dworem Piotra; rosyjskim Wersalem; Królestwem Fontann; skrawkiem Holandii. Swoją urodą i przepychem dorównuje on takim słynnym rezydencjom jak Wersal,  Schönbrunn czy Hofburg.  A może je nawet przewyższa. Jest to też jedna z najbardziej popularnych atrakcji w Rosji.

piątek, 7 września 2018

Kaliningrad, Królewiec, Koenigsberg

To miasto to wyzwanie dla podróżnika albo osoby w nim żyjącej. Trzeba zdrapać farbę, zdmuchnąć kurz, czasem zdjąć narzutę ze starych rzeczy. W innych miejscach uruchomić trzeba wyobraźnię i fantazję, bez tego nie zobaczy się prawdziwych atrakcji Kaliningradu /Królewca, Koenigsberga/Ponoć w przeciętnej świadomości Polaka - fragment północno wschodniej granicy, to terra incognita. Wiemy, że na Litwie jest Wilno, czasem Troki czy Kowno... ale na północy jest tylko morze... Cóż w dawnych czasach był to okręg zamknięty, jeden wielki poligon wojskowy, najdalej na zachód wysunięty przysiółek ZSRR czy obecnie Rosji. A przecież Królewiec to miasto z nie byle jaką historią, to miasto największego z filozofów I. Kanta, to miasto Uniwersytetu Albertyna...., to jedna z pereł Hanzy... stolica bałtyckiego bursztynu. Postanowiliśmy wykorzystać fakt wyjazdu do Petersburga i po drodze odwiedzić ten jej oderwany obwód. W tym celu potrzebne była specjalna zgoda na dwukrotny wjazd do Rosji przy wizie turystycznej. Udało się ją uzyskać i mogliśmy rzucić okiem na Królewiec z jego słynnym imperatywem kategorycznym.

wtorek, 4 września 2018

Latarnie morskie, pławy, stawy /aktualizowana kolekcja/

Drogę wśród skał otworzy
i zamruga na szczęście.

U wrót portu powita
i pokaże doń wejście.

Przed mielizną ostrzeże,
Spośród raf wyprowadzi.

Żadnej nocy nie zgaśnie,
Kurs najlepszy doradzi.


/Z. Szczepaniak , Latarnia morska/

I ciągnie jak magnes światło do światła. Blizy kaszubskie, wieże na wzgórzach, wydmach, półwyspach, cyplach. Stawy na falochronach, groblach, wejściach do portów, bramy świetlne. Unoszące się na wodzie pławy. Ogniska na klifach. A nawet światełka topowe. Wiele ich, wiele. Ostrzegają, zapraszają, kierują we właściwą stronę. Okazałe i niepozorne. A nawet zaliczone do cudów antycznego świata. Z różnych wyjazdów przywożę nowe okazy, to tej morskiej kolekcji.
O, nie: to znak, wzniesiony wiecznie nad bałwany,
Bez drżenia w twarz patrzący sztormom i cyklonom -
Gwiazda zbłąkanych łodzi, nieoszacowanej
Wartości, choćby pułap jej zmierzył astronom.
  (Sonet 116, Szekspir, przeł. S. Barańczak)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Lizbona bardzo krótka wizyta

Lizbona miasto położone na wzgórzach. Już sam ten fakt powoduję, że w moim odczuciu jest znacznie wyżej oceniane od innych dużo ważniejszych europejskich stolic - ale leżących na nizinach. Wzgórza, żółty tramwaj, azulejos, dużo azulejos ... zdecydowanie już na wstępie zapowiadało się dobrze. A jak dodam śliczne zdobienia stylu manuelińskiego ... 
Lizbona mi się wyślizgnęła, przeleciała jakoś tak za szybko. Dużo w tym mojego gapiostwa, bo źle zapamiętałam odległość między Sagres a Lizboną. Dojechaliśmy przed północą, nie mogliśmy znaleźć parkingu... Następnego dnia tylko przebiegliśmy z wywieszonym jęzorem... Pocieszając się, że do Lizbony często można znaleźć tanie bilety lotnicze ...


środa, 4 lipca 2018

Roztocze z unikatowym klimatem

Roztocze  - po raz pierwszy w tych stronach. Oswajanie miejsc. Odzwyczajanie się od typowo górskich oczekiwań, czyli od wędrówek przez góry aż po horyzont. Tutaj jest jakoś tak płasko, zwyczajnie, lżej, mniej ekscytująco. Przyznam się po cichu: myślałam, że to bardziej pofałdowana okolica. A jednak ma coś w sobie, własny klimat, charakter. Zresztą Roztocze nie jedno jest ... a to środkowe, a to zachodnie, a to południowe bądź ukraińskie ...choć może lepiej napisać, że aż po Lwów. Roztocze szumi Szumami, brzęczy chrząszczami, brzmi w trzcinie na wijących się rzekach, rzeczkach, potokach... odbija echo w stawach i lessowych wąwozach. Stanowi ostoję konika polskiego i jest rajem dla rowerzystów. A do tego Zamość - wzór idealnego miasta, gwiaździstej twierdzy oraz schodów, które ktoś sobie wymyślił i sprawił, że nie pomyli się tamtejszego rynku z żadnym innym.  

czwartek, 7 czerwca 2018

Porto, porto

Od czego zacząć, aby nie było banalnie? Tak, aby nie zaczynać od oklepanego porównania które z miast jest piękniejsze: Lizbona czy Porto? Albo od pytania: co jest lepsze: miasto czy wino? Przyznam się, że nie wiem. Może od starego portugalskiego przysłowia:
 "W Porto pracują, w Bradze się modlą, w Coimbrze studiują, a w Lizbonie wydają" - tyle, że znowu jeden wyjazd, nawet intensywny nie może stanowić podstawy do wydania takiej opinii. Zdecydowanie polubiłam Porto - hmm sama nie wiem - może najprościej za jego bogatą historię. To w końcu jedno z naprawdę starych miast Europy. Może nie tak antyczne jak Ateny, ale jednak trochę historii tam człowiek znajdzie. A może polubiłam je za to, że to miejsce urodzenia Henryka Żeglarza, który wyruszył na podbój arabskiej Ceuty, co zapoczątkowało erę wielkich, geograficznych odkryć. Najpewniej jedno i drugie wymieszane z nutką niepowtarzalności.

środa, 2 maja 2018

Zamek w Łucku.

Czasem nie planując człowiek zatrzymuje się w miejscu, o którym coś słyszał, ale niewiele o nim wie. Tak było z odwiedzonym Łuckiem najstarszym miastem Wołynia i odkryciem wspaniale zachowanych murów tamtejszego zamku. Ale to nie przez Lubarta, Witolda czy Jagiełłę się nim zainteresowałam. A przez zupełnie inną osobę. Łuck zagościł w mojej świadomości przez dość nietypowe spotkanie z historią Jadwigi - Józefy Kuleszy, która tworzyła na Kresach ochronki dla dzieci w burzliwych początkach XX wieku. W 2017 roku obchodzono stulecie założonego przez nią Zgromadzenia S. Benedyktynek Miłosierdzia. A ja miałam okazje brać udział w przygotowaniu spektaklu o jej życiu, które zakończyła w Łucku. Jej niezwykła historia, trudne życie, pokonywanie przeciwności zdawałoby się ponad miarę - spowodowało, że nie mogłam nie zatrzymać się w Łucku... W mieście, w którym komuniści zniszczyli groby dawnych mieszkańców, w tym Jej.


środa, 18 kwietnia 2018

Lwów - czyli mierzymy się z idée fixe.



Kresy to rodzaj idée fixe, która jest nieosiągalna i stale obecna. W mojej rodzinie występuje również, wessałam ją  od najwcześniejszych dni dzieciństwa. Kresy, Kresy…  czy to wina tylko i wyłącznie Sienkiewicza? Nie jestem tego pewna.

Potrzeba pojechania tam kwitła, rosła w siłę. Pierwszym  miejscem, które odwiedziłam na kresach było równie znane Wilno. Dobrze, ale przecież czekał Lwów.

Było wiele możliwości krótkich wycieczek, pod czas bardzo częstych wyjazdów w Bieszczady. Ale dzień czy dwa wydawały się niewystarczające. Mieć możliwość, aby powłóczyć się, pozaglądać w kąty, nacieszyć się. 

Długo trwało, aż w długi weekend majowy udało się pojechać. Do tego udało się znaleźć noclegi u Polaków – urodzonych i mieszkających w tym prawie mistycznym mieście. Jednym słowem dotkniemy Lwowa, a nie tylko prześlizgniemy się po samym wierzchu miejskiej skorupy. Niecierpliwość wzrastała wraz ze zmniejszaniem odległości. Cieszył fakt, że będziemy mieszkać w obrębie starej części Lwowa, w połowie drogi między Rynkiem a Cmentarzem Łyczakowskim. 

środa, 21 marca 2018

Kiermasz & Maziarzy - pocztówka z Beskidu Niskiego

Przedwiośnie bywa kapryśne, z wieloma obliczami. A już w górach często wybiera zimowe wersje swych możliwości. I nie ma znaczenia, że góry w swej nazwie mają przymiotnik "niski". Zresztą nawet wczesna wiosna potrafi spłatać figla. Jeszcze bardziej uwypuklić może ten paradoks - fakt zestawienia kiermaszu wielkanocnego, pisanek i zasp śniegu z mrozem sięgającym dwucyfrowych stopni. Jeśli ktoś się chce o tym przekonać, to zapraszam na Kiermasz w Zagrodzie Maziarskiej w Łosiu. Jeśli ktoś nie wie gdzie są Łosie, to niech spojrzy na mapę na tereny między Gorlicami a słowacką granicą, poszuka Ropy, znajdzie łemkowskie Łosie i sławiących ją przed laty Maziarów. Mówi się, że „jak Łosie Łosiem, zawsze tu ludzie handlowali”. Do połowy XIX w. przede wszystkim mazią drzewną i dziegciem. Później produktami pochodzenia naftowego: mazią, olejem i naftą.


sobota, 3 marca 2018

Przedwiośnie w Bieszczadach.

Przedwiośnie w górach, trochę spóźnione, czasem przedwczesne, jakoś tak bardziej wymieszane z zimą. Biało - ale dzień się wydłuża. Śnieg - a odzienie lżejsze. Takie pół na pół: stok południowy bezśnieżny, stok północny zaśnieżony z pozostałością zasp po kolana. Czy to dobry czas na odwiedziny w Bieszczadach? Oczywiście.

Jeszcze bardzo dobrze widać
przez gałęzi pustkę.
Jeszcze wrony tną skrzydłami
szarą nieba chustkę. /WUKA/


Z przedwiosniem w Bieszczadach jest tylko jeden problem, trudno zgadnąć kiedy tak na prawdę nastąpi.
 

niedziela, 4 lutego 2018

Rezerwat Sine Wiry

Są w Bieszczadach góry, które mają tysiące lat, źródła bijące od wieków. Są w Bieszczadach miejsca, gdzie od wieków średnich istniały tętniące życiem wioski, które od lat czterdziestych XX wieku są wymarłe. Jest w Bieszczadach utworzone przez człowieka wielkie Jezioro Solińskie, ale są też utworzone przez przyrodę jeziorka. Takie całkiem nie wiekowe, dość młode - choć szybko się zmieniające. Właśnie w takim miejscu powstał jeden z rezerwatów. Na rzece Wetlinie,  niedaleko wsi Zawój znajdowało się pięć wirów, którym towarzyszyły brody. Najsłynniejszym z nich był Siny Wir. Od niego wziął swoją nazwę rezerwat położony w Ciśniańsko - Wetlińskim Parku Krajobrazowym. Rozciąga się wzdłuż siedmiokilometrowej doliny, w tzw. przełomie Wetliny. Może nazwa z kolorem "sinym" nie przemawia do wyobraźni, za to gdyby użyć wyrażenia - Szmaragdowe Jeziorko? Znacznie lepiej brzmi, prawda? Trzeba przyznać, że to wręcz legendarne jeziorko, trudno już obecnie zobaczyć. Za to teren rezerwatu to idealne miejsce na spacery dla dużych i małych, dla rodzin z wózkami, dla miłośników rowerów. Łatwy teren zaprasza do odwiedzin zarówno wiosną, latem, jesienią i zimą.

sobota, 20 stycznia 2018

Uroki Bieszczadu - Połonina Wetlińska / foto album/


 W Bieszczadach bywam od dwudziestu lat regularnie. Zakochałam się w tym miejscu i jest to uczucie dozgonne, niesłabnące, trwałe. Wśród innych miłośników tego miejsca przewija się powiedzonko, że po pierwszym razie zapadło się na nieuleczalną chorobę. Zgadzam się z tym w 100 procentach. Na Bieszczady nie ma lekarstwa, antidotum, nic co by wyparło konieczność pojechania tam kolejny raz ... Po prostu: jest inny świat...  

 Świat ukryty w połoninach pociąga, w wśród nich jest jedna, która skradła mi serce bezpowrotnie.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Błogosławionych Świąt!!!

"Czyn Boga, który nazywamy krótko Boże Narodzenie, jest w swej istocie miłosnym wyznaniem Boga Ojca. 
W ziemskich narodzinach swego Syna Bóg Ojciec mówi nam: Kocham cię, świecie! Kocham cię, człowiecze!"

czwartek, 14 grudnia 2017

ŁOMNICA - tatrzańska królowa

Góry - to góry najwspanialsze z dzieł stworzonych na ziemi. Zachwycają, pociągają, oczarowują, zniewalają, są jak balsam i jak śmierć.

Człowiek w łańcuchy gór spętany - mawiała Teresa Bromowiczowa.

Góry są tajemnicą. Stanowią wielkie misterium. Z jednej strony pasjonują i pociągają, z drugiej – wywołują lęk i budzą trwogę."  - mawiał ks. Roman Twardowski

W naszej okolicy to Tatry są najwyższym pasmem górskim. Dla Polski i Słowacji jest to najwyższa część Karpat. Są to też najwyższe góry między Alpami a Kaukazem. Wśród najwyższych koron - jest pewna królowa, która przez krótki okres dzierżyła nawet prymat pierwszeństwa - Łomnica.

środa, 29 listopada 2017

Na końcu Europy - czyli wzdłuż wybrzeża Portugalii.

Gdyby tak dotrzeć na koniec Europy?
Tylko który?
Najlepiej taki najbardziej oczywisty.
Czyli taki:

„Aqui, onde a terra se acaba e o mar começa.” („Gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna”).

Taki można znaleźć np. w Portugalia. W innych krajach też, ale ten portugalski nada się najlepiej, ponieważ  do czasów średniowiecza był też uznawany za koniec świata.

Podróż na koniec świata? Czemu nie...

Mogłoby to być takie proste, gdyby nie Mikołaj Kopernik, Vasco da Game  i Krzysztof Kolumb razem wzięci. Zachciało im się odkrywać to i owo, w skutek czego możemy zapomnieć o końcu świata. Na szczęście koniec Europy jest nadal osiągalny. A jaki urokliwy i jaki urozmaicony. To właśnie klify, zdecydowanie bardziej niż plaże uzmysławiają granice kontynentu. A gdy zamiast morza mamy ocean, wrażenie potęguję się. Przykład Portugalii jest w tym przypadku korzystny, ponieważ możemy przyjrzeć się różnym obliczom kontynentalnego końca. Mogą być złote plaże oblewane przez ciepłe wody na południu, mogą być strome klify smagane wiecznymi wiatrami, przy których zmieniają się ciepłe  i zimne prądy; możemy oglądać wybrzeże otoczone zimnymi wodami na zachodzie albo klify uderzane przez rekordowe fale.

piątek, 27 października 2017

Ateny - miasto filozofów i nie tylko

Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
Że ci ze złota statuę lud niesie,
Otruwszy pierwej?

Czy Kamil Cyprian Norwid zastosował w swym utworze metodę sokratejską? Prawdopodobnie tak, ale rodzi się inne pytanie czy świadomie? Pytania, pytania ... Ateny jak żadne inne miasto odbijają tysiące pytań zadanych przez swych zacnych i tych mniej zacnych obywateli. Wśród tych kroci antycznych kamieni, wypolerowanych stopami marmurów, pytania wciąż gdzieś szemrzą i czekają na wciąż nowe odpowiedzi.  Już tysiące lat temu wiedzieli, że zadawanie pytań jest najlepszym sposobem na poszukiwanie rozwiązań. A Ateny są doskonałym miejscem gdzie warto ich było poszukiwać... Ateny - warownia mykeńska, ośrodek kultu bogini Mądrości, stolica demokracji, miasto wielkich:  Peryklesa, Fidiasza, Arystofanesa, Sokratesa, Platona, Arystotelesa, Herodota, miasto upadłe i zapomniane, miasto obudzonych idei olimpijskich... Ateny są dość brzydkie współcześnie, chociaż wciąż przyciągają swą historią.

czwartek, 12 października 2017

Z wizytą w Fatimie.

Formy i sposoby przejawiania się sacrum są różne u różnych ludów i w różnych kulturach. Ale pozostaje zawsze fakt paradoksalny – to jest niepojęty – że sacrum objawia się, a tym samym „ma granice nieskończony” ...

Z początkiem roku przyszło mi do głowy, że może dobrze byłoby pojechać do Fatimy skoro akurat jest 100 - lecie objawień fatimskich. Myśl się pojawiła, ale bardziej jako "pobożne życzenie" niż realny plan. Została odłożona na bok. Ale tuż przed samym urlopem pojawiła się możliwość zakupu tanich biletów do portugalskiego Faro ... Hm... Przypadek?
 
Każde sanktuarium jest w pierwszej kolejności złożonym zjawiskiem z kategorii sacrum, u którego podstaw leży ważne wydarzenie historyczne. Przekazuje ono pewne przesłanie, jakąś określoną treść wiary oddziałującą na życie ludzi.

Postanawiamy polecieć na urlop do Portugalii  i tam wynająć samochód, aby zobaczyć jak najwięcej. Nie chcieliśmy ograniczyć się do jednego regionu. Odezwała się ta ciągła potrzeba bycia w drodze... W ten sposób wizyta w Fatimie stała się możliwa. Co może zachęcać do odwiedzenia portugalskiej Fatimy? Na pewni nie tłumy ludzi ani wszechobecny beton. Krajobraz też nie rzuci na kolana. Więc co takiego? Dla mnie to Sacrum, które doprowadziło do powstania Sanktuarium.

wtorek, 3 października 2017

Portugalskie azulejos - mozaikowy świat z przewagą bieli i błękitu

Wszystko w płytka ....
Świat biało - niebieskich scen ... 
Kafelkowe szaleństwo ... 
Mozaikowe dzieło sztuki ...  
Portret kraju...
Wielobarwne ceramiczne dekoracje ... 

Wszędzie w Portugalii spotykałam te piękne kafle i ich widoku nie miałam dość. A mówiąc szczerze, to po powrocie bardzo brakuje mi tych pięknych płytek, które w tak wyjątkowy sposób wyróżniają to państwo. Portugalia zawdzięcza azulejos [swe dobro narodowe] - Maurom. Portugalczycy nie wymyślili ich sami, nie byli oryginalni w metodach i wzorach, ale to oni uczynili z glazury najprawdziwsze arcydzieło. A ja jestem pod ich niezaprzeczalnym urokiem.

środa, 27 września 2017

Bazar - raj dla podniebienia, powonienia i aparatu.



„Stój! Tu Bazar nasz, więc zarezerwuj czas,
na pełen cudów nasz...BAZAR!!!”

Tak jakoś wyszło, że świat koloru, smaku i zapachu zaklęte w rzeczywistość bazaru odkryłam późno. Oczywiście znałam bazary warszawskie: stary, kolorowy Bazar na Polnej mieścił się tuż za rogiem; Bazar Różyckiego, Bazar na Kole czy późniejszy bazar Europa na Stadionie Dziesięciolecia. Ale przechodziłam nad tym jak nad czymś zwykłym, stałym elementem codzienności. A potem bazary zaczęły znikać. Pojawiło się nostalgia i zaciekawienie. Bo ten znikający świat miał swoją duszę, często niepowtarzalny klimat. 

„Na bazarze człowiek jest jakby bardziej »w życiu« niż wówczas, kiedy poddaje się ściśle
profilowanej strukturze supermarketu” / R. Sulima/

Gdy poszukałam głębiej okazało się, że temat „bazaru” jest dość poważnie potraktowany. To nie tylko teksty traktujące go jako symbol kiczu czy brzydoty, ale i poważne analizy antropologiczne. A potem mój nos powiódł mnie za intensywnym zapachem papryki, tak wyrazistym, że nic nie mogło mnie zatrzymać.

sobota, 16 września 2017

Stacja marzeń - Dworzec Sao Bento

Sao Bento - Dworzec św. Benedykta - to zabytkowa stacja kolejowa w portugalskim Porto, znajdująca się na Placu Almeida Garreta. Stacja marzenie - na takiej stacji nie byłoby mi szkoda czekać na spóźniony pociąg. Wrażenia estetyczne wynagradzałyby niedogodności, a biało - niebieski kolor koił nerwy. O mundo é azul branco. Tak się składa, że bardzo lubię ten zestaw kolorów, ale nie tylko o kolory tu chodzi.
 
Są palety niebiańskie niby skrzydła
zstępujące z bieli obłoków.
Sekret tkwi w obrazach pieczołowicie i z niezwykłą starannością wymalowane na 20 000 płytek przez Jorge Colaco. Przybliżył dzieje Portugalii i współczesne mu sceny rodzajowe. Azulejos, które zapewniłyby temat do rozmyślań czy zadumy na wiele godzin codziennego czekania na spóźniające się pociągi. Tylko czy pociągi w Porto się spóźniają? Tego nie wiem. Za to wiem, że w roku 2011 Dworzec Sao Bento został wybrany najpiękniejszym dworcem świata. I nie należy się temu dziwić, ponieważ naprawdę jest piękny.
Aż żal, że w Warszawie nie ma tak pięknej budowli użyteczności kolejowej.

środa, 23 sierpnia 2017

Kaliakra - wśród morza i skał

Są takie miejsca, że jeden rzut oka na zdjęcie czy artykuł wystarczy, a człowiek chciałby to miejsce odwiedzić. Przylądek Kaliakra, czy jak chcą inni cypel jest właśnie takim miejscem. To jego klify przekonały mnie do podjęcia decyzji wyjazdu do Bułgarii i  poszukania noclegu w okolicy. Czy może być coś piękniejszego niż połączenie morza i skał? Niezwykłej potęgi przyrody? Jest tam tak wiele: intrygujące legendy tłumaczące powstania tego miejsca. Historyczne sploty różnych kultur i narodów. Ruiny, wykopaliska, pomniki, muzeum i restauracja z zapierającymi dech widokami. Cudownie mała cerkiew i poukrywane obiekty wojskowe. W końcu to naturalna twierdza niełatwa do zdobycia. Raj ornitologiczny z dogodnym punktem obserwacji wędrówek ptaków. Właśnie tędy przebiega tzw. Via Pontica, duży szlak migracyjny ptaków z Afryki do północnej Europy. A czasami przy spokojnym morzu, udaje się zaobserwować delfiny. 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Bałczik - urocza perła czarnomorska

Wakacje w Bułgarii kojarzyły mi się nieustanie z jednym, zresztą wiadomo z czym. Lata minione zostawiły piętno  i jakoś na żadnej liście wymarzonych kierunków nie pojawiał się ten kraj. A wiadomo, że można pomyśleć jedno, a potem pojawia się inne. Wypatrzyłam Bałczik i okazał się on odnalezioną perłą, czymś naprawdę szytym jak dla mnie. Przede wszystkim jest położony tarasowo z pięknymi białymi domami. Tarasowe położenie pozwala podziwiać Morze Czarne niemal z każdego punktu. Strome uliczki, wszechobecna winorośl zdobiąca większość budynków, nadają  mu niepowtarzalny urok. Jest tam kameralnie i spokojnie, pomimo eleganckiej promenady, która zaspakaja potrzeby nadmorskiego deptaku. A gdy dodamy do tego ponad 2500 lat interesującej historii, rzymskie ruiny, nowo odkryte wykopaliska, cerkwie i meczet, port i plażę oraz intrygujący pałac królowej Marii z ogrodem botanicznym - to spokojnie można się tam wybrać. A gdy jeszcze właśni rodzice wspomną, że to było dla nich najpiękniejsze miasteczko w Bułgarii ... 

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wybrzeże Łotwy - pięknie i pusto.

Wybrzeże Łotwy nie jest specjalnie znane i popularne wśród turystów.  Wielka szkoda… Tamtejsze złociste plaże potrafią oczarować. Łotwa zachęca nie tylko pięknymi plażami, ale również niebywałym spokojem, tak rzadko spotykanym w popularnych europejskich kurortach. Jest tam naprawdę sporo pustych i dzikich plaż. Luźno jest tam nawet w sezonie.

Linia brzegowa Łotwy wynosi 498 km i jest słabo rozwinięta, na większości odcinków ma postać wyrównaną. Linię brzegową urozmaica jedynie szeroka i głęboko wcięta na południe w ląd Zatoka Ryska, poza nią wybrzeże Łotwy jest praktycznie pozbawione zatok i półwyspów. Wybrzeże na całym swym odcinku jest płaskie i ma postać plaż, miejscami urozmaiconych wydmami.  

Nam się udało przejechać z tego około 420 kilometrów - od Rygi przez Przylądek Kolka po granicę z Litwą.

wtorek, 11 lipca 2017

Ryga - z dachowym kotem i kogutem w tle.

Dawno..., godzin już kilka wróciłam znad Dźwiny,
Jednak szmer jej tajemny ciągle w piersi słyszę,
A jej fale srebrzyste serce me kołyszą ....
/Zofia Rujkówna/

Stolica Łotwy przywitała nas pięknym błękitnym niebem, okraszonym złotem zniżającego się słońca oraz lodowatym powiewem północnego wiatru. Słonecznie i rześko. Lekka zimowa kurtka jest całkiem na miejscu, choć to już maj. Po wielu dniach szarych i deszczowych wreszcie widać słońce. Wśród tych wszystkich błękitów w oko wpadała zgrabna i wiotka sylwetka wieży telewizyjnej, która o dziwo nie wzbudziła we mnie tradycyjnej niechęci. Wygląda tak jakoś kosmicznie. Za nim znaleźliśmy zarezerwowaną kwaterę zdążyliśmy przejechać wantowy most Vansu, zobaczyć piękną Dźwinę,  panoramę Starego Miasta z gotyckimi wieżami, intrygującą - futurystyczną bryłę Biblioteki Narodowej Łotwy oraz mniej znane dzielnicę ze starymi kamienicami, brukowanymi ulicami, szerokimi torami tramwajowymi. Jednym słowem Ryga przywitała nas pięknie i zachęcająco.

sobota, 20 maja 2017

Kowno zawsze po drodze

Jakoś tak się składa, że do Kowna trafiam po drodze gdzieś: do Wilna, do Kłajpedy czy do Rygi. Za pierwszym razem był to bardzo krótki pobyt. Zapamiętała tylko ruiny zamku, rynek z tablicą wspominającą Adama Mickiewicza, klucz żurawi i wskaźnik poziomu fali powodziowej rzeki Niemen. Czyli jednak coś zapamiętała, pomimo że pojechałam chora, a zmysły powonienia i smaku nie działały. Tym razem wyjazd był nie mniej spontaniczny, a na pewno równie mało czasu było na przygotowanie, zaś zmysły były otępiałe skrajnym zmęczeniem. Kowno miało dostać swoją szansę na gruntowniejszą prezentację, ponieważ postanowiliśmy właśnie tam zanocować. Z noclegiem nie było prosto, czekoladowy lokal w okolicach rynku nas nie chciał .... za to znaleźliśmy miejscówkę nad brzegiem Kowieńskiego Morza wśród sosnowych lasów. Co ciekawsze nasze zakwaterowanie wypadło o przysłowiowy "rzut beretem" od jednego z najwspanialszych obiektów architektury barokowej, rozsławiającego nie tylko okolicę, ale i całą Litwę a przede wszystkim rodzinę fundatora. Zresztą tego samego od pałacu na Miodowej w Warszawie i kościoła śś. Piotra i Pawła w Wilnie. Mowa oczywiście o klasztorze pokamedulskim i kościele p.w. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Pożajściu. Obecnej dzielnicy Kowna. Gdyby jeszcze było odrobinę cieplej, to byłaby to wyjątkowo udana miejscówka na odpoczynek. Jednocześnie las i woda z możliwością zwiedzenia całkiem sympatycznego miasta.

wtorek, 28 marca 2017

Bardejów i różne oblicza wiosny

Wiosna zimna i śnieżna, czyli jak łatwo się domyśleć AD. 2013r. Tak, to ten sam rok, w którym lepiło się na Wielkanoc zające. W pierwszy weekend, po marcowej równonocy, wybrałam się szukać Pani Wiosny. Znalazłam śnieg, mróz do - 12 stopni w dzień i - 24 stopni nad ranem... Kupele oraz klimatyczny rynek z pięknymi kamieniczkami tworzącymi baśniową scenerie. Najlepiej zachowany rynek na Słowacji. Rynek, który na długo zapada w pamięci i przyciąga jak magnez. Ale co tam, skarby Beskidu Niskiego po drugiej stronie granicy zostały odnalezione, obejrzane ... Cztery lata później w tym samym okresie: skraju pierwszych dni wiosny, aura była  trochę inna. Zapamiętany urok i czar nie zniknął.

Wiosna przyszła z tą swoją zielenią
blade toto, niemrawe, brudzi
zanim jakie kwiatki wystrzelą
to nastęka się, namarudzi… 


  /Andrzej Poniedzielski/

piątek, 10 marca 2017

Polscy Tatarzy - Kruszyniany

M i e s z k a   w e   m n i e   P o l a k   i   T a t a r
Jeden   nosi   m a c i e j ó w k ę   drugi   k r y m k ę .
Szablę   w   snach   
ostrzą   tak  samo
Szalony   poezją   na   s t e p a ch   K i p cz a k u
tatarską  szablą  walczę  o  W i e l k ą  P o l s k ę
Wilcze   futro  z   litewskich   lasów
leży  na  o b u   t a k   s a m o .


                                /Selim Chazbijewicz "Tatarski sen"/ 

Wracając z Grodna  nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności skręcenia w Sokółce na Szlak Tatarski.  Skoro w Grodnie trafiliśmy na groby polskich żołnierzy z Jazdy Tatarskiej, to nie mogliśmy nie podążyć tym śladem. Dlaczego akurat Kruszyniany, ponieważ jest tam zielony meczet. Dlaczego nie Bohoniki, bo przegapiliśmy odpowiedni skręt do tej miejscowości. Zatrzymaliśmy się na krótka chwilę w Krynkach, ale miejscowa cerkiew nie zrobiła na nas wrażenia. Za to układ starych domów zapadł w pamięć. I oczywiście wyjątkowe rondo, od którego promieniście odchodzi 12 ulic. Ruszyliśmy dalej.
Podlaski Szlak Tatarski liczy 150 km i prowadzi przez: Białystok - Sokółkę - Bohoniki - Krynki - Kruszyniany - Krynki - Supraśl - Białystok. Perełkami są Bohoniki i Kruszynian, które są najstarszymi skupiska wyznawców islamu w obecnych granicach Polski. Pamiętają one pierwszych Tatarów sprzed ponad 300 lat, osadzonych tu przez króla Jana III Sobieskiego. Obecnie w tych wsiach  mieszka niewielu Tatarów, ale czynne meczety i cmentarze muzułmańskie sprawiają, że oba te miejsca mają ogromne znaczenie religijne i symboliczne. 

niedziela, 26 lutego 2017

Grodzieńszczyzna

Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny.
Jak świat jest boży, tak on był nasz własny...  
                                /Epilog, A. Mickiewicz/

Prawie każdy z nas uczył się kiedyś słów: "Litwo, Ojczyzno moja..." i miał zapamiętać, że nasz największy, narodowy Wieszcz urodził się w Zaolziu koło Nowogródka. A potem jak spojrzał na współczesną mapę, to mógł mieć mieszane uczucia. Dlaczego Polak ma się uczyć, że Litwa to ojczyzna. I czemu ktoś urodzony na terenach Republiki Białoruskiej chwali Litwę? Wszystkiemu winne są granice. Raz tak, raz siak. Nic nie jest proste. Ale czy w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego, czy Rzeczypospolitej, Carskiej Rosji,  ZSRR czy w końcu Białorusi - kraj ten pozostał po prostu swojski, ubogi i prosty. 
Krajobraz Grodzieńszczyzny do dziś urzeka wyjątkową urodą. Wprawdzie wojny i bolszewickie porządki zmiotły z powierzchni ziemi karczmy, wiatraki i większość dworów, ale zostały czyste wody rzek, bujne lasy, architektura wsi. W ciągu ostatnich piętnastu lat uległ zahamowaniu proces dewastacji pamiątek po Wielkim Księstwie Litewskim czy Rzeczypospolitej. Częściowo odnowiono zabudowę małomiasteczkową oraz przywrócono świetność końcowym śluzom Kanału Augustowskiego. Pojawiły się także tablice informujące o zabytkach czy ważnych pamiątkach historycznych.