środa, 17 października 2018

Ermitaż - maksymalna dawka sztuki

Wielkie muzea, wielkie kolekcje przyciągają tłumy - wiadomo, że to oczywiste stwierdzenie. Ale kto - zainteresowany dziełami natchnionymi przez Muzy, Miłość, Naturę czy Boga - nie chciałby zobaczyć oryginalnego obrazu, wyjątkowej rzeźby na własne oczy? Kto nie chciałby się osobiście przekonać czy Mona Lisa się śmieje, czy aniołowie z Sądu Ostatecznego na pewno nie maja skrzydeł? I czy kariatydy z ateńskiego Erechtejonu na pewno dobrze czują się w Londynie? A co ze złotą Maską Agamemnona? Bursztynową Komnatą? Synem Marnotrawnym Rembrandta? Czy Trójcą Świętą Rublowa? Ja na pewno nie chciałabym zaniechać takiej okazji. Co więcej, nie wyobrażam sobie sytuacji, że mogłabym pojechać na przykład do Amsterdamu czy Sankt Petersburga i nie zobaczyć obrazów Vincenta van Gogha? Jakbym mogła sobie odmówić takiej przyjemności, przecież u nas w Polsce jest tylko jeden jego obraz. Może 31 obrazów Pabla Picassa z kolekcji Ermitażu nie rzuciło by mnie na kolana, ale już impresjoniści - Claude Monet, Pierre- Auguste Renoir czy Alfreda Sisley zdecydowanie tak. Ale co wybrać będąc w Sankt Petersburgu? Na co się zdecydować  - trudna sprawa. Co prawda od zbytku ponoć głowa nie boli, ale już nogi po przejściu kolejnych sal, nawet najwspanialszych z pięciu pałaców należących do Muzeum Ermitażu - mogą zaboleć. Z drugiej strony czy kiedyś będzie okazja ponownie  tam wrócić?  Postanowiliśmy pójść na cały dzień - i zostać tyle czasu ile damy radę. Stanęliśmy w kolejce po bilety tuż przed otwarciem, a wyszliśmy tuż przed zamknięciem. Nie zemdleliśmy z głodu czy pragnienia - zrobiliśmy przerwę na kawę i coś nie coś /na dole są kawiarnie/. Ale nogi dostały w kość ;-)  Psyche też co nie co zyskała :-)


poniedziałek, 17 września 2018

Peterhof szaleństwo fontann

Wybrałam się do północnej stolicy Rosji i oczarowały mnie jej podmiejskie rezydencie. Ponoć sama caryca Katarzyna I uprosiła Piotra I, aby zbudował wygodny dwór nad brzegiem Zatoki Fińskiej. Car zapalił się do tego projektu, osobiście wskazał miejsce, nakreślił plan parku, rozmieszczenia budowli i fontann. Peterhof, okazały zespół architektoniczny i parkowy, stał się ulubioną rezydencją tego cara. Ich córka caryca Elżbieta rozbudowała go, a Katarzyna II jeszcze wtedy nie_Wielka z pałacyku Monplaisir wyruszyła, aby zdetronizować męża i przejąć władze w Imperium. Wielka historia, wielkiego imperium o oszałamiających pałacach i fantazyjnych rezydencjach.  Peterhof - zwany również: Dworem Piotra; rosyjskim Wersalem; Królestwem Fontann; skrawkiem Holandii. Swoją urodą i przepychem dorównuje on takim słynnym rezydencjom jak Wersal,  Schönbrunn czy Hofburg.  A może je nawet przewyższa. Jest to też jedna z najbardziej popularnych atrakcji w Rosji.

piątek, 7 września 2018

Kaliningrad, Królewiec, Koenigsberg

To miasto to wyzwanie dla podróżnika albo osoby w nim żyjącej. Trzeba zdrapać farbę, zdmuchnąć kurz, czasem zdjąć narzutę ze starych rzeczy. W innych miejscach uruchomić trzeba wyobraźnię i fantazję, bez tego nie zobaczy się prawdziwych atrakcji Kaliningradu /Królewca, Koenigsberga/Ponoć w przeciętnej świadomości Polaka - fragment północno wschodniej granicy, to terra incognita. Wiemy, że na Litwie jest Wilno, czasem Troki czy Kowno... ale na północy jest tylko morze... Cóż w dawnych czasach był to okręg zamknięty, jeden wielki poligon wojskowy, najdalej na zachód wysunięty przysiółek ZSRR czy obecnie Rosji. A przecież Królewiec to miasto z nie byle jaką historią, to miasto największego z filozofów I. Kanta, to miasto Uniwersytetu Albertyna...., to jedna z pereł Hanzy... stolica bałtyckiego bursztynu. Postanowiliśmy wykorzystać fakt wyjazdu do Petersburga i po drodze odwiedzić ten jej oderwany obwód. W tym celu potrzebne była specjalna zgoda na dwukrotny wjazd do Rosji przy wizie turystycznej. Udało się ją uzyskać i mogliśmy rzucić okiem na Królewiec z jego słynnym imperatywem kategorycznym.

wtorek, 4 września 2018

Latarnie morskie, pławy, stawy /aktualizowana kolekcja/

Drogę wśród skał otworzy
i zamruga na szczęście.

U wrót portu powita
i pokaże doń wejście.

Przed mielizną ostrzeże,
Spośród raf wyprowadzi.

Żadnej nocy nie zgaśnie,
Kurs najlepszy doradzi.


/Z. Szczepaniak , Latarnia morska/

I ciągnie jak magnes światło do światła. Blizy kaszubskie, wieże na wzgórzach, wydmach, półwyspach, cyplach. Stawy na falochronach, groblach, wejściach do portów, bramy świetlne. Unoszące się na wodzie pławy. Ogniska na klifach. A nawet światełka topowe. Wiele ich, wiele. Ostrzegają, zapraszają, kierują we właściwą stronę. Okazałe i niepozorne. A nawet zaliczone do cudów antycznego świata. Z różnych wyjazdów przywożę nowe okazy, to tej morskiej kolekcji.
O, nie: to znak, wzniesiony wiecznie nad bałwany,
Bez drżenia w twarz patrzący sztormom i cyklonom -
Gwiazda zbłąkanych łodzi, nieoszacowanej
Wartości, choćby pułap jej zmierzył astronom.
  (Sonet 116, Szekspir, przeł. S. Barańczak)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Lizbona bardzo krótka wizyta

Lizbona miasto położone na wzgórzach. Już sam ten fakt powoduję, że w moim odczuciu jest znacznie wyżej oceniane od innych dużo ważniejszych europejskich stolic - ale leżących na nizinach. Wzgórza, żółty tramwaj, azulejos, dużo azulejos ... zdecydowanie już na wstępie zapowiadało się dobrze. A jak dodam śliczne zdobienia stylu manuelińskiego ... 
Lizbona mi się wyślizgnęła, przeleciała jakoś tak za szybko. Dużo w tym mojego gapiostwa, bo źle zapamiętałam odległość między Sagres a Lizboną. Dojechaliśmy przed północą, nie mogliśmy znaleźć parkingu... Następnego dnia tylko przebiegliśmy z wywieszonym jęzorem... Pocieszając się, że do Lizbony często można znaleźć tanie bilety lotnicze ...


środa, 4 lipca 2018

Roztocze z unikatowym klimatem

Roztocze  - po raz pierwszy w tych stronach. Oswajanie miejsc. Odzwyczajanie się od typowo górskich oczekiwań, czyli od wędrówek przez góry aż po horyzont. Tutaj jest jakoś tak płasko, zwyczajnie, lżej, mniej ekscytująco. Przyznam się po cichu: myślałam, że to bardziej pofałdowana okolica. A jednak ma coś w sobie, własny klimat, charakter. Zresztą Roztocze nie jedno jest ... a to środkowe, a to zachodnie, a to południowe bądź ukraińskie ...choć może lepiej napisać, że aż po Lwów. Roztocze szumi Szumami, brzęczy chrząszczami, brzmi w trzcinie na wijących się rzekach, rzeczkach, potokach... odbija echo w stawach i lessowych wąwozach. Stanowi ostoję konika polskiego i jest rajem dla rowerzystów. A do tego Zamość - wzór idealnego miasta, gwiaździstej twierdzy oraz schodów, które ktoś sobie wymyślił i sprawił, że nie pomyli się tamtejszego rynku z żadnym innym.  

czwartek, 7 czerwca 2018

Porto, porto

Od czego zacząć, aby nie było banalnie? Tak, aby nie zaczynać od oklepanego porównania które z miast jest piękniejsze: Lizbona czy Porto? Albo od pytania: co jest lepsze: miasto czy wino? Przyznam się, że nie wiem. Może od starego portugalskiego przysłowia:
 "W Porto pracują, w Bradze się modlą, w Coimbrze studiują, a w Lizbonie wydają" - tyle, że znowu jeden wyjazd, nawet intensywny nie może stanowić podstawy do wydania takiej opinii. Zdecydowanie polubiłam Porto - hmm sama nie wiem - może najprościej za jego bogatą historię. To w końcu jedno z naprawdę starych miast Europy. Może nie tak antyczne jak Ateny, ale jednak trochę historii tam człowiek znajdzie. A może polubiłam je za to, że to miejsce urodzenia Henryka Żeglarza, który wyruszył na podbój arabskiej Ceuty, co zapoczątkowało erę wielkich, geograficznych odkryć. Najpewniej jedno i drugie wymieszane z nutką niepowtarzalności.

środa, 2 maja 2018

Zamek w Łucku.

Czasem nie planując człowiek zatrzymuje się w miejscu, o którym coś słyszał, ale niewiele o nim wie. Tak było z odwiedzonym Łuckiem najstarszym miastem Wołynia i odkryciem wspaniale zachowanych murów tamtejszego zamku. Ale to nie przez Lubarta, Witolda czy Jagiełłę się nim zainteresowałam. A przez zupełnie inną osobę. Łuck zagościł w mojej świadomości przez dość nietypowe spotkanie z historią Jadwigi - Józefy Kuleszy, która tworzyła na Kresach ochronki dla dzieci w burzliwych początkach XX wieku. W 2017 roku obchodzono stulecie założonego przez nią Zgromadzenia S. Benedyktynek Miłosierdzia. A ja miałam okazje brać udział w przygotowaniu spektaklu o jej życiu, które zakończyła w Łucku. Jej niezwykła historia, trudne życie, pokonywanie przeciwności zdawałoby się ponad miarę - spowodowało, że nie mogłam nie zatrzymać się w Łucku... W mieście, w którym komuniści zniszczyli groby dawnych mieszkańców, w tym Jej.


środa, 18 kwietnia 2018

Lwów - czyli mierzymy się z idée fixe.



Kresy to rodzaj idée fixe, która jest nieosiągalna i stale obecna. W mojej rodzinie występuje również, wessałam ją  od najwcześniejszych dni dzieciństwa. Kresy, Kresy…  czy to wina tylko i wyłącznie Sienkiewicza? Nie jestem tego pewna.

Potrzeba pojechania tam kwitła, rosła w siłę. Pierwszym  miejscem, które odwiedziłam na kresach było równie znane Wilno. Dobrze, ale przecież czekał Lwów.

Było wiele możliwości krótkich wycieczek, pod czas bardzo częstych wyjazdów w Bieszczady. Ale dzień czy dwa wydawały się niewystarczające. Mieć możliwość, aby powłóczyć się, pozaglądać w kąty, nacieszyć się. 

Długo trwało, aż w długi weekend majowy udało się pojechać. Do tego udało się znaleźć noclegi u Polaków – urodzonych i mieszkających w tym prawie mistycznym mieście. Jednym słowem dotkniemy Lwowa, a nie tylko prześlizgniemy się po samym wierzchu miejskiej skorupy. Niecierpliwość wzrastała wraz ze zmniejszaniem odległości. Cieszył fakt, że będziemy mieszkać w obrębie starej części Lwowa, w połowie drogi między Rynkiem a Cmentarzem Łyczakowskim. 

środa, 21 marca 2018

Kiermasz & Maziarzy - pocztówka z Beskidu Niskiego

Przedwiośnie bywa kapryśne, z wieloma obliczami. A już w górach często wybiera zimowe wersje swych możliwości. I nie ma znaczenia, że góry w swej nazwie mają przymiotnik "niski". Zresztą nawet wczesna wiosna potrafi spłatać figla. Jeszcze bardziej uwypuklić może ten paradoks - fakt zestawienia kiermaszu wielkanocnego, pisanek i zasp śniegu z mrozem sięgającym dwucyfrowych stopni. Jeśli ktoś się chce o tym przekonać, to zapraszam na Kiermasz w Zagrodzie Maziarskiej w Łosiu. Jeśli ktoś nie wie gdzie są Łosie, to niech spojrzy na mapę na tereny między Gorlicami a słowacką granicą, poszuka Ropy, znajdzie łemkowskie Łosie i sławiących ją przed laty Maziarów. Mówi się, że „jak Łosie Łosiem, zawsze tu ludzie handlowali”. Do połowy XIX w. przede wszystkim mazią drzewną i dziegciem. Później produktami pochodzenia naftowego: mazią, olejem i naftą.


sobota, 3 marca 2018

Przedwiośnie w Bieszczadach.

Przedwiośnie w górach, trochę spóźnione, czasem przedwczesne, jakoś tak bardziej wymieszane z zimą. Biało - ale dzień się wydłuża. Śnieg - a odzienie lżejsze. Takie pół na pół: stok południowy bezśnieżny, stok północny zaśnieżony z pozostałością zasp po kolana. Czy to dobry czas na odwiedziny w Bieszczadach? Oczywiście.

Jeszcze bardzo dobrze widać
przez gałęzi pustkę.
Jeszcze wrony tną skrzydłami
szarą nieba chustkę. /WUKA/


Z przedwiosniem w Bieszczadach jest tylko jeden problem, trudno zgadnąć kiedy tak na prawdę nastąpi.
 

niedziela, 4 lutego 2018

Rezerwat Sine Wiry

Są w Bieszczadach góry, które mają tysiące lat, źródła bijące od wieków. Są w Bieszczadach miejsca, gdzie od wieków średnich istniały tętniące życiem wioski, które od lat czterdziestych XX wieku są wymarłe. Jest w Bieszczadach utworzone przez człowieka wielkie Jezioro Solińskie, ale są też utworzone przez przyrodę jeziorka. Takie całkiem nie wiekowe, dość młode - choć szybko się zmieniające. Właśnie w takim miejscu powstał jeden z rezerwatów. Na rzece Wetlinie,  niedaleko wsi Zawój znajdowało się pięć wirów, którym towarzyszyły brody. Najsłynniejszym z nich był Siny Wir. Od niego wziął swoją nazwę rezerwat położony w Ciśniańsko - Wetlińskim Parku Krajobrazowym. Rozciąga się wzdłuż siedmiokilometrowej doliny, w tzw. przełomie Wetliny. Może nazwa z kolorem "sinym" nie przemawia do wyobraźni, za to gdyby użyć wyrażenia - Szmaragdowe Jeziorko? Znacznie lepiej brzmi, prawda? Trzeba przyznać, że to wręcz legendarne jeziorko, trudno już obecnie zobaczyć. Za to teren rezerwatu to idealne miejsce na spacery dla dużych i małych, dla rodzin z wózkami, dla miłośników rowerów. Łatwy teren zaprasza do odwiedzin zarówno wiosną, latem, jesienią i zimą.

sobota, 20 stycznia 2018

Uroki Bieszczadu - Połonina Wetlińska / foto album/


 W Bieszczadach bywam od dwudziestu lat regularnie. Zakochałam się w tym miejscu i jest to uczucie dozgonne, niesłabnące, trwałe. Wśród innych miłośników tego miejsca przewija się powiedzonko, że po pierwszym razie zapadło się na nieuleczalną chorobę. Zgadzam się z tym w 100 procentach. Na Bieszczady nie ma lekarstwa, antidotum, nic co by wyparło konieczność pojechania tam kolejny raz ... Po prostu: jest inny świat...  

 Świat ukryty w połoninach pociąga, w wśród nich jest jedna, która skradła mi serce bezpowrotnie.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Błogosławionych Świąt!!!

"Czyn Boga, który nazywamy krótko Boże Narodzenie, jest w swej istocie miłosnym wyznaniem Boga Ojca. 
W ziemskich narodzinach swego Syna Bóg Ojciec mówi nam: Kocham cię, świecie! Kocham cię, człowiecze!"

czwartek, 14 grudnia 2017

ŁOMNICA - tatrzańska królowa

Góry - to góry najwspanialsze z dzieł stworzonych na ziemi. Zachwycają, pociągają, oczarowują, zniewalają, są jak balsam i jak śmierć.

Człowiek w łańcuchy gór spętany - mawiała Teresa Bromowiczowa.

Góry są tajemnicą. Stanowią wielkie misterium. Z jednej strony pasjonują i pociągają, z drugiej – wywołują lęk i budzą trwogę."  - mawiał ks. Roman Twardowski

W naszej okolicy to Tatry są najwyższym pasmem górskim. Dla Polski i Słowacji jest to najwyższa część Karpat. Są to też najwyższe góry między Alpami a Kaukazem. Wśród najwyższych koron - jest pewna królowa, która przez krótki okres dzierżyła nawet prymat pierwszeństwa - Łomnica.

środa, 29 listopada 2017

Na końcu Europy - czyli wzdłuż wybrzeża Portugalii.

Gdyby tak dotrzeć na koniec Europy?
Tylko który?
Najlepiej taki najbardziej oczywisty.
Czyli taki:

„Aqui, onde a terra se acaba e o mar começa.” („Gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna”).

Taki można znaleźć np. w Portugalia. W innych krajach też, ale ten portugalski nada się najlepiej, ponieważ  do czasów średniowiecza był też uznawany za koniec świata.

Podróż na koniec świata? Czemu nie...

Mogłoby to być takie proste, gdyby nie Mikołaj Kopernik, Vasco da Game  i Krzysztof Kolumb razem wzięci. Zachciało im się odkrywać to i owo, w skutek czego możemy zapomnieć o końcu świata. Na szczęście koniec Europy jest nadal osiągalny. A jaki urokliwy i jaki urozmaicony. To właśnie klify, zdecydowanie bardziej niż plaże uzmysławiają granice kontynentu. A gdy zamiast morza mamy ocean, wrażenie potęguję się. Przykład Portugalii jest w tym przypadku korzystny, ponieważ możemy przyjrzeć się różnym obliczom kontynentalnego końca. Mogą być złote plaże oblewane przez ciepłe wody na południu, mogą być strome klify smagane wiecznymi wiatrami, przy których zmieniają się ciepłe  i zimne prądy; możemy oglądać wybrzeże otoczone zimnymi wodami na zachodzie albo klify uderzane przez rekordowe fale.

piątek, 27 października 2017

Ateny - miasto filozofów i nie tylko

Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
Że ci ze złota statuę lud niesie,
Otruwszy pierwej?

Czy Kamil Cyprian Norwid zastosował w swym utworze metodę sokratejską? Prawdopodobnie tak, ale rodzi się inne pytanie czy świadomie? Pytania, pytania ... Ateny jak żadne inne miasto odbijają tysiące pytań zadanych przez swych zacnych i tych mniej zacnych obywateli. Wśród tych kroci antycznych kamieni, wypolerowanych stopami marmurów, pytania wciąż gdzieś szemrzą i czekają na wciąż nowe odpowiedzi.  Już tysiące lat temu wiedzieli, że zadawanie pytań jest najlepszym sposobem na poszukiwanie rozwiązań. A Ateny są doskonałym miejscem gdzie warto ich było poszukiwać... Ateny - warownia mykeńska, ośrodek kultu bogini Mądrości, stolica demokracji, miasto wielkich:  Peryklesa, Fidiasza, Arystofanesa, Sokratesa, Platona, Arystotelesa, Herodota, miasto upadłe i zapomniane, miasto obudzonych idei olimpijskich... Ateny są dość brzydkie współcześnie, chociaż wciąż przyciągają swą historią.

czwartek, 12 października 2017

Z wizytą w Fatimie.

Formy i sposoby przejawiania się sacrum są różne u różnych ludów i w różnych kulturach. Ale pozostaje zawsze fakt paradoksalny – to jest niepojęty – że sacrum objawia się, a tym samym „ma granice nieskończony” ...

Z początkiem roku przyszło mi do głowy, że może dobrze byłoby pojechać do Fatimy skoro akurat jest 100 - lecie objawień fatimskich. Myśl się pojawiła, ale bardziej jako "pobożne życzenie" niż realny plan. Została odłożona na bok. Ale tuż przed samym urlopem pojawiła się możliwość zakupu tanich biletów do portugalskiego Faro ... Hm... Przypadek?
 
Każde sanktuarium jest w pierwszej kolejności złożonym zjawiskiem z kategorii sacrum, u którego podstaw leży ważne wydarzenie historyczne. Przekazuje ono pewne przesłanie, jakąś określoną treść wiary oddziałującą na życie ludzi.

Postanawiamy polecieć na urlop do Portugalii  i tam wynająć samochód, aby zobaczyć jak najwięcej. Nie chcieliśmy ograniczyć się do jednego regionu. Odezwała się ta ciągła potrzeba bycia w drodze... W ten sposób wizyta w Fatimie stała się możliwa. Co może zachęcać do odwiedzenia portugalskiej Fatimy? Na pewni nie tłumy ludzi ani wszechobecny beton. Krajobraz też nie rzuci na kolana. Więc co takiego? Dla mnie to Sacrum, które doprowadziło do powstania Sanktuarium.

wtorek, 3 października 2017

Portugalskie azulejos - mozaikowy świat z przewagą bieli i błękitu

Wszystko w płytka ....
Świat biało - niebieskich scen ... 
Kafelkowe szaleństwo ... 
Mozaikowe dzieło sztuki ...  
Portret kraju...
Wielobarwne ceramiczne dekoracje ... 

Wszędzie w Portugalii spotykałam te piękne kafle i ich widoku nie miałam dość. A mówiąc szczerze, to po powrocie bardzo brakuje mi tych pięknych płytek, które w tak wyjątkowy sposób wyróżniają to państwo. Portugalia zawdzięcza azulejos [swe dobro narodowe] - Maurom. Portugalczycy nie wymyślili ich sami, nie byli oryginalni w metodach i wzorach, ale to oni uczynili z glazury najprawdziwsze arcydzieło. A ja jestem pod ich niezaprzeczalnym urokiem.

środa, 27 września 2017

Bazar - raj dla podniebienia, powonienia i aparatu.



„Stój! Tu Bazar nasz, więc zarezerwuj czas,
na pełen cudów nasz...BAZAR!!!”

Tak jakoś wyszło, że świat koloru, smaku i zapachu zaklęte w rzeczywistość bazaru odkryłam późno. Oczywiście znałam bazary warszawskie: stary, kolorowy Bazar na Polnej mieścił się tuż za rogiem; Bazar Różyckiego, Bazar na Kole czy późniejszy bazar Europa na Stadionie Dziesięciolecia. Ale przechodziłam nad tym jak nad czymś zwykłym, stałym elementem codzienności. A potem bazary zaczęły znikać. Pojawiło się nostalgia i zaciekawienie. Bo ten znikający świat miał swoją duszę, często niepowtarzalny klimat. 

„Na bazarze człowiek jest jakby bardziej »w życiu« niż wówczas, kiedy poddaje się ściśle
profilowanej strukturze supermarketu” / R. Sulima/

Gdy poszukałam głębiej okazało się, że temat „bazaru” jest dość poważnie potraktowany. To nie tylko teksty traktujące go jako symbol kiczu czy brzydoty, ale i poważne analizy antropologiczne. A potem mój nos powiódł mnie za intensywnym zapachem papryki, tak wyrazistym, że nic nie mogło mnie zatrzymać.

sobota, 16 września 2017

Stacja marzeń - Dworzec Sao Bento

Sao Bento - Dworzec św. Benedykta - to zabytkowa stacja kolejowa w portugalskim Porto, znajdująca się na Placu Almeida Garreta. Stacja marzenie - na takiej stacji nie byłoby mi szkoda czekać na spóźniony pociąg. Wrażenia estetyczne wynagradzałyby niedogodności, a biało - niebieski kolor koił nerwy. O mundo é azul branco. Tak się składa, że bardzo lubię ten zestaw kolorów, ale nie tylko o kolory tu chodzi.
 
Są palety niebiańskie niby skrzydła
zstępujące z bieli obłoków.
Sekret tkwi w obrazach pieczołowicie i z niezwykłą starannością wymalowane na 20 000 płytek przez Jorge Colaco. Przybliżył dzieje Portugalii i współczesne mu sceny rodzajowe. Azulejos, które zapewniłyby temat do rozmyślań czy zadumy na wiele godzin codziennego czekania na spóźniające się pociągi. Tylko czy pociągi w Porto się spóźniają? Tego nie wiem. Za to wiem, że w roku 2011 Dworzec Sao Bento został wybrany najpiękniejszym dworcem świata. I nie należy się temu dziwić, ponieważ naprawdę jest piękny.
Aż żal, że w Warszawie nie ma tak pięknej budowli użyteczności kolejowej.

środa, 23 sierpnia 2017

Kaliakra - wśród morza i skał

Są takie miejsca, że jeden rzut oka na zdjęcie czy artykuł wystarczy, a człowiek chciałby to miejsce odwiedzić. Przylądek Kaliakra, czy jak chcą inni cypel jest właśnie takim miejscem. To jego klify przekonały mnie do podjęcia decyzji wyjazdu do Bułgarii i  poszukania noclegu w okolicy. Czy może być coś piękniejszego niż połączenie morza i skał? Niezwykłej potęgi przyrody? Jest tam tak wiele: intrygujące legendy tłumaczące powstania tego miejsca. Historyczne sploty różnych kultur i narodów. Ruiny, wykopaliska, pomniki, muzeum i restauracja z zapierającymi dech widokami. Cudownie mała cerkiew i poukrywane obiekty wojskowe. W końcu to naturalna twierdza niełatwa do zdobycia. Raj ornitologiczny z dogodnym punktem obserwacji wędrówek ptaków. Właśnie tędy przebiega tzw. Via Pontica, duży szlak migracyjny ptaków z Afryki do północnej Europy. A czasami przy spokojnym morzu, udaje się zaobserwować delfiny. 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Bałczik - urocza perła czarnomorska

Wakacje w Bułgarii kojarzyły mi się nieustanie z jednym, zresztą wiadomo z czym. Lata minione zostawiły piętno  i jakoś na żadnej liście wymarzonych kierunków nie pojawiał się ten kraj. A wiadomo, że można pomyśleć jedno, a potem pojawia się inne. Wypatrzyłam Bałczik i okazał się on odnalezioną perłą, czymś naprawdę szytym jak dla mnie. Przede wszystkim jest położony tarasowo z pięknymi białymi domami. Tarasowe położenie pozwala podziwiać Morze Czarne niemal z każdego punktu. Strome uliczki, wszechobecna winorośl zdobiąca większość budynków, nadają  mu niepowtarzalny urok. Jest tam kameralnie i spokojnie, pomimo eleganckiej promenady, która zaspakaja potrzeby nadmorskiego deptaku. A gdy dodamy do tego ponad 2500 lat interesującej historii, rzymskie ruiny, nowo odkryte wykopaliska, cerkwie i meczet, port i plażę oraz intrygujący pałac królowej Marii z ogrodem botanicznym - to spokojnie można się tam wybrać. A gdy jeszcze właśni rodzice wspomną, że to było dla nich najpiękniejsze miasteczko w Bułgarii ... 

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wybrzeże Łotwy - pięknie i pusto.

Wybrzeże Łotwy nie jest specjalnie znane i popularne wśród turystów.  Wielka szkoda… Tamtejsze złociste plaże potrafią oczarować. Łotwa zachęca nie tylko pięknymi plażami, ale również niebywałym spokojem, tak rzadko spotykanym w popularnych europejskich kurortach. Jest tam naprawdę sporo pustych i dzikich plaż. Luźno jest tam nawet w sezonie.

Linia brzegowa Łotwy wynosi 498 km i jest słabo rozwinięta, na większości odcinków ma postać wyrównaną. Linię brzegową urozmaica jedynie szeroka i głęboko wcięta na południe w ląd Zatoka Ryska, poza nią wybrzeże Łotwy jest praktycznie pozbawione zatok i półwyspów. Wybrzeże na całym swym odcinku jest płaskie i ma postać plaż, miejscami urozmaiconych wydmami.  

Nam się udało przejechać z tego około 420 kilometrów - od Rygi przez Przylądek Kolka po granicę z Litwą.

wtorek, 11 lipca 2017

Ryga - z dachowym kotem i kogutem w tle.

Dawno..., godzin już kilka wróciłam znad Dźwiny,
Jednak szmer jej tajemny ciągle w piersi słyszę,
A jej fale srebrzyste serce me kołyszą ....
/Zofia Rujkówna/

Stolica Łotwy przywitała nas pięknym błękitnym niebem, okraszonym złotem zniżającego się słońca oraz lodowatym powiewem północnego wiatru. Słonecznie i rześko. Lekka zimowa kurtka jest całkiem na miejscu, choć to już maj. Po wielu dniach szarych i deszczowych wreszcie widać słońce. Wśród tych wszystkich błękitów w oko wpadała zgrabna i wiotka sylwetka wieży telewizyjnej, która o dziwo nie wzbudziła we mnie tradycyjnej niechęci. Wygląda tak jakoś kosmicznie. Za nim znaleźliśmy zarezerwowaną kwaterę zdążyliśmy przejechać wantowy most Vansu, zobaczyć piękną Dźwinę,  panoramę Starego Miasta z gotyckimi wieżami, intrygującą - futurystyczną bryłę Biblioteki Narodowej Łotwy oraz mniej znane dzielnicę ze starymi kamienicami, brukowanymi ulicami, szerokimi torami tramwajowymi. Jednym słowem Ryga przywitała nas pięknie i zachęcająco.

sobota, 20 maja 2017

Kowno zawsze po drodze

Jakoś tak się składa, że do Kowna trafiam po drodze gdzieś: do Wilna, do Kłajpedy czy do Rygi. Za pierwszym razem był to bardzo krótki pobyt. Zapamiętała tylko ruiny zamku, rynek z tablicą wspominającą Adama Mickiewicza, klucz żurawi i wskaźnik poziomu fali powodziowej rzeki Niemen. Czyli jednak coś zapamiętała, pomimo że pojechałam chora, a zmysły powonienia i smaku nie działały. Tym razem wyjazd był nie mniej spontaniczny, a na pewno równie mało czasu było na przygotowanie, zaś zmysły były otępiałe skrajnym zmęczeniem. Kowno miało dostać swoją szansę na gruntowniejszą prezentację, ponieważ postanowiliśmy właśnie tam zanocować. Z noclegiem nie było prosto, czekoladowy lokal w okolicach rynku nas nie chciał .... za to znaleźliśmy miejscówkę nad brzegiem Kowieńskiego Morza wśród sosnowych lasów. Co ciekawsze nasze zakwaterowanie wypadło o przysłowiowy "rzut beretem" od jednego z najwspanialszych obiektów architektury barokowej, rozsławiającego nie tylko okolicę, ale i całą Litwę a przede wszystkim rodzinę fundatora. Zresztą tego samego od pałacu na Miodowej w Warszawie i kościoła śś. Piotra i Pawła w Wilnie. Mowa oczywiście o klasztorze pokamedulskim i kościele p.w. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Pożajściu. Obecnej dzielnicy Kowna. Gdyby jeszcze było odrobinę cieplej, to byłaby to wyjątkowo udana miejscówka na odpoczynek. Jednocześnie las i woda z możliwością zwiedzenia całkiem sympatycznego miasta.

piątek, 7 kwietnia 2017

Mazowiecka wiosna

Wiosna może mieć wiele różnych obliczy od śnieżnej po letnią i wiele kolorów od szarości przez biel po zieloność utykaną żółcią. Choć przy pierwszym skojarzeniu najsilniej przemawia kolor zielony i żółty. Zielone listki, zielone pędy wierzb, zielona trawa, zielona rzeżucha....Żółta forsycja, żółte żonkile, żółte tulipany i żółte mlecze.....
Zielono - szmaragdowa trawa z żółtymi mleczami. Lubię to zestawienie. Wiosnę można znaleźć wszędzie, tuż za rogiem, na trawniku między dwoma pasami jezdni, w warszawskim parku, w przyblokowym ogródku. Nawet mazowiecka nizina jest jej pełna. Po prostu przychodzi i jest.

A aaaaa już jest wiosna
A aaaaa dłuższe dnie
A aaaaa kwiaty rosną
A aaaaa głupie, nie?


Z tego wiosennego tekstu  kabaretu Potem, najbardziej lubię fragment, że jest niedorozwinięta... 


wtorek, 28 marca 2017

Bardejów i różne oblicza wiosny

Wiosna zimna i śnieżna, czyli jak łatwo się domyśleć AD. 2013r. Tak, to ten sam rok, w którym lepiło się na Wielkanoc zające. W pierwszy weekend, po marcowej równonocy, wybrałam się szukać Pani Wiosny. Znalazłam śnieg, mróz do - 12 stopni w dzień i - 24 stopni nad ranem... Kupele oraz klimatyczny rynek z pięknymi kamieniczkami tworzącymi baśniową scenerie. Najlepiej zachowany rynek na Słowacji. Rynek, który na długo zapada w pamięci i przyciąga jak magnez. Ale co tam, skarby Beskidu Niskiego po drugiej stronie granicy zostały odnalezione, obejrzane ... Cztery lata później w tym samym okresie: skraju pierwszych dni wiosny, aura była  trochę inna. Zapamiętany urok i czar nie zniknął.

Wiosna przyszła z tą swoją zielenią
blade toto, niemrawe, brudzi
zanim jakie kwiatki wystrzelą
to nastęka się, namarudzi… 


  /Andrzej Poniedzielski/

piątek, 10 marca 2017

Polscy Tatarzy - Kruszyniany

M i e s z k a   w e   m n i e   P o l a k   i   T a t a r
Jeden   nosi   m a c i e j ó w k ę   drugi   k r y m k ę .
Szablę   w   snach   
ostrzą   tak  samo
Szalony   poezją   na   s t e p a ch   K i p cz a k u
tatarską  szablą  walczę  o  W i e l k ą  P o l s k ę
Wilcze   futro  z   litewskich   lasów
leży  na  o b u   t a k   s a m o .


                                /Selim Chazbijewicz "Tatarski sen"/ 

Wracając z Grodna  nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności skręcenia w Sokółce na Szlak Tatarski.  Skoro w Grodnie trafiliśmy na groby polskich żołnierzy z Jazdy Tatarskiej, to nie mogliśmy nie podążyć tym śladem. Dlaczego akurat Kruszyniany, ponieważ jest tam zielony meczet. Dlaczego nie Bohoniki, bo przegapiliśmy odpowiedni skręt do tej miejscowości. Zatrzymaliśmy się na krótka chwilę w Krynkach, ale miejscowa cerkiew nie zrobiła na nas wrażenia. Za to układ starych domów zapadł w pamięć. I oczywiście wyjątkowe rondo, od którego promieniście odchodzi 12 ulic. Ruszyliśmy dalej.
Podlaski Szlak Tatarski liczy 150 km i prowadzi przez: Białystok - Sokółkę - Bohoniki - Krynki - Kruszyniany - Krynki - Supraśl - Białystok. Perełkami są Bohoniki i Kruszynian, które są najstarszymi skupiska wyznawców islamu w obecnych granicach Polski. Pamiętają one pierwszych Tatarów sprzed ponad 300 lat, osadzonych tu przez króla Jana III Sobieskiego. Obecnie w tych wsiach  mieszka niewielu Tatarów, ale czynne meczety i cmentarze muzułmańskie sprawiają, że oba te miejsca mają ogromne znaczenie religijne i symboliczne. 

niedziela, 26 lutego 2017

Grodzieńszczyzna

Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny.
Jak świat jest boży, tak on był nasz własny...  
                                /Epilog, A. Mickiewicz/

Prawie każdy z nas uczył się kiedyś słów: "Litwo, Ojczyzno moja..." i miał zapamiętać, że nasz największy, narodowy Wieszcz urodził się w Zaolziu koło Nowogródka. A potem jak spojrzał na współczesną mapę, to mógł mieć mieszane uczucia. Dlaczego Polak ma się uczyć, że Litwa to ojczyzna. I czemu ktoś urodzony na terenach Republiki Białoruskiej chwali Litwę? Wszystkiemu winne są granice. Raz tak, raz siak. Nic nie jest proste. Ale czy w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego, czy Rzeczypospolitej, Carskiej Rosji,  ZSRR czy w końcu Białorusi - kraj ten pozostał po prostu swojski, ubogi i prosty. 
Krajobraz Grodzieńszczyzny do dziś urzeka wyjątkową urodą. Wprawdzie wojny i bolszewickie porządki zmiotły z powierzchni ziemi karczmy, wiatraki i większość dworów, ale zostały czyste wody rzek, bujne lasy, architektura wsi. W ciągu ostatnich piętnastu lat uległ zahamowaniu proces dewastacji pamiątek po Wielkim Księstwie Litewskim czy Rzeczypospolitej. Częściowo odnowiono zabudowę małomiasteczkową oraz przywrócono świetność końcowym śluzom Kanału Augustowskiego. Pojawiły się także tablice informujące o zabytkach czy ważnych pamiątkach historycznych. 

piątek, 27 stycznia 2017

Garść wskazówek - Grodno 5 dni bez wizy.

Grodno jest miastem, które śmiało można  polecić, bo jest warte odwiedzin i pozostania w nim przez kilka dni. Ma dużo do zaoferowania pod względem zabytków /zobacz/, wspólnej historii, smacznej kuchni oraz  sympatycznych ludzi. A fakt, że jest położone zaledwie 20 kilometrów od granicy z Polską, zwiększa jego atrakcyjność pod względem choćby krótkiego wypadu. Od niedawna doszedł jeszcze jeden plus: a mianowicie od 26 października 2016 roku obywatele Polscy mogą odwiedzić Grodno i Park rekreacyjno - turystyczny Kanału Augustowskiego bez konieczności posiadania wizy Białoruskiej. Pozwolenie to obejmuję też możliwość wpłynięcia w sezonie letnim np. kajakiem na teren Białorusi poprzez śluzę Rudawka - Lesnaja na  Kanale Augustowski.  Bez wizy nie znaczy bez papierków na granicy. W kilku słowach: potrzebne jest zezwolenie pozwalające na 5 dniowy pobyt w Grodnie i okolicy Kanału Augustowskiego, paszport, zielona karta i odprawa celna przy wjeździe samochodem,  karta migracyjna, ubezpieczenie medyczne oraz środki płatnicze. Dla osób przyzwyczajonych do  podróżowania po strefie Schengen może to brzmieć groźnie, ale nie jest niczym strasznym, czy trudnym do wykonania. Zacząć warto od pozytywnego nastawienia i gromadzenia wiadomości w sposób obiektywny, w myśl zasady: do zachwytów dodać szczyptę soli, do krytyki łyżkę miodu. Szukając informacji jak najświeższych, ponieważ na Białorusi to, co związane z turystyką błyskawicznie się zmienia. Mam takie wewnętrzne poczucie, że ta zasada sprawdzi się najlepiej. Poniżej garść informacji jak sobie z tym poradzić, szczególnie przy samodzielnym wjeździe samochodem.

sobota, 14 stycznia 2017

Piękne to Grodno - wyprawa bez wizy.

Po Wilnie i Lwowie przyszedł czas na trzecie z wielkich miast Kresowych, które zostały na wschodzie: Grodno. Miasto wspaniałe, miasto historyczne, miasto Witolda, miasto królewskie: Jagiellonów, Stefana Batorego, miasto sejmów walnych i sejmików, miasto upadku Rzeczypospolitej, miasto zamków i kościołów,  miasto Elizy Orzeszkowej, miasto nad Niemnem. Miasto starsze od Wilna. Równie wierne co Lwów, mające własne Orlęta z września 1939r. A jednak mniej znane, rzadziej odwiedzane, dalekie przeciętnemu turyście jak Teheran czy Mali. 

Jakże jesteś dalekie, a tak sercu bliskie…
(Ludwik Sawoniewski, „Saga o Grodnie”)

Ale, ale - zgodnie z tzw. linią Curzona połowa miasta powinna po II Wojnie Światowej zostać w granicach Polski. Niestety, obecnie dzieli nas 20 kilometrów. Tylko albo aż. Na szczęście miasto staje się coraz bliższe: od października 2016 roku można pojechać do niego bez wizy. Postanowiłam z tego jak najszybciej skorzystać i tak w przerwie pomiędzy Bożym Narodzeniem  a Nowym Rokiem wybrałam się do Grodna. Do miasta, którym się zachwyciłam, zdumiałam nad pięknem, porządkiem i czystością. 

niedziela, 25 grudnia 2016

Warszawa świątecznie

Wielka radość w Warszawie
Dziennikarze gazetom,
a gołębiom gołębie,
kolejarze poetom,
chmury chmurom na niebie;

wiatr wiatrowi na ucho,
kwiaty kwiatom na trawie
i już wszystkim wiadomo,
co się stado w Warszawie:

Wielka radość w Warszawie,
bo Choinka znów stoi,
człowiek oczom nie wierzy,
istny cud, drodzy moi;

wszystko takie jak dawniej:
dachy, rynek i księżyc,
tylko jeszcze barwniejsze,
tylko jeszcze piękniejsze.
                                                                                       /Konstanty Ildefons Gałczyński/

czwartek, 15 grudnia 2016

Alba Iulia - gwiaździsta twierdza o polskich akcentach.

Do Alba Iulii trafiłam całkiem niespodziewanie. Nic o niej nie wiedziałam. Nie było jej w planach. Jadąc przez Rumunię w stronę Karpat, chcieliśmy ten rejon przejechać szybko, aby mieć jak najwięcej czasu na przejazd Szosą Transfogaraską /więcej tu/. Niestety, dopadło nas rumuńskie lukrowanie drogi - choć ładnie się nazywa,  to nie osłodziło nam ono czasu spędzonego w korku na kolejnych mijankach. Podróż wydłużała się okrutnie, więc postanowiliśmy uciekać w najbliższym możliwym miejscu. Możliwy skręt w lewo wypadł na trasę przez przełęcz Vatrop w górach Bihoru i spowodował, że dalsza droga biegła przez Alba Iulia. Skoro tak, to trzeba zobaczyć w przewodniku, co to za miejsce... Jeden rzut oka na wspaniały, gwiaździsty plan twierdzy, kolejny na zdanie o katedrze św. Michała z grobem Izabeli Jagiellonki i już człowiek chciałby to zobaczyć. Ale przecież nasz plan... Plan  planem, robiło się późno, ale postanowiliśmy zobaczyć twierdzę. Nie spodziewaliśmy się, że to taka ogromna budowla z pełni zachowanym murem. Najpierw wdrapaliśmy się do stóp drewnianej cerkwi p.w. św. Trójcy, później przekroczyliśmy główną bramę i znaleźliśmy się na świetnie odrestaurowanej starówce, na której tłumy ludzi spacerowały, przesiadywały w knajpkach... Postanowiliśmy zostać na noc.

sobota, 3 grudnia 2016

Tarnica - zimowo i bezludnie

Tarnica jest najwyższym szczytem w naszych  Bieszczadach o wysokości 1 346 m n.p.m. Wznosi się w grupie tzw. gniazda Tarnicy i Halicza nad Doliną Wołosatki. Szczyt wznosi się nad dwiema przełęczami. Przełęcz Goprowska oddziela Tarnicę od sąsiedniego masywu Krzemienia i Halicza. Zaś druga, bardzo charakterystyczna, ostro wcięta w grzbiet łączy ją z Szerokim Wierchem. To tzw. Siodło - 1 275 m n.p.m. i właśnie od tej przełęczy wywodzi się nazwa góry. Słowo „tarnita” w języku rumuńskim oznacza siodło, przełęcz. Grzbiet góry jest wąski, ostry, wydłużony i posiada dwa wyraźne wierzchołki (1 346 i 1 339 m n.p.m.). Znajdują się tam fragmenty skał oraz pozostałości po wojennych okopach. Od strony południowej zaobserwujemy pola kamiennego rumoszu. Na głównym wierzchołku umieszczony jest punkt geodezyjny oraz żelazny krzyż wraz z tablicą upamiętniającą pobyt w tym miejscu księdza Karola Wojtyły - 5 sierpnia 1953.
 Tarnica to też jeden z najbardziej obleganych szczytów w Bieszczadach, na który w ostatnich latach poprowadzono schodki (a dokładniej - progi przeciwerozyjne), które mają ponoć ratować przyrodę. Moim zdaniem przede wszystkim szpecą i zamieniają wędrówkę w monotonne chodzenie po schodach. Fakt wybudowania tych schodków jakoś powodował u mnie nie chęć do odwiedzenia tego miejsca. Ale... od czego jest pierwszy śnieg tej jesieni? Śnieg, który tworzy inny wymiar połonin, przysypuje schodki,  zachęca...

piątek, 18 listopada 2016

Transalpina - droga marzeń


Początki tej najwyższej i najpiękniejszej drogi DN67C - są niejasne. Niektóre źródła twierdzą, że została zbudowana przez rzymskie legiony w czasie wojen z Dakami, na naturalnym szlaku pasterskich redyków przez ponad dwutysięczne pasmo Gór Parang. Legendy nawiązują do tych samych czasów i podają, że była to "Ścieżka Olbrzymów". Oni nadali jej kształt, formując teren. Mityczne olbrzymy wybudowali tunele przecinające Karpaty, aby pomóc starożytnym Dakom bronić ich państwa przed Rzymianami. Dzięki tunelom mogli szybko wycofywać swoje wojska i ponownie atakować. Ale jak z tych tuneli powstała droga? Jestem wstanie to sobie wyobrazić. Ale jeżeli to olbrzymi wybudowali tę drogę, to po to, aby chodzić z głową w chmurach. Co ciekawe, nazwa miejscowości Novaci /południowy, krańcowy punkt drogi/ we wschodniej części Wołoszczyzny znaczy „olbrzym”. Zostawiając olbrzymów i legionistów, to najwięcej do powiedzenie o tym szlaku mieli pasterze.

sobota, 5 listopada 2016

Zaduszki - kresowe nekropolie

Gdy słucha się o licznych akcja dotyczących pamięci dotyczących  nazwijmy to "kresowych dusz", wzruszenie drapie w gardle i jakoś tak optymistyczniej na sercu.
Kwesty na cmentarzach na "Rosę" i "Łyczakowski"; akcie światełka pamięci dla Lwowa i innych okolicznych polskich nekropolii. Oddolne akcje stowarzyszeń, grup zawodowych: lekarze z Wojskowego Szpitala w Żarach, dziennikarzy z Rzeszowa czy Straży Granicznej z Przemyśla czy zupełnie prywatnych osób  skrzykniętych na portalach społecznościowych. Drohobycz, Dobromil...

Nie sposób wymienić wszystkich tych zachowanych cmentarzy i grobów polskich. Są ich tysiące – od wielkich nekropolii po maleńkie wiejskie cmentarzyki.

Hasło Kresy wciąż ma swoją wagę. 

spotkanie dwóch światów,
które są tak odległe
jednak bliskie bo związane z człowiekiem
to życie
to jedność
to zaduszki

Zapalajmy wiec ogień, światło, płomień...

poniedziałek, 31 października 2016

Coś więcej niż cmentarz - SAPANTA

Są czasem miejsca nietypowe, jedyne w swoim rodzaju, powstałe tak jakby przez przypadek, na marginesie zwyczajnych spraw. Choć zdaje mi się, że to nie kwestia przypadku, tylko niepowtarzalnej natury człowieka. Jego talentu, czasem jednego pomysłu albo uchwyconej mary sennej. Wyjątkowość miejsca stworzonego przez człowieka, miarą jego wyjątkowości. Trochę przez analogie do przepięknych miejsc na ziemi, stworzonych przez jej Stwórce.  Takim wyjątkowym miejscem jest  rumuńska Sapanta, ukryta gdzieś miedzy górami Karpat. Doczekała się miana etnograficznego cudu.  Tylko czy Cimitirul Vesel może być cudem? Może kiedyś trafi na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Săpânţa - to mała wieś w okręgu Maramuresz, w północnej Rumunii, prawie na granicy z Ukrainą. 
I pewnie nikt by o niej nie usłyszał gdyby nie pewien cmentarz, bo choć zabrzmi to dziwnie, to turyści z całego świata przyjeżdżają do tej małej wsi właśnie po to, żeby iść na cmentarz! Pomyślicie pewnie, że może leży tu ktoś sławny, ktoś powiedzmy na miarę Jima Morrisona? 
Nic z tych rzeczy, leżą tu zwykli ludzie, którzy w tej małej rumuńskiej wsi przeżyli swoje zwykłe proste życie. Co więc jest w tym cmentarzu wyjątkowego? Cmentarz w Săpâncie jest wesoły!
                                                                                                                                                     /Witold Wieszczek/

poniedziałek, 24 października 2016

Jesienny Beskid Niski

Za oknem jest jakoś tak szaro-buro. Pisanie o wakacyjnych, czy też wiosenno-letnich wyprawach jakoś nie wychodzi. We wszystkie komórki wbija się szarość i nie chce się ulotnić. Wraz z nią majaczy się Beskid Niski.

 I był Beskid i były słowa
Zanurzone po pępki w cerkwi baniach…

Trochę tajemniczy fragment naszych Beskidów, pełen zafrasowanych świątków, unikatowych drewnianych cerkwi, opustoszałych wsi i dolin, starych chat, łemkowskiej kultury, ale też okrutnych śladów Akcji Wisła. Jak na swą nazwę, nie jest taki mały. Faktycznie szczyty nie należą tu do najwyższych i są przeważnie zalesione, ale cały obszar jest jednym z największym w Beskidzie. Granice geograficzne Beskidu Niskiego są dość rozległe: od okolic Nowego Sącza na zachodzie do Przełęczy Tylickiej. Na wschodzie granica ciągnie się od Przełęczy Łupkowskiej dolinami potoków Osławica i Osława do jej ujścia do Sanu. I jak komuś Bieszczady są bliższe, to przesuwa granicę na północ, jeśli zaś jego sercu bliski jest Beskid Niski - granica jest przesunięta ku południu.  Ma też ów Beskid swego piewcę, który rozsławia ten zakątek nie tylko na arenie Polskiej. Czy to w Dukli, czy w Opowieści galicyjskiej - Andrzej Stasiuk maluję świat współczesnej, południowo -wschodniej prowincji. Jak zwiedzać - poznawać Beskid Niski? Można ruszyć tropem Stasiuka: oczywiście do Dukli, do Jaślisk, do Czarnej czy Wołowca. Można ruszyć szlakiem drewnianych cerkwi. Odwiedzić liczne wojenne cmentarze. Albo po prostu powłóczyć się to tu... to tam. Choć może wystarczy posiedzieć na Rynku?

piątek, 7 października 2016

Półwysep Peljesac - ogień, trekking i zachody słońca

Półwysep Peljesac jest wspaniałym, górzystym półwyspem na południu Chorwacji o długości ok. 65 km linii brzegowej. Jest to najdłuższy półwysep Południowej Dalmacji z wieloma plażami, zatokami.  Słynie  z niezwykle smacznych i cenionych gatunków win: Carsko, Kneževo, Dingač oraz najlepszego – Sveta Ana. Podejrzewam, że właśnie dlatego w okolicy tych winnic kupił dom Robert Makłowicz. Pelješac jest sławny także dzięki salinie, która przez wieki (dzisiaj też) zapewniała byt wielu mieszkańcom. Najważniejszymi miejscowościami są Mali Ston i Veli Ston, Trstenik, Trpanj i najbardziej znany  Orebić. Góry, morze, słońce, wino, sąsiednie wyspy zachęcają do odwiedzin. Decydujemy się, że drugi  pobyt w Chorwacji /A.D. 2015/ spędzimy w tym miejscu. Przyjaciółka znalazła noclegi, zarządziła zabranie kijków trekkingowych i takichże butów, wszak będziemy mieszkać pod monumentalną ścianą  Sveti Ilija. Brzmi wspaniale, prawda?  Szczególnie - jeśli się już przejechało Chorwację z północy na południe - i ma się chęć trochę poleniuchować.

poniedziałek, 26 września 2016

Bałkańskie koty 2009 -2016 [foto album]




 A przecież kot, proszę pana,
To postać powszechnie znana.
To pożyteczna istota,
A pan wciąż pomija kota!


Jakiż pan przykład daje?
Cóż to za obyczaje?
Żądam teraz niezłomnie:
Proszę w domu siąść na kanapie
I wiersz napisać o mnie,
A jak nie - to panu oczy wydrapię!”
Tak mówił do mnie kot bury
Pokazując pazury.

Cóż tedy robić miałem?...
W Warszawie, po powrocie,
Siadłem i napisałem
Właśnie ten wiersz o kocie.
    /Jan Brzechwa/

Bałkany to koci raj. Nigdzie indziej nie spotkałam takich ilości kotów, często o wyjątkowym wyglądzie.  Pierwsze zachwycały w Grecji. Kolejne w Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie. Trochę z nich zostało upolowanych bezkrwawo. Cóż jedni piszą o nich wiersze, inni ganiają za nimi z aparatem.

wtorek, 20 września 2016

Droga, szosa, trasa... Transfogaraska

Dziś mija 42 lata od otwarcia Drogi Transfogaraskiej (Transfăgărășan), monumentalnego dzieła Nicolae Ceaușescu, który postanowił puścić czołgi przez najwyższe pasmo rumuńskich gór. Tuż, tuż obok najwyższych szczytów Gór Fogaraskich.  Wizja szaleńca, który pragnie przejazdu czołgu przez 2000 m n p.m, a nie dolinami. W razie inwazji miał to być szybki przerzut wojsk. Podobno na złość tym z Kremla. Coś w rodzaju przysłowiowego "co - mi się nie uda...". A że zginęło kilkadziesiąt osób, góry oszpecone i przeorane wybuchami 6000000 kilogramów dynamitu... Hm... Dziś droga 7C jest jedną z największych atrakcji Rumunii. Wyzwaniem dla wszystkich, których pasjonują programy z rodzaju Top Gear. Nazwana najpiękniejszą drogą Europy, pozwalającą zmotoryzowanemu człowiekowi osiągnąć wysokość 2 034 metry n.p.m.;  pokonując serpentyny, serpentyny, serpentyny...

poniedziałek, 19 września 2016

Po prostu Tokaj

Z czym kojarzy mi się Tokaj ? – ze słodkim winem na ciocinych imieninach i z legendą o baligrodzkich lochach, gdzie podobno miały być ukryte niezliczone zapasy Węgrzyna.

Wina tokajskie w 100% białe - są znane i cenione w całej Europie już od XV wieku. W Polsce nazywano je wówczas węgrzynami. Rozróżnia się dwa główne rodzaje tokaju: szamorodni, otrzymywany z moszczu tłoczonego z niesortowanych winogron i aszú – dosładzany wybranymi podsuszonymi winogronami. Tokaj powstaje przede wszystkim z owoców szczepu furmint (nazywa się tak także lżejszą odmianę wina), który stanowi 70% uprawianych w rejonie winorośli.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Stara Sól - z cyklu ratujmy polskie zabytki


Ilość pięknych, wspaniałych, wyjątkowych polskich zabytków i budowli - wymagających niezbędnego remontu czy wręcz ratunku - jest ogromna. Co i rusz spotykam je na swojej drodze. Wspominałam już o Cerkwi w Bystrem nad Sanem czy o  Cerkwi  w Baligrodzie, w Łopieńce. Są też takie niszczejące perełki jak kościół ewangelicki na Dolnym Śląsku w Żeliszowie. Naprawdę jest ich wiele. Kolejnym arcydziełem jest świątynia, którą odkryłam w tym roku. Wydawało się, że miała szczęście: przetrwała obie wojny - ale potem podupadła całkowicie. Kresowa rzeczywistość. Gdyby inaczej poprowadzono granicę... prawdopodobnie pielgrzymowałyby do niej tłumy. A tak - smutna sprawa - stała zamknięta, samiutka, opuszczona przez wysiedlonych Polaków. Pomimo stanu ruiny  wciąż widać piękno. Musiała się kiedyś wspaniale prezentować. 
Ale jak opisuje Bogdan Augustyn: "A jednak…wydarzył się cud i w kościele w Starej Soli rozpoczęto kilka lat temu prace remontowe! Podobno jego losem interesował się sam Papież Jan Paweł II, w każdym razie poświęcił w tym celu kamień wmurowany obecnie w ścianę frontową. ...
I tak świątynia z roku na rok dźwiga się z ruiny i pohańbienia, chociaż jeszcze wiele pracy i trudu wymaga przywrócenie jej świetności."

sobota, 23 lipca 2016

Zalew Zegrzyński i piękne okolice Serocka.

Jak trafiałam pierwszy raz na Zalew Zegrzyński? Trudno jednoznacznie stwierdzić, ale najprawdopodobniej znalazłam się najpierw na Zalewie /tak, tak to nie pomyłka/, za nim trafiłam nad Zalew Zegrzyński. Musiało to być bardzo dawno, ponieważ nie pamiętam. Sięgając do najdawniejszych wspomnień z dzieciństwa Zalew Zegrzyński, wyspa Euzebia, Patelnia oraz Rządza, Bug i Narew były obecne. Mój tata był zapalonym żeglarzem i każdą wolną chwilę /pomijające te na budowanie i ulepszanie łódek/ spędzaliśmy pod żaglami. A dla Warszawiaka – żeglarza Zalew Zegrzyński to istny raj, tuż tuż pod bokiem. Najprawdopodobniej najpierw popłynęłam Kanałem Zegrzyńskim. W późniejszym okresie, gdy już moja pamięć podpowiada – uwielbiałam tamtędy płynąć: liczyłam mosty na Wiśle od Grubej Kaśki /w tamtejszym klubie zimą trzymana była łódka/ po Śluzę na Żeraniu /do niedawna była drugą na świecie co do wielkości i typu, po śluzie pod Asuanem na Nilu/, dawałam sygnały dźwiękowe na myśliwskim rogu /jak trudno było mocno dmuchnąć/, liczyłam mostki nad Kanałem, aby w Nieporęcie wpłynąć na wody Zalewu. Pływałam rożnymi żaglówkami: klubowymi bratkami, omegami, czy własnym Thomem, Fartem. Bywały też bytności lądowe na działce u znajomych u ujścia Rządzy, późniejsze w Serocku. Pamiętam też kiedyś namiotowy biwak z dalszą rodziną niedaleko zapory w Dębem, kiedy to Kamerun święcił triumfy pod czas Mistrzostw Świata. Oraz licealne wagary spędzone na plaży w Nieporęcie. 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Troki - symbolem rozkwitu Wielkiego Księstwa Litewskiego

W historii Litwy Troki, jako była stolica, zajmują bardzo ważne miejsce. Zgodnie z prawdą historyczną i licznymi legendami były tam trzy zamki i dwa miasta – Stare i Nowe Troki. Pierwsza wzmianka o Trokach – ojczyźnie Witolda Wielkiego – pochodzi z latopisów niemieckich z 1337 roku. W XIII- XIV wieku z inicjatywy wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta i jego syna Witolda, którzy docenili strategiczne usytuowanie tego miejsca, nad jeziorem Galwe  zbudowano potężny zamek obronny. Zamek, zbudowany pośród malowniczego ciągu jezior, stał się jedną z rezydencji władców litewskich i królów polskich. Jest to jedyna twierdza położona na wyspie. Pierwszy raz odwiedziłam Troki jesienią, gdy mgła i żółte, spadające liście tworzyły ulotną atmosferę, miejsca wyłaniającego się jakby z oparów historii.  Rybak na pychówce znikający we mgle, impresjonistycznie rozmazany pałac Tyszkiewiczów, tańczące liście wśród domów potomków wiernych Karaimów ... Inaczej Troki zaprezentowały się w najdłuższe, czerwcowe dni. Pełne słońca, błękitu, bielących się żaglówek, pełne ruchu i mobilizującej energii.

czwartek, 23 czerwca 2016

Korčula - jedna z tysiąca.

 A dokładniej jedna ze 1244 chorwackich wysp. Tylko ok. 4% z nich jest zamieszkanych. Każda wyspa jest inna, niepowtarzalna,  ma swoją historię. Korčula nie jest ani największa, ani najładniejsza - jest taka w sam raz. Ma też się czym pochwalić: jest wielce prawdopodobne, że w 1254 roku w Korčuli urodził się wielki podróżnik Marco Polo. Do dzisiejszych czasów przetrwał jego dom. Nie ma jednak stuprocentowych dowodów potwierdzających ten fakt. Ale dla mieszkańców wyspy - to oni są jego krajanami. Do tego trzeba wymienić urokliwą stolicę wyspy o tej samej nazwie. Starówkę zbudowaną z białego kamienia, otoczoną potężnymi XIV wiecznymi murami i basztami. Pełno tam wąskich uliczek, zaułków, precyzyjnie zdobionych detali, nie brakuje też weneckiego lwa. Polubiłam ową wyspę już z racji oglądania jej codziennie z balkonu. Oglądałam ją też z plaży, ze zboczy św. Eliasza, czy z punktu widokowego na końcu półwyspu Pelješac. O świcie, w samo południe i przy pełni Blue Moon.

sobota, 18 czerwca 2016

Sentymentalny pociąg ...

Rok temu przybliżałam  na stronie Kolejowe Codzienności piękny dodatek do Rozkładu Jazdy z 1931r. wydawany przez PKP pt. Parowozem do Wód.  Zdjęcie nr 9 znalezionego artykułu, przedstawiało Perłę Karpat -  uzdrowisko Truskawiec. Miasteczko przypominało kurort alpejski, zabudowane było piętrowymi drewnianymi willami. Położony między pięknymi, porośniętymi lasami wzgórzami, z tą swoją pachnącą świeżymi truskawkami nazwą, kusił i fascynował artystów, polityków i przemysłowców. W centrum uzdrowiska było unikatowe na ówczesne czasy elektryczne oświetlenie, a deptaki ozdobiono egzotycznymi palmami i kwietnikami. W informatorze o kondycji i walorach zdrowotnych Truskawca wydanym w 1935 roku wymienionych jest z nazwy 226 hoteli, willi i pensjonatów, które oferowały pokoje i apartamenty. 

czwartek, 21 kwietnia 2016

Gdańsk w mojej odsłonie.

Na myśl o wyjeździe nad Bałtyk dostaje dreszczy... Morze to nie mój świat, nie moja bajka - często powtarzałam. Nad morzem się nudzę, nie usiedzę na plaży, za płasko... za dużo ludzi itp Aż trafiłam kiedyś na zimowe zdjęcia polskiego morza. Pomyślałam, że to mogłoby być interesujące. Takie zamarznięte sople. Jak zwykle plan był inny, ale perturbacje z dniami wolnymi w pracy wywołały zamęt i zmianę planów o 180 stopni. W ten sposób pojechałam na północ, a nie na południe. W głowie tylko majaczyła nadzieja, że zimą plaże będą puste, wyż zagwarantuje słońce,a przy odrobinie szczęścia zobaczę krę na Bałtyku. I zimą będzie więcej jodu i większa szansa znaleźć bursztyn. Jako osoba lubiąca się włóczyć od razu po przyjeździe wybrałam się na plażę. Mały rekonesans został zrobiony. Następnego dnia pojechaliśmy do Gdańska. Zaczęliśmy szwędanie od jedynego miejsca, które zachowało w tym mieście niemiecką nazwę. Westerplatte. Co prawda dwójką, ani czwórką i nie zawsze prosto - szliśmy przez półwysep otoczeni błękitem nieba i morza.  Trudno było uwierzyć, że na początku XX wieku był tam miejski kurort na miarę Sopotu. Bo przecież prosto do nieba ... szli Oni, o których każdy słyszał od dziecka. Czasem splot historii powoduję, że miejsce i ludzie przechodzą do zbiorowej pamięci jako symbol, mit jeszcze za swego życia. Od razu. Natychmiast. Gdańsk tak właśnie ma, przydarzyło mu się to nie jeden raz.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Bieszczadzkie dymy - retorty

Wędrując od lat po Bieszczadach, nie raz, nie dwa natknęłam się na retorty. Na te czynne i częściej opuszczone, wygasłe.  Był to widok tak oczywisty, że nawet nie zwracałam uwagi, że za naturalne w Bieszczadach uznaję produkt przemysłu bądź co bądź węglowego. Ale tak jest, bieszczadzki wypał to taka sama oczywistość jak połoniny, czerwone buki, opuszczone doliny. Te dymy - nadające tajemniczości okolicy, pobudzające wyobraźnie, czarujące daną chwile. Ci tajemniczy, skryci o ponadprzeciętnej sile - mężczyźni; czarni jak górnicy - mieszkańcy bieszczadzkich lasów. Retorty. Mielerze.  Podobno pochodzący z terenu obecnego Podkarpacia węgiel drzewny już po roku 1453 wędrował aż do Damaszku, gdzie służył do wytopu najsłynniejszej w ówczesnym świecie stali. Czy to możliwe?

Ostatnio o bardzo wczesnej porze jechałam w Bieszczady drogą przez Komańczę. Okazało się, że wypał w Szczerbanówce pracuje pełną parą. Dosłownie. Trudno się było temu oprzeć. Zatrzymaliśmy się. Gdzieś w głowie zaczęły brzęczeć dźwięki zapomnianej, ogniskowej piosenki 

Tam, gdzie dymy o świcie
Gdzie bez słońca był świat
Mieszkał chłopiec marzyciel...