Bieszczadzkie dymy - retorty
Wędrując od lat po Bieszczadach, nie raz, nie dwa natknęłam się na retorty. Na te czynne i częściej opuszczone, wygasłe. Był to widok tak oczywisty, że nawet nie zwracałam uwagi, że za naturalne w Bieszczadach uznaję produkt przemysłu bądź co bądź węglowego. Ale tak jest, bieszczadzki wypał to taka sama oczywistość jak połoniny, czerwone buki, opuszczone doliny. Te dymy - nadające tajemniczości okolicy, pobudzające wyobraźnie, czarujące daną chwile. Ci tajemniczy, skryci o ponadprzeciętnej sile - mężczyźni; czarni jak górnicy - mieszkańcy bieszczadzkich lasów. Retorty. Mielerze. Podobno pochodzący z terenu obecnego Podkarpaci a węgiel drzewny już po roku 1453 wędrował aż do Damaszku, gdzie służył do wytopu najsłynnie jszej w ówczesnym świecie stali. Czy to możliwe? Ostatnio o bardzo wczesnej porze jechałam w Bieszczady drogą przez Komańczę. Okazało się, że wypał w Szczerbanówce pracuje pełną parą. Dosłownie. Trudno się było temu oprzeć. Zatrzymaliśmy się. Gdzieś w głowie...