Agata, miód i Bieszczady
Zastanawiał się ktoś, jak daleko może sięgać pragnienie posiadania miodu z pasieki położonej na końcu świata? W tym złotym kolorze musi ukrywać się odwieczne szaleństwo. Jedni szaleją na punkcie kruszcu w tym kolorze, inni poszukują bez opamiętania gęstego płynu w tym wyjątkowym odcieniu. A Agata…, no cóż ona ma własne podejście do sprawy. Niby na granicy normy, ale ktoś chyba trochę tę normę wypaczył. Słów kilka o Agacie: po pierwsze umie się maskować w towarzystwie. Przykład – gdy spotkałyśmy się pierwszy raz w Bieszczadach, szukała 3,5 godziny wejścia z Wetliny na Dział. Niby nie mogła znaleźć, nie orientowała się w terenie. Ale nic bardziej mylnego. Tym razem czujnie wysłuchałam, jak w poszukiwaniu swego upragnionego miodku całkiem dobrze określa kierunki. Trzeba to wyraźnie podkreślić, bez mapy, bez moich wskazówek, z małym stażem w Bieszczadach... -radziła sobie świetnie. Trochę mnie zszokowała, bo przyzwyczaiłam się, że osoby ze mną wędrujące, nawet za dwudziestym...