Bałkański Tour Nubirki - wyprawa do Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry

Końcówka sierpnia roku 2013 był czasem ambitnej wyprawy samochodem na Bałkany, aby zobaczyć jak najwięcej w moim zamyśle, a w zamyśle pozostałej trójki, aby po prostu zobaczyć te miejsca. Na Bałkany jeździ sporo osób, więc jak to opisać, aby nie powielać tego co inni?
A gdyby tak napisać nietypowo? Bohaterem uczynić mało oczywisty podmiot podróży? Trochę pogawędzić? Powiedzmy tak: Jestem NUBIRKA, srebrna, metaliczna, ot co.  Nubirka jaka jest każdy widzi. Wybitna, ponadczasowa, pełna mocy i dobrych prędkości. Co prawda mam swoje lata, ale co tam. W moim przypadku, to zaleta. Nikt i nic nie może się ze mną równać. O reszcie swych zalet nie wspomnę, przekonacie się sami. W tym roku mogłam wreszcie zaszaleć, rozruszać zastałe koła i hamulce. Usłyszałam: jedziemy w jedynym słusznym kierunku: południe… tak, tak, ale nie po sąsiedzku, tylko dalej. I się zaczęło. Jeden mechanik, drugi… podejrzewam,  że do końca mi nie ufał. Powymieniał to i siamto … jakoś mu to może wybaczę, za tę dodatkową kosmetykę. A potem było pakowanie… skąd na Boga oni biorą tyle gratów? Dobrze, że mam duże możliwości, inaczej mieli by problem. A tak dociążona, z zasłoniętą  tylną szybą – dałam radę! A potem, to już to co Nubirka lubi najbardziej: droga … wspaniała wstążka, wijąca się lub ciągnąca prosto w dal, w najprawdziwszą dal. Taka ze mnie niepoprawna romantyczka. Droga i prędkość.  Myślicie, że Nubirka nie lubi prędkości?  Lubi – i to jak lubi. Bardzo.


Pierwszy dzień to porządna rozgrzewka: Krosno - Tušilović - Chorwacja, 800 km. Mogłam pędzić po autostradzie, 150,160,180 … ehh. Cudo. A potem parkowałam wśród kwiatów, wspinającej się po drzewie dyni, pachnących pomidorów i papryki. U niejakiego Bośniaka, który reklamował noclegi po polsku, co dziwniejsze znał się na ruskich pierogach. Nocleg warty polecenia.




 
Chorwacja – kraj słońca, wysp i lawendy …. Raczej czarnych chmur i lejącego deszczu. Gdy tak lało ich miny były bezcenne. A ja w tej chlapie jechałam sobie dalej, po coraz ładniejszych terenach. Zrobili mi sześciogodzinną przerwę w wilgotnej okolicy Jezior Plitwickich.
 

Jeziora Plitwickie oddzielone są od siebie  trawertynowymi groblami, na których tworzą się wodospady
 
Podobno mieli szczęście – szare niebo zapewniło im nie najgorsze zdjęcia i brak tłumu na kładkach. A tłumów, to oni nie lubią jak i ja.
 
Wodospadów jest ponad 90 -siąt.

dolna część systemu Veliki Slap

 
Potem jechaliśmy bombową okolicą, takie coś pomiędzy prerią, pustynią i sama nie wiem czym. Co jakiś czas znaki o minach i zakazie wejścia. Normalnie, tylko bizonów brakowało. Odludzie, na horyzoncie szpiczaste góry … czarne chmury, oberwanie owych chmur i autokar wyprzedzający na serpentynie TIRa. Aż zwolniłam z wrażenia, tak sama z siebie, bo oni  tylko coś mamrotali bladzi jak papier.



W tych warunkach ujechałam tylko ze 150 km. Mogłam dalej, ale zarządzono nocleg w wymarłym miasteczku. Gračac  się nazywało, czy jakoś podobnie. Mogliby tam nagrywać thrillery i nie potrzebowaliby dodatkowej scenografii. Przed wojną zamieszkałe w większości przez Serbów, po wojnie nie doczekało się powrotu dawnych mieszkańców. Ciekawostka taka, że w tym miasteczku jak pada deszcz, to nie ma wody w kranie. W knajpie można zamówić juhe, ale kawy już nie. Dobrze, że mi woda do szczęścia nie była potrzebna – swoje paliwo miałam i byłam zadowolona.

 
Most przed Szybenikiem rzeka Krka


Potem były jadrańskie klimaty i pierwsze większe miasto - Szybenick, jego 71 głów katedralnych i  malowniczo położony cmentarz. Najważniejszym kościołem Szybenika jest Katedra św. Jakuba znajdująca się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.  Jest nadzwyczajna - w całości jest zbudowana z kamienia, bez używania jakichkolwiek innych materiałów i 71 realistycznym płaskorzeź na apsydach.

 



 
Następnie było spotkanie z pierwszym pomysłodawcą emerytury w pałacu w Splicie,

 
61 m dzwonnica z XIII/XIV w. zbudowana w stylu romańskim


Katedra Świętego Duje w Splicie. Jest to dawne mauzoleum cesarza Dioklecjana, wchodzące w skład jego Pałacu, przebudowane w VIII w. na katedrę. Katedra całkowicie zachowała architekturę ośmiokątnej budowli. 
 
Tętniące życiem stare miasto Splitu było niegdyś wielkim pałacem cesarskim, w którym zmęczony władca szukał ukojenia od trosk. Dziś na tym miejscu wyrosło wiele innych budowli, ale tu i ówdzie odnajdziemy pozostałości imponującej rezydencji.
 
 
Na dole dzwonnicy znajdują się 2 romańskie lwy i egipski  sfinks  z czarnego granitu, datowany na XV wiek p.n.e.

W okolicy zostaliśmy na dwa dni, aby także podziwiać błękit morza.



 Ale nie ma co się rozpisywać na temat leniuchowania, no chyba, że jazdę wąskimi uliczkami z murkami z kamienia po obu stronach … to nawet było ekscytujące.






Następnie odkryliśmy uroki Bośni i Hercegowiny, tanich campingów i pysznej nalewki figowej. Zapraszam dalej.



    Po krótkim leniuchowaniu nad morzem pomknęłam przez górki do kraju muzułmańskiego...  naprawdę... co prawda to swojscy Słowianie są tymi innowiercami, ale zawsze... i była prawdziwa granica, ale mało upierdliwa i tanie paliwo … nieźle naprawdę. Trochę się obawiałam, czy nie sprzedadzą mnie do jakiegoś haremu … ale jednak z puszczaniem hamulców wyobraźni przesadziłam. Chociaż, niektóre kobiety chodziły w hidżabach, to nie jest to jednak kraj ortodoksyjnego islamu. 
 
Źródło rzeki Buny - podziemnej rzeki, która wypływa z głębin po 18 km.

 
Zawodzili tam muezini – najpiękniej w Blagaju w miejscu podziemnej rzeki Buny i Tekij derwiszów.
 
 

 
 Co do Blagaju,  hmmm... naraziliśmy się policjantowi po cywilu, ruszył za nami w pościg... Byłaby jeszcze większa draka, ale moim słoneczkom zacięła się nawigacja i stanęli. Dzięki temu ten porywczy gość nas dogonił i się zaczęło … Koniec końców, udało się to jakoś wyjaśnić i znaleźć winnego zamieszania. Ale nie chciałabym być w skórze syna owego gościa.
Ale gość gościem, a świat pachniał dojrzałymi figami, miodem figowym i nalewkami figowymi [jedna dojechała do domu].
 

 
 
Pachniał kawą, wspaniałą kawą w džezvie [džezvy też przyjechały do domu]. Kawa po bośniacku jest to istna ambrozja, królowa kaw, cudowność dostępna na wyciągniecie ręki, na wyciągnięcie kieszeni, ponieważ porządna kawa po bośniacku – owo niebo w gębie – jest tańsza od szklanki wody.
 

 
 
Džezva - swojski tygielek jest do kupienia na licznych, malowniczych straganach bośniackich rzemieślników m.in. w uroczym Pocitelji, miasteczku z tradycyjną, osmańską zabudową ułożoną tarasowo nad brzegami Neretwy. Widoczna także tradycyjna, kamienna, wielokątna dachówka.
 
Widok z Baszty Tara na drugą wieże Mostu, wieże minaretów i najwyższą wieże franciszkanów

 
 
  I dowiozłam ich do Mostaru - miesta mostu, który skradł serce niejednemu. 
 


Oryginalny Stary Most został wybudowany z białego marmuru w 1566r. przez tureckiego budowniczego Numara Hajrudina. Przetrwał 427 lat, dopóki nie runął podczas wojny w 1993 r. Władze Bośni, przy wsparciu UNESCO, odbudowały Most używając marmuru z tego samego tureckiego kamieniołomu, i oddały go uroczyście do użycia w 2004r. Po obu stronach rzeki - wieże, w których w przeszłości mieszkali "mostari" czyli "strażnicy mostu" - stąd właśnie pochodzi nazwa miasta.
Stary Most i okalająca go Starówka są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO


Pamiętają, kto im wysadził most.


 To piękny kraj, z pięknymi targowiskami.  A sery, sery sprzedawane są z worków, takich worków to ja jeszcze nie widziałam, ale zapach serów ...hymmm.

na targu w Trebinje

  I widziałam jak się buduję prawdziwą autostradę, normalnie budują ją na słupach i przeszkodą nie są Wodospady Kravica.


 

Mówię wam, za rok, dwa...  pielgrzymi do Medziugorie dojadą autostradą. 


 
Wyjątkowa rzeźba Zmartwychwstałego z MedjugoriePrzedstawia ona dwie sceny równocześnie: ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Chrystusa. Słynie ona cudownymi kroplami płynu wypływającego z boku postaci Chrystusa

Pielgrzymi, którzy doszli pieszo, a cały ekwipunek mają na sobie.

kościół pw. św. Jakuba i ołtarz polowy



Mogłabym tam zostać. Oni też, ponieważ dobra kawa plus tanie kempingi (jedyny kraj pod czas naszej podróży, w którym rozstawiali namioty) działały na nich zadowalająco. Zaś mnie nie straszne były małe, czerwone tabliczki z ludzką czaszką. Kolejnego ranka z Bośni udałam się znów przez góry do Perły Adriatyku. Do Perły nad perłami. 

 


I co ciekawe zadbali o idealny parking dla mnie. Miałam Dubrownik u stóp, morze aż po horyzont i parę godzin na kontemplację. Gdzie mieści się taki super parking? Ano u podnóża bośniackich gór. Na górze Srd… 412 m. n.p.m. liczonych od samego morza.



Wdrapałam się tam dzielnie, zobaczyłam wielki betonowy krzyż, nowiuśką stacja kolejki, zniszczoną twierdzę Marmonta z ekspozycją dotyczącą ostatniego ataku na to jedno z najpiękniejszych miast świata … o tyle wymowną, że atakujący Serbowie mieli miasto z tego szczytu wystawione „jak na patelni”.

 Starówkę otaczają olbrzymie mury obronne, dzięki którym Dubrownik
 nigdy nie został zdobyty w bezpośredniej walce (nawet w 1991 r.).

 Miałam też wesołą i kolorową kompanię - uroczych taksówek. A wszystko za free. Dobry parking, nie?

 


Ja zostałam kontemplować widoki, a oni spacerkiem zeszli zdobywać mury Dubrownika, pić wodę z fontanny Onufrego, gubić się w niezliczonych uliczkach, ślizgać po wypolerowanym bruku i słuchać rozbrzmiewającego się zewsząd języka polskiego.

Stacja drogi krzyżowej na zboczu Srd

 
Katedra Wniebowstąpienia NMP, kościół św. Błażeja, wieża zegarowa przy Pałacu Rektorów.

Baszta Minceta z XIV i XV w.

Słynne Mury mają prawie 1,5 km. długości, a w niektórych miejscach ich wysokość sięga ok. 25 m. Umocnienia murów stanowią 12 kwadratowych i 3 okrągłe wieże obronne, 5 bastionów, twierdza Św. Jana oraz forty Lovrijenac od zachodu i Revelin od wschodu.
mury nad murami
 

Od strony zachodniej na starówkę prowadzi imponująca brama Pile. Wiedzie do niej kamienny most z XV w. oraz drewniany most zwodzony. Wokół rosną drzewa pomarańczowe i cytrynowe. Nad bramą umieszczono posąg patrona miasta, św. Błażeja (sv. Vlaho), wykonany w 1922 r. przez wybitnego chorwackiego rzeźbiarza Ivana Meštrovicia.

 

Jest to okrągła, dosyć spora budowla, którą w 1438 r. wzniósł Onofrio di Giordano della Cava, żeby uczcić zakończenie budowy wodociągu, dostarczającego miastu wodę ze źródeł rzeki Dubrovački, odległych o 12 km. 

 

Wielka fontanna Onufrego

Pierwotnie była bardzo bogato zdobiona, ale po trzęsieniu ziemi w XVII w. uległa zniszczeniu i do dzisiaj zachowało się jedynie 16 rzeźbionych masek, z ust których wypływa woda.

 

wąskie uliczki


Fort św. Jana od strony portu

Fort św. Jana (Sveti Ivan) znajduję się po południowej stronie portu. Powstał z XIV-wiecznej wieży, która przez wieki była umacniana i rozbudowywana. Z tego powodu fort nazywany jest także Wieżą Mulo. Obecnie znajduje się w nim Muzeum Morskie i Akwarium.

 

Plac Luža i ulica Pred Dvorom i błysk bruku

Zostałam do zachodu słońca, ehhh szkoda słów. Takich widoków nie ma za dużo. Mój kierowca wrócił po mnie kolejką i zjechaliśmy zabrać resztę. Spryciarze.


 Następnego dnia nie zabrali mnie tam już, bryyy niewdzięcznicy … pojechali sobie autobusem – nie rozumiem, jak można mnie było tak potraktować … niby, że mam odpoczywać, bryyy.  Za to miałam piękny zachód słońca. 


 Kolejny etap to Czarnogóra, taki mały kraj jak dajmy na to województwo małopolskie, ale szybko go nie objadę – same góry.  Gór w Chorwacji i Bośni dużo, ale w Montenegro jakby jeszcze więcej. Sami Czarnogórcy się śmieją, że jakby rozprasować ich kraj, to urósł by trochę.  Granicę przejechaliśmy bez przeszkód [nie sprawdzano owych restrykcyjnych przepisów dotyczących wwożenia produktów spożywczych; szkoda zakupów których nie zrobili, abym nie została autem przemytników]. Mijając mroczny półwysep Pevlaka zastanawiałam się nad zachłannością Chorwatów [jak tu zgarnąć całe wybrzeże]  i o tym, że do tej pory inni muszą gwarantować pokój. A potem wjechałam w świat kotorskich ust.

Mapa z Czarnogóra. Przewodnik, A. Szymańska, Rewasz, str. 104

Bocce Kotorskiej co prawda mentalnie bliżej do typu weneckiego wybrzeża Chorwacji, ale mam wrażenie, że ona jest sama w sobie ewenementem. Twierdze, ogrody, cerkwie, cieśnina zamykana na łańcuch, antyczne mozaiki, zdolni polscy archeolodzy, odkrywane skarby, wysepki z malowniczymi świątyniami – po prostu południowy fiord. A sprawą marginalną jest już fakt, że nie lodowiec wyrzeźbił ów fiord.
 

 Herceg -Novi przywitał nas swoimi czterema twierdzami, cerkwią o wieżach jak minarety oraz malutkim, liczącym tylko 135 cm kapucynem św. Leopoldem. Musi świętość nie w metrach być mierzona.

Cerkiew św. Michała wzniesioną w stylu serbsko-bizantyjskim z elementami sztuki islamskiej.

Twierdza Kanli kula

 Na zapierające dech ogrody oni nie trafili. Za to ja wypatrzyłam przy samej drodze Mimozę prawdopodobnie wstydliwą (Mimosa pudica) - ale znawcą roślin nie jestem.
 

 Jadąc przed siebie minęliśmy port promowy łączący dwie najbliżej siebie położone strony cieśniny Verige. Nie skorzystaliśmy jednak ze skróconej drogi, nęciła nas cała zatoka. 
 
Wąska cieśnina  Verige – ongiś zamykana nocą na łańcuch.

 Widoki niecodzienne, urozmaicone jakimś lekkim deszczykiem, z mgłami …. bo blisko do … Risan. Właśnie to miasto mnie zauroczyło. Jest coś niezwykle fascynującego w Risan i nie chodzi mi tylko o okresowy wodospad o nazwie: Sopot. Duch antyku, średniowiecza, iliryjskiej królowej Teuty i rekordu opadów Europy [ciekawostka: krasowy płaskowyż Krivošije wiszący nad stromym brzegiem wąskiej zatoki rocznie otrzymuje 5000 mm opadów deszczu].
 

 Ukryty w najgłębszej części zatoki. 
 
unikatowy bruk

  Od lądu był chroniony przez wapienne góry Orjen, najwyższe pasmo nad wschodnią częścią Adriatyku, a od otwartego morza dzieliło je kilka wąskich cieśni – w tym jedna zamykana nocą na łańcuch.
 
Medalion z bogiem snu

 Tysiące drobnych kawałeczków zostawionych przez Rzymian w II w ne.
 
Mozaiki tzw. Wille Hypnosa.

 A nad wszystkim czuwa wizerunek Hipnosa, boga snu. Nigdzie indziej nie można go zobaczyć. Poza tym turyści jakoś nie garną się tam tłumnie, wszędzie zaś czai się duch dawno minionej sławy.
 


 Perastu nie sposób ominąć, wszak to miasteczko, w którym jako ostatnim na świecie zdjęto flagę Najjaśniejszej Republiki Weneckiej. A wszystkiemu towarzyszyły honory i powszechny smutek.
 

Wyróżnia się dzwonnica od św. Mikołaja w stylu weneckim, 55 metrów 

Dużo tu różnych "naj": jedna z najwyższych i najpiękniejszych dzwonić na wschodnim wybrzeżu Adriatyku, jedna z najstarszych stoczni oraz najlepsza szkoła marynarzy z uczniami przysyłanymi przez cara Rosji, to też najdzielniejsi marynarze, najsłynniejszy kartograf tego rejonu o najzacniejszym nazwisku: Grubas.
 
 
Matija Zmajević (1680-1735), Marko Martinović (1663-1716) i Tripo Kokolja (1661-1713)
 

A zwieńczeniem tego są - niczym wisienki na torcie - dwie wysepki: Sventi Djordie i Gospa od Skrpjela (usypana jako wotum żeglarzy; w Kościele obraz Matki Bożej słynący łaskami, który to wybrał właśnie to miejsce).

 

Kościół Matki Boskiej Skalnej – Gospa od Śkrpjela

Gospa od Śkrpjela. Jedyna sztucznie usypana wyspa w okolicy. 
Wyspa Umarłych. Jest na niej cmentarz, klasztor benedyktynów z kościołem św. Jerzego z XIIw.

 Szkoda, że popłynęli na nie beze mnie. Mam wiele zalet, ale niestety amfibią nie jestem. 

W Dobrocie kolejny postój, tym razem na przepyszną riblją juhę


Koniec końców dotarliśmy do Kotoru. Cóż, jedynie kotorskie koty mogły by próbować konkurować z "duchem" Risanu, mury pewnie też, tylko że są już one bardziej oblegane. Zatłoczone przez różnych maści turystów, często posługującej się «Русскому языку» lub wysiadających tłumnie ze "statków - potworów" wielkości bloku.

Olbrzym przytłacza stare miasto

 



Stare miasto ma kształt trójkąta przylegającego do skał i murów obronnych z dwóch stron zamkniętego wodą, czyli portem i rzeczką Śkurda. Nie wiem czemu, ale subiektywnie patrząc mury Kotoru maskujące się idealnie w zboczu góry spodobały się nam bardziej, niż mury Dubrownika. Tym bardziej, że nigdy nie poddały się Imperium Osmańskiemu.

Wieża cerkwi Matki Boskiej od Zdrowia w obrębie murów obronnych z 1500 r.

Cerkiew św. Mikołaja, wzniesiona w 1910 r. w stylu serbsko-bizantyjskim.

Romańska Katedra pod wezwaniem Świętego Tryfona (Tripuna).

Mury w okolicy Bramy i Bastionu Gurdić

Zresztą później pojechałam na półwysep Lustica, który ponoć jest mocno rozkupiony właśnie przez Rosjan.


Po takich podbojach nadszedł czas na finisz - Czarnogórę. Końcówka jak na Nubirkę była imponująca – bo wjechałam bardzo wysoko…. Naprawdę, byłam wyżej niż bieszczadzkie połoniny.  
 

 
A jaką serpentyną jechałam… marzenie. Podobno budowniczy był zakochany w miejscowej księżniczce i postanowił drogą na skale wypisać jej inicjały.  Ile w tym prawdy, nie wiem, ale serpentyna jest wspaniała. Trzeba powiedzieć, że Czarnogóra zrobiła na mnie wielkie wrażenie. 
 
 

 Z zakrętu w zakręt wjeżdżałam coraz wyżej i wyżej, najpierw pojawiła się Bocca Kotorska i  maskujące się mury miasta Kotor, które wytrwale zdobyli dzień wcześniej [ciekawe po co, skoro jadąc ze mną wjechali wyżej]. Potem ukazywały się kolejne fragmenty Boki Kotorskiej, miejsce przez które jechałam, do tego intensywnie błękitne niebo …
 
 
widać zatokę i góry Vrmac, za którymi leży Tivat


 Panorama z najpiękniejszej górskiej drogi Bałkanów...I tak wtarabaniłam się na ponad 1500 m. n. p. m, na świętą dla Czarnogórców górę Jezerski vrh (1657 m n.p.m.). Tam zajęłam strategiczne miejsce na parkingu, a oni weszli wyżej do mauzoleum władcy – filozofa Piotra II Petrowicia-Niegosza, który na domiar wszystkiego wiosną 2013 roku został ogłoszony świętym.

 


  Jezerski vrh (1657 m n.p.m.) - na szczycie mauzoleum Piotra II Petrovića Njegoša. Wejścia do środka strzeże brama, a przy niej stoją dwa duże posągi kariatyd z czarnego granitu (postacie Czarnogórek – matki i córki). Pod czas naszej wyprawy wszystko było w rusztowaniach i remontowym kurzu.

do mauzoleum -  prowadzi wydrążony w skałach tunel składający się z 461 schodów.  



 Piotr II Ptrovič - Njegoš najsłynniejszy władca i poeta Czarnogóry, początek  XIX w. Gdyby mógł wstać i podejść do krawędzi swego mauzoleum zobaczyłby albański brzeg Szkoderu, Boccę Kotorską, Adriatyk pod swymi stopami.


 Stamtąd już mniejszymi zakolami dojechałam do starej stolicy – Cetinje. Miasto leży na płaskowyżu u stóp Lovčenu. W 1482 roku kniaź Ivan przeniósł swoją stolicę do wybudowanego w mieście pałacu. Dwa lata później zakończyły się prace nad budową potężnego monasteru Narodzenia Matki Bożej. Cetinje ukryte wśród gór -  pozostało stolicą aż do 1918 roku. A mnie zauroczyła historia córek ostatniego władcy Mikołaja. Okazuję się, żeby zdobyć wymarzoną koronę konieczne jest posiadanie czterech pięknych córek. W ten sposób dwie zostaną wydane za wielkich książąt rosyjskich, jedna zostanie królową Włoch a czwarta - królową Serbii. Sojusze zagwarantowane, poparcie też. Sprytne!

 

Pałac Mikołaja

 

Monaster Narodzenia Matki Bożej- siedziba władyków.Niestety nie można było robić zdjęć.
 
Najważniejszym budynkiem historycznej stolicy Czarnogóry jest Monaster Cetyński p.w. Narodzenia Matki Bożej - m.in siedziba władyków. Pierwszy klasztor pod tym wezwaniem został wzniesiony przez Ivana I Crnojevicia w 1484 r. Obiekt ten uległ niemal całkowitemu zniszczeniu w czasie najazdu wojsk osmańskich w 1692 r. W 1701 roku władyka Daniel I wzniósł nowy monaster, pod tym samym wezwaniem co poprzedni.

 Dalej droga poprowadziła nas przez nadmorską Budvę, aby dotrzeć do klimatycznego Starego Baru.



 Starówka Budvy (Stari Grad) jest niewielka, wybudowana za czasów weneckiego panowania. Na jej obejście będziemy potrzebowali ok. 2 godzin spokojnego spaceru plus prawie drugie tyle na zwiedzenie kościołów i cerkwi.

 

Cerkiew Św. Trójcy z 1804 r.  Charakterystyczny korpus w biało-różowe paski.
Łatwość zwiedzania Budvy polega na tym, iż trzy ważne świątynie stoją praktycznie obok siebie, a dodatkowo obok wejścia do budvańskiej twierdzy.


 Z symbolem miasta Budvy wiąże się ciekawa legenda, która tłumaczy nazwę miasta.

"Niech jak jedno będą dwoje" [budu dva] = dwie splecione ze sobą ryby

 W Budvie cześć załogi przeżyła przesyt zwiedzaniem, dobrze że mieli mnie - NUBIRKĘ - inaczej nic już by nie zobaczyli.

 


 A tak proszę - Sveti Stefan - półwysep, połączony z lądem piaszczystą mierzeją. Całość otoczona jest murami obronnymi z XV-XVI w. Urządzono tam ekskluzywny hotel.

 

Wieża zegarowa z 1753 roku, zachowały się tu pozostałości ok. 240 domów, pałaców i świątyń.
 

 Albo jeszcze dalej opuszczony Stary Bar - datowany na VI w. w tle Rumija pasmo w Górach Dynarskich.


Byliście kiedyś w zupełnie opuszczonym, całym mieście? Miasto zostało opuszczone w 1878 r. w czasie wojny rosyjsko-tureckiej. Pośród ruin zobaczymy kilka budowli, takich jak wieża zegarowa, dawny pałac biskupów z XII wieku, czy cerkiew. Na miejscu są masywne mury, brukowane uliczki i wiele naprawdę uroczych zakątków. 

 

Brama z XI w.- do opuszczonego miasta, mury miało solidne.

 Na zewnątrz murów, zachował się meczet Omerbašića XVIIw.- do Albanii już blisko,  ale ona musi czekać na inną podróż.


 Przed powrotną podróżą pozwoliłam im trochę poleniuchować na kamienistej plaży nowego Baru.


Pożegnałam morze i Jadrankę, aby po grobli jeziora Szoderskiego [ha ha ha widziałam je wcześniej z góry!] dotrzeć do wąwozu rzeki Moraca.

Szkoderskie Jezioro - największe na Bałkanach. Położone jest na granicy Czarnogóry i Albanii w zagłębieniu depresyjnym


 Wąwóz rzeki Moraca jest fantastyczny, choć od kierowcy wymaga koncentracji.

 

Drogą E65 wiedzie malowniczym kanionem rzeki Moraca. Droga prowadzi zboczem po skalnej półce, co chwilę znikając w jednym z kilkudziesięciu tuneli wybudowanych czy raczej wykutych w skale.
 


 Imponująca trasa poprowadzona w wąwozie: długości ok. 45 km, 32 tunele,  jazda po półce wykutej w skale, przepaście, głębokość sięga w tym miejscu ok. tysiąca metrów, ciemność w nieoświetlonych tunelach, które sobie zakręcają… i wyobraźcie sobie Tiry, które też tędy jadą, ponieważ to droga E65/E80 do granicy z Serbią ;) 

 


Nie dziwie się, że na każdym wolnym miejscu był wymalowany numer do auto – naprawy.

 



 Bałkański Tour zaczął zbliżać się do końca. Pozostał jeszcze przejazd przez Serbię - kolejne bałkańskie państwo. Tym razem takie, które nie ma dostępu do Morza Adriatyckiego.  Aby powrót nie był nudny, zawiozłam ich jeszcze w góry Tara, aby mogli sobie pojeździć serbską, zakręconą kolejką. Więcej o tym cudeńku na wąskich szynach w osobnym wpisie: Mokra Góra - kolejka wywija ósemki  

 


Granica serbsko - bośniacka w Górach Tara.


 

A jakie mieli miny - gdy padniętych po całym dniu - dowiozłam wieczorem na nocleg do pseudo-zamku. Obawiali się, że na pustkowiu przez który jechaliśmy - będą po ciemku rozbijać namioty. A ja jechałam, jechałam, aż pokazałam im ten zameczek pośrodku kukurydzy. Nie powinno to dziwić, bo kukurydza to dominujący produkt uprawiany przez serbskich rolników. Na nasze szczęście był apartament: sypialnia - salon, w którym spokojnie przespało się czworo osób. Do tego w przystępnej cenie.   
 

 To był prawie koniec moich przygód. Jedynie granica serbsko – węgierska nas przystopowała. Kolejka na wjazd do UE była na 2 - 3 godziny z dokładną kontrolą. Na pożegnanie zobaczyliśmy jak mój kultowy, bałkański krewniak – JUGO – przed samą odprawą wyzionął ducha.
 

 W skrócie moja trasa wyglądała tak:

Lipownica- przejazd przez Budapeszt - Tušilović Chorwacja [nocleg] - Jeziora Plitvickie - Gračac [nocleg] - Szybenik - Seget Vranjica [noclegi i plaża] - Split - Medziugorie, Bośnia i Hercegovina [nocleg na kampingu] - Wodospady Kravica - Počitelj miasteczko z meczetem z XVI w i medresą: - Mostar – Blagaj: dom derwiszów nad Buną; podziemną rzeką [nocleg na kampingu] - Trebinje bazar - Dubrownik [góra Srd 412 mnpm] Chorwacja - Cavtat [noclegi i betonowa plaża] - Herceg Novi Czarnogóra - Risan rzymskie mozaiki - Perest wysepki – Dobrota - Bjelila na półwyspie Lustica [noclegi i ryba od rybaka] - plaża Radovici - Kotor - serpentyna nad Kotorem - Lovćen mauzoleum Piotra II Petrowicia-Niegosza: góra Jezerski vrh (1657 m n.p.m.) - Cetinje dawna stolica Czarnogóry - Budva - Sventi Stefan wysepka z hotelem - Bar [nocleg i plaża z dużymi kamieniami] - Stari Bar /wymarłe miasto/ - groblą przez Jezioro Szoderskie  - wąwóz rzeki Moraca - Bijelo Polje [nocleg] - Zlatarsko Jezero Serbia - Mokra Góra /kolejka wąskotorowa/ - okolice Koceljeva [nocleg w pseudo-zamku] - tranzyt przez Węgry i Słowację do Krosna.

Czas: od 24- 08- 2013  do 06 - 09 - 2013 roku.

Po więcej szczegółów zapraszam do innych moich wpisów 

O Dubrowniku znajdziesz szczegółowe wiadomości - tu     

O Bocce Kotorskiej znajdziesz szczegółowe wiadomości - tu

O Czarnogórze  znajdziesz szczegółowe wiadomości - tu

O Bośni i Hercegowinie  znajdziesz szczegółowe wiadomości - tu

O górskiej kolejce wąskotorowej na granicy Serbii i Bośni znajdziesz wiadomości tu

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Portugalskie azulejos - mozaikowy świat z przewagą bieli i błękitu

Wybrzeże Łotwy - pięknie i pusto.

Szlak Graniczny: Wetlina, Rabia Skała, Rawki

Lizbona bardzo krótka wizyta

Z wizytą w Fatimie.

Ryga - z dachowym kotem i kogutem w tle.

Stacja marzeń - Dworzec Sao Bento