Powolnie umiera: ten, kto nie podróżuje, ten, kto nie czyta,
Ten, kto nie słucha muzyki. Ten, kto nie obserwuje.
Podlaski Przełom Bugu
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
-
Rzeka Bug towarzyszyła mi od dzieciństwa, zwłaszcza u swego ujścia... Wielokrotnie pływałam tam na żaglówce, biwakowałam wśród łąk i pól... Jako trzylatka przeżyłam wywrotkę na małej żaglówce typu bratek przy brzegu Kań Polskich. Innym razem, przy dość dobrym stanie wód, dopłynęliśmy na żaglu pod Wyszków. Teraz przyszedł czas na jego przełomy w historycznych granicach Podlasia. Zwłaszcza jego graniczny odcinek kusił swoją niezwykłością. Tuż przed wyjazdem odkryłam, że to skrawek przedrozbiorowego Wielkiego Księstwa Litewskiego, który znalazł się w obecnych granicach Polski. Był jeszcze jeden plus: gdy wszyscy rzucili się "zapominać" o obostrzeniach pandemii nad polskie morze i góry, tam był spokój, cisza, intensywność zieleni, mnogość boćków i najkrótsze noce w całej Polsce.
Park Krajobrazowy „Podlaski Przełom Bugu” obejmuje najpiękniejsze i
najcenniejsze fragmenty doliny Bugu. Jest usytuowany na terenie 8 gmin,
od strony południowej gminy Terespol, Zalesie, Rokitno, Janów Podlaski,
Konstantynów, Sarnaki, Platerów i Łosice, między dwiema rzekami od
strony południowej rzeką Krzna w Neplach i od północnej rzeką Toczna
koło Drohiczyna.
Ładnie napisane, ale ile osób zna ten region? Ile osób pochwaliło się bytnością w tym miejscu? Łatwo się domyślić, że nie wiele jest takich osób. Aż dziw, że takie miejsce się jeszcze uchowało, choć jest opisane w przewodniku Polska Egzotyczna. Cześć II. Wydawnictwa Rewasz.
Opisane jest szczegółowo, ale pozostaje na uboczu. Trudno się dziwić, przecież to tzw. Ściana Wschodnia. Niby tak, ale na tle innych, wschodnich okolic, nadal pozostaje cicha, spokojna, z rzadka zauważona. Dodatkowo mamy tu galimatias geograficzno-administracyjny: Podlaski Przełom Bugu, ale w obecnym województwie lubelskim. Klinem wcina się województwo mazowieckie. W ten sposób opisy najważniejszych atrakcji danych województw nie wspominają o tym skrawku historycznego Podlasia.
Choć za bazę wypadową został wybrany Pratulin, to jednak zacznę opis wzdłuż brzegów Bugu, do tego pod prąd. Ponoć wszystkie drogi na Podlasiu wiodą w to miejsce:
Drohiczyn, widok z Góry Zamkowej
Drohiczyn
Najprościej określić historyczną stolicę Podlasia dość pieszczotliwie: urocze maleństwo. Maleństwo z własną Górą Zamkową, dumnie wznoszące się nad Bugiem, z bardzo bogatą historią a obecnie ze stolicą biskupią.
Kościół Katedralny pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej i zabudowania pojezuickie
Pierwotny kościół został zbudowany dzięki szczodrości Władysława Jagiełły w 1392 roku. W 1657 roku parafię przekazano zakonowi jezuitów, którzy po 1696 roku rozpoczęli budowę nowego, orientowanego kościoła w stylu barokowym z funduszy gwardiana o. Aleksandra Żardeckiego. W XVIII wieku w kościele odbywały się wojewódzkie i ziemskie sejmiki szlachty podlaskiej. Po kasacji zakonu jezuitów, w 1773 roku, parafię przekazano, w 1781 r., zakonowi pijarów.
Kościół został zniszczony podczas I wojny światowej, w latach 1914–1918, i odbudowany w 1919 roku. Świątynia została ponownie poważnie zdewastowana wiosną 1940 roku, przez wojska rosyjskie. Zniszczono wtedy 14 barokowych ołtarzy, dębowe konfesjonały i ławki, barokową ambonę, epitafia miejscowej szlachty i liczne obrazy.
Po odbudowie powojennych zniszczeń, kościół został podniesiony do rangi Katedry Diecezji Drohiczyńskiej, ustanowionej w 1991 roku. Bezcenne skarby znajdujące się w Drohiczyńskiej Katedrze uległy zniszczeniu podczas II wojny światowej.
Do czasów obecnych we wnętrzu zachował się późnogotycki krucyfiks z przełomu XVI i XVII wieku,
XVIII-wieczna barokowa rzeźba Chrystusa Zmartwychwstałego, późnorenesansowa chrzcielnica w kształcie kielicha z początku XVII wieku, rokokowa monstrancja z 1786 roku, oraz obrazy z pierwszej połowy XVII wieku – Świętej Trójcy w ołtarzu głównym i Zwiastowania w nawie bocznej. /http://www.drohiczyn.pl/
Tron Łaski, na Podlasiu zwany Świętą Trójcą Prostyńską, rokoko XVIIIw.
W podziemiach Katedry Trójcy Przenajświętszej dawniej chowano wojewodów i kasztelanów podlaskich.
Obecnie spoczywają: biskup piński, ks. Kazimierz Bukraba, ks. kan. Jan Wasilewski, wikariusz generalny diecezji pińskiej i ks. Władysław Jędruszuk, pierwszy biskup drohiczyński.
Kilka kroków od Katedry zejdziemy z wzgórza katedralnego, aby wdrapać się na
Górę Zamkową
Góra Zamkowa była przed wiekami elementem siły dawnych włodarzy tego grodu, którymi na przemian byli książęta ruscy, litewscy i mazowieccy. Stąd gród był przez wieki przedmiotem politycznych rozgrywek i dynastycznych sporów. Na wałach drohiczyńskiej twierdzy rozpoczynały się wzloty i upadki świetności książąt i władców. Dzisiaj Góra Zamkowa to punkt widokowy na niezwykle malowniczą dolinę rzeki Bug. Po drohickim zamku, który wznosił się na tym miejscu przed wiekami, nie pozostał żaden ślad. Prace archeologiczne prowadzone w 2012r. pozwoliły odkryć zarys jego kamiennych fundamentów. /http://www.drohiczyn.pl/
Na szczycie obelisk wzniesiony w X rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę.
To idealny punkt widokowy, można z niego zejść i obejrzeć górę — wizytówkę znad zakola Bugu. Miasteczko prezentuje się imponująco. Łatwo sobie wyobrazić, dlaczego zachwycił pierwszych budowniczych średniowiecznych grodów. Równie pięknie prezentuje się z pokładu promu, który jest napędzany siłą ludzkich rąk. Przeprawa promowa na rzece Bug łączy jej północny brzeg poniżej Drohiczyna z południowym brzegiem przy wsi Bużyska w gminie Korczew. Może być atrakcją samą w sobie lub skrótem pod czas rowerowych wypraw. Przeprawa jest bezpłatna.
Na rynku znajdziemy kiosk z pamiątkami i planem miasta, który jest bezpłatny.
Do ciekawostek wartych zobaczenia można zaliczyć:
Wystawę starych motocykli
Na parterze murowanego budynku, położonego na terenie Parku Historyczno-Kulturowego, znajduje się wystawa starych motocykli. Obejmuje ona kilkadziesiąt eksponatów pochodzących z Polski i różnych krajów Europy. Najstarsze motocykle pochodzą z początku XX wieku. Prawdziwą perełką, przyciągającą uwagę turystów jest Sokół 1000, polski motocykl, rzadko spotykany na tego typu wystawach. Na uwagę zasługuje także kolekcja, przywiezionych z różnych zakątków świata, tablic rejestracyjnych. Wystawa ma charakter stały i ciągle poszerza się o nowe eksponaty.
i jedyne w Polsce:
Muzeum Kajakarstwa, Nadbużański Park Kulturowo–Historyczny „BUG POGRANICZE KULTUR I RELIGII”
Muzeum istnieje od 2013 roku. Na wystawie możemy obejrzeć ponad 100 eksponatów, w tym ponad 20 kajaków polskich i zagranicznych z których najstarsze pochodzą z lat 50-tych i 60-tych. Wśród eksponatów znajduje się również osprzęt kajakarzy, kapoki, wiosła, wydawnictwa, pamiątki i inne przedmioty związane z turystyką kajakową.
Na ścianach widnieją fotografie starych eksponatów, spływów
organizowanych w naszym regionie, materiały klubów kajakowych oraz
publicystyka odnosząca się tematycznie do muzeum. /http://www.muzeumkajakarstwa.pl//
Wstęp bezpłatny
Organizują też spływ - 500 kajaków na Bug. A od 15 lipca 2020 roku miejsce rozszerzyło swoją ofertę np. o symulator kierowania kajakiem. W powiecie siemiatyckim jest wiele intrygujących miejsc, nie wszystkie są związane z opisywaną Rzeką. Za nim przejedziemy przez most w Siemiatyczach, warto skoczyć na chwilę na
Świętą Górę Grabarkę
To dobre miejsce na odwiedzenie w roku pandemii - zarazy. Grabarka zasłynęła z cudu w 1710 r. podczas epidemii cholery, w wyniku którego utworzono kaplicę. Wcześniej była znana pod wieloma nazwami: Moszczona, Sumińszczyzna, uroczysko Trościaniec
Pierwsza (udokumentowana) cerkiew powstała w tym miejscu w latach 1884-95. Służyła przez wiele lat jako cerkiew cmentarna, a poza świętem Przemienienia Pańskiego, większe nabożeństwa odprawiano tutaj kilka razy do roku. W czasie II wojny światowej nie uległa zniszczeniu i stała się zalążkiem przyszłego założenia klasztornego. Za datę powstania Klasztoru i początek budowy nowych obiektów, można przyjąć 19 sierpnia 1947 r, wtedy to w święto Przemienienia Pańskiego odbyło się spotkanie Arcybiskupa Tymoteusza z zakonnicą Marią Komstadius, w wyniku którego Arcybiskup podjął decyzję o założeniu żeńskiej gminy klasztornej pw. Św. Marty i Marii na Św. Górze koło wsi Grabarka.
Oryginalna cerkiew pw. Przemienienia Pańskiego uległa całkowitemu zniszczeniu w wyniku podpalenia w 1990 r, Po pożarze przystąpiono do jej odbudowy i w 1998 r. Metropolita Sawa konsekrował nową świątynię. Obecnie Św. Góra Grabarka to najważniejsze miejsce kultu religijnego wyznawców prawosławia w Polsce./http://podlasie.siemiatycze.pl/
zdjęcie wykonane za zgodą
Od 2000r na Świętej Górze znajduje się Iwierska Ikona Matki Bożej napisana na Świętej Górze Atos, podarowana na pamiątkę 2000 lat chrześcijaństwa.
Oczywiście — pierwszym skojarzeniem z tym miejscem jest obraz: góry z mnóstwem krzyży. To prawidłowe skojarzenie. Jest ich prawdopodobnie ok. 7 tysięcy, a może i więcej. Trudno jest je policzyć.
Na wielu krzyżach widnieje napis: "SPASI I SOCHRANI" - "Zbaw i zachowaj"
Historia stawiania krzyży sięga XVIII wieku, gdy wrogie armie niejednokrotnie przemierzały Podlasie. Rabunki, porwania, samosądy, agresja i nienawiść były codziennością. Wraz z oddziałami żołnierzy nawiedziła tereny Podlasia klęska morowego powietrza.
Krzyż A.D 2020 _ "NIKA"- "Zwycięzca".
Zaraza dotarła do wsi i miast położonych w sąsiedztwie Świętej Góry Grabarki-
do Siemiatycz, Mielnika, Drohiczyna. Szczególnie obfite żniwo zebrała
ona w okolicach Siemiatycz. Epidemia dotknęła tysiące mieszkańców. Wiele
wsi całkowicie wyludniło się, a kto miał siłę, uciekał z zagrożonych
terenów. Wtedy pewnemu starcowi z siemiatyckiej parafii zostało objawione we
śnie, że ludzie mogą uchronić się przed epidemią tylko w jednym miejscu,
na wzniesieniu położonym na uroczysku Suminszczyzna, które z czasem od
nazwy pobliskiej wsi, zaczęto nazywać Grabarką. Na święte miejsce ludzie
mieli podążać z krzyżem i modlitwą. Ci, którzy uwierzyli i zdołali tu
dotrzeć, zostali uratowani. Z zapisków kroniki parafii siemiatyckiej i
kroniki klasztornej dowiadujemy się, że na Świętej Górze zgromadziło się
wówczas 10 tys. wiernych. /http://www.grabarka.pl/
Początkowo nie planowano organizowania parafii bądź klasztoru, a wybudowano jedynie świątynię – wotum wdzięczności. Jak łatwo zauważyć - wyszło inaczej.
U podnóża Góry znajduje się cudowne źródełko.
To właśnie ci, którzy tu umyli się i napili się wody, zostali ocaleni z epidemii cholery w 1710 r. Do dziś ludzie przychodzą tu i obmywają swoje chore i obolałe miejsca, piją wodę ze studni i zabierają ją do domów. W 1910 r., w dwusetną rocznicę, cudu zbudowano nad źródełkiem okrągłe zadaszenie. Obecnie studnia otoczona jest nową kapliczką z 2001 r. /http://www.grabarka.pl/
Z Grabarki możemy wrócić do mostu w Siemiatyczach i tam obejrzeć posągi sfinksów, które strzegą nieistniejącego pałacu oraz cerkiew i dawną bożnicę.
Innym wariantem jest przeprawa promowa w Mielniku. To mało znane miejsce było kiedyś ważnym ośrodkiem miejskim. Ma swą górę zamkową z grodziskiem z XI-XII wieku i dobrze widoczną fosą. Wznosi się ponad 80 m nad poziom rzeki Bug, dodatkowo punkt widokowy, ruiny kościoła p.w. Trójcy Świętej, ufundowanego przez samego Wielkiego Księcia Witolda w XV w., a spalonego w 1915 roku. Warto się tam wspiąć choćby po to, by rzucić okiem na przepiękną panoramę doliny Bugu. Świadectw wielkości jest sporo: kościół, barokowe wota, cerkiew, synagoga ... Jest też możliwość zwiedzenia kopalni odkrywkowej kredy. Dowiemy się, że od kredy (ros. mieł) pochodzi etymologia nazwy Mielnik.
Odkrywkowa kopalnia kredy jest jedyną tego typu kopalnią czynną obecnie w Polsce. Początki eksploatacji kredy w Mielniku datuje się na wiek XVI. Wydobywano ją początkowo do celów budowlanych metodą tzw. "biedaszybów". Aż do roku 1952 było to wydobycie ręczne wykorzystywane wyłącznie dla potrzeb okolicznych mieszkańców. Od połowy XX wieku rozpoczęto eksploatację na skalę przemysłową. Dziś roczne wydobycie kredy wynosi około 80 tys. ton. Cały teren kopalni jest najlepiej widoczny od strony ulicy Duboisa (Taras Widokowy).
www.mielnik.com.pl
Przeprawa promowa Mielnik— Zabuże czynna codziennie od 01 maja
do 02 listopada w godz. 06:00 - 20:00 (ostatni kurs z Mielnika o godz.
19:40). Telefon do przewoźnika promu: 500 390 864. Opłaty nie są
wygórowane, w sezonie 2020 to 2zł osoba, 3zł rower, motocykl, 5zł
samochód do 6ton. Wspomnę tylko, że prom działa siłą ludzkich mięśni.
Okres świetności Mielnika przypada na
czasy panowania Jagiellonów. Zamek mielnicki w początkach XVI wieku
stanowił wspaniałą rezydencję
królewską. Na zamku gościł Kazimierz Jagiellończyk, na koronę oczekiwał
książę Aleksander i Zygmunt zwany Starym. Tu został podpisany w 1501
roku akt unii mielnickiej i nadane przywileje mielnickie. Pobyty
monarchów stawiały Mielnik w pierwszym rzędzie miast litewskich. W
1569r. Mielnik wraz z województwem podlaskim zostaje wcielony do Korony
Polskiej. Dziś trudno w to uwierzyć, że współczesne wioski
nadbużańskie, usytuowane w miejscu, gdzie Bug przestaje być rzeką
graniczną z Białorusią - były kiedyś znamienitym miastami. Dotyczy to
nie tylko Mielnika, ale pobliskiego Niemirowa.
Jeśli ktoś lubi klimat nieskażonych nowoczesnością miejsc, to warto przejechać z Mielnika do Niemirowa. W Niemirowie, który był dawniej miastem, jest obecnie przeprawa promowa Niemirów - Gnojno. Zawsze warto sprawdzać: czy działa. Ludność Niemirowa od pradawnych czasów parała się flisactwem. Bugiem spławiano
zboże do Gdańska. W czasie zaborów był tam trójstyk granic. Patrząc na współczesne mapy, Niemirów jest pierwszą miejscowością, która leży po prawej stronie Bugu w granicach naszego państwa. Niecały kilometr od dawnego rynku stoi słupek graniczny nr 1346, przy którym granica przestaje być wytyczona na Bugu. Można tam znaleźć tzw. zęby Stalina.
Mój wpis będzie dalej przebiegać właśnie wzdłuż tej granicy na południe.
Po lewej stronie w Gnojnie - jest dużo miejsca do biwakowania, znajdziemy też wiaty, punkt trasy Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo i kamień pamiątkowy Szlaku Kościuszkowskiego. Można też zajrzeć do kościółka św. Antoniego, który wzniesiono w końcówce XIX w. jako prawosławną cerkiew św. Praksedy.
Punkt widokowy na skarpie w okolicy Gnojna
Wytrawne oko znajdzie kilka ciekawych miejsc z lokalnymi specjałami: np. z podlaskim winem Korol czy Ziołowy Zakątek. Niektórych zdziwi, że we wsi Borsuki Zaścianek jest mocno wypasionym przybytkiem. A artystę możną spotkać tu co krok. Instalacje po Festiwalu Landart, przełamującą stereotyp wsi, także. W całej okolicy aż roi się od bocianów. Szczególnie upodobały sobie dawną wioskę książęcą Stary Bubel, gdzie ich gniazda znajdują się co drugi słup, a nawet jeden za drugim.
Pobliskie łąki wyglądają tak, jakby cały czas odbywał się bociani sejmik. Wokół dużo drewnianej zabudowy.
Zatrzymujemy się przed niewielką drewnianą świątynią p. w. św. Jana Ewangelisty, wzniesionej jako cerkiew unicka, następnie użytkowana przez parafię prawosławną oraz parafię neounicką.
Niegdyś, teren otaczający kościół pełnił funkcję cmentarza, dzisiaj odnajdujemy tam kilka śladów dawnych nagrobków. Droga miedzy nadbużański wioskami leżąca na terenie Parku Krajobrazowego Podlaskiego Przełomu Bugu sprawia, że człowiek myśli, że udało mu się przenieść w czasie.
Janów Podlaski
Janów Podlaski to obecnie mała miejscowość będąca siedzibą gminy. Mało osób wie, że już w XV wieku stał tu zamek biskupów i dwa kościoły. Nazwa Janów pochodzi od biskupa łuckiego Jana Łosowicza, który przeniósł rezydencję biskupią z Łucka do Janowa. Miasto nazywane było Janowem Biskupim, a dopiero później Janowem Podlaskim. Herbem miasta stały się kielich i hostia. Czas największej świetności Janowa przypada na wiek XVI. Ostatnim biskupem łuckim urzędującym w Janowie był Adam Naruszewicz, który spędził tu ostatnie lata życia. Zmarł w 1796 roku i został pochowany w krypcie kolegiaty Świętej Trójcy. Po jego śmierci władze zaboru rosyjskiego zniosły biskupstwo.
Pomnik biskupa, poety, historyka Naruszewicza w Kolegiacie
W 1818 r. Janów Podlaski stał się ponownie siedzibą biskupów, tym razem
nowej diecezji podlaskiej. Za liczny udział mieszkańców w powstaniu
styczniowym władze carskie zlikwidowały diecezję podlaską, a Janów w
1869 r. utracił prawa miejskie. W 1874 r. w święto patrona spraw beznadziejnych - św. Judy Tadeusza doszło do walk unitów z carską siłą porządkową. Wydarzenia te zostały nazwane "krwawymi nieszporami janowskimi". XIX wiek to powolna utrata znaczenia miasta. Iskierką dawnej świetności były próby z szybowcami i lotniami - naszego asa przestworzy: Czesław Tańskiego. Janów ponownie odzyskał status miasta po
odzyskaniu niepodległości w 1918 r. i utrzymał go do II wojny
światowej.
Zespół Pokatedralny
Wielki Książę Litewski Witold w 1428 r. ufundował kościół i uposażył we wsi Porchów, którą biskup łucki, Jan Łosowicz, od swego imienia nazwał Janowem. Obecny kościół parafialny murowany, budowę rozpoczął w 1714 r. Bp łucki Aleksander Wyhowski, dokończył zaś Bp Stefan Bogusław Rupniewski i dnia 30. XI. 1735 r. konsekrował. W 1741 r. podniesiony został do godności kolegiaty a w 1818 r. do godności katedry.
W wystroju wnętrza zwraca uwagę dwanaście ośmiobocznych płócien ze szkoły Franciszka Smuglewicza.
Świątynia ma dwie wieże i trójnawowe wnętrze.
Warto zwrócić uwagę na zabytkowe w otoczenie kościoła Św. Trójcy: murowaną dzwonnicę z 1745 r., gmach dawnego Seminarium Duchownego z połowy XVIII wieku, park z grotą słynnego biskupa. Do groty z polnego kamienia wiedzie aleja lipowa.
zachowały się tylko oryginalne oficyny
Zamek biskupi pochodzący z lat 1770-80 niedawno odrestaurowano, obecnie mieści się w nim prywatny hotel.
Zespół podominikański: Kościół
Św. Jana Chrzciciela w stylu klasycystycznym z lat 1790-1801,
przebudowany na cerkiew w 1874 r., z tego samego czasu obok dzwonnica w stylu bizantyjskim oraz plebania z końca XIX
wieku. W obrębie zespołu znajdują groby żołnierzy polskich z wojny polsko - bolszewickiej 1920 r.
W centrum Janowa znajdziemy ciekawostkę – również historyczną – a mianowicie najstarszą stację benzynową w Polsce. Różowe, ręczne dystrybutory paliw firmy Temper Extakt z 1928 r. działały do końca lat 70. ubiegłego wieku. /krainabugu.pl/
Miejscowe wróble ćwierkają, że benzynę z nich czerpał nawet szofer prezydenta Ignacego Mościckiego. Nie było to proste zadanie, ponieważ za pomocą ręcznej pompy należało na przemian napełniać dwa pięciolitrowe zbiorniki.
Dalej miłośnicy drewnianej zabudowy znajdą sporą ilość dobrze zachowanych zabytkowych domów drewnianych, zwłaszcza wzdłuż drogi do Pratulina.
Obecnie Janów Podlaski kojarzony jest głównie ze stadniną koni
arabskich, choć stadnina wbrew nazwie znajduje się we wsi Wygoda, około 2
km od Janowa.
Stadnina Koni Arabskich - Wygoda k. Janowa Podlaskiego
Historia stadniny była właściwie taka jak historia Polski – przeżywała
swoje wzloty i upadki, swoje dobre i złe momenty. Fakt jest jednak taki,
że jest to najstarsza państwowa stadnina koni w Polsce, jedna z
najpiękniejszych i na pewno najbardziej znana na całym świecie.
Zabudowania stajenne, zwłaszcza te najbardziej charakterystyczne – Stajnia Czołowa i Zegarowa, zostały zaprojektowane przez słynnego architekta Marconiego.
Niestety w dobie pandemii COVID-19 Stadnina była zamknięta dla zwiedzających. Pozostanie ją odwiedzić w innych okolicznościach przyrody.
na horyzoncie :)
Przejechaliśmy tylko przez słynną bramę, zrobiliśmy nawrotkę, a gdzieś na horyzoncie zamajaczyły stajnie i konie.
Pratulin
Pratulin to miejsce, które już od samego brzmienia nazwy mnie zainteresowało. Gdy usłyszałam propozycje, że tam moglibyśmy się zatrzymać, bez sprawdzania na mapie wybrałam Pratulin. Na miejscu okazało się, że był to słuszny wybór. Miejscowość usytuowana nad samym Bugiem, w rejonie granicznym /Straż Graniczną widywaliśmy często/. Miejsce, aż krzyczące historią. Do tego miejsce uświęcone. Trudno byłoby go pominąć.
Zanim w skrócie przybliżę historię miejsca, wspomnę tylko o kilku turystycznych aspektach. To naprawdę mała miejscowość, dla tych co lubią być z daleka od dużych skupisk.
Mała, ale zadbana. Zamiast sklepów pola obsiane zbożem, rechot żab, klekot bocianów i czapli.
Na bazę noclegową składa się kilka gospodarstw agroturystycznych, często usytuowanych nad samym Bugiem. Jest też nowy Dom Pielgrzyma dość ładnie zaaranżowany. Dzięki niemu baza noclegowa znacznie zwiększa swoje propozycje w wysokim komforcie. Inną zaletą jest kawiarnio - restauracja. Miejsca, gdzie można zjeść smaczny posiłek, nie należą do częstych w tej okolicy. W sąsiedztwie znajdziemy:
Obiektem kultu w Sanktuarium w Pratulinie są relikwie błogosławionych męczenników zamordowanych w 1874 r. w obronie wiary. Złożono je w bocznej kaplicy kościoła parafialnego w specjalnie przygotowanej do tego urnie. Zanim jednak tam trafiły, leżały w pobliskim lesie. W nim zostali rozstrzelani obrońcy kościoła.W dniu 24 stycznia 1874 r. wojsko kozackie otworzyło ogień do parafian modlących się przed świątynią. Akt ten rozpoczął serię prześladowań, które nastąpiły w związku z kasatą unickiej diecezji chełmskiej i przymusowym podporządkowywaniem unitów Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Odbywało się to w ramach planu rusyfikacji podpisanego przez cara Aleksandra II. Księży sprzeciwiających się carskim reformom usuwano z parafii, zsyłano bądź więziono. W Pratulinie parafianie przeciwstawili się przekazaniu świątyni duchownemu prawosławnemu. Gubernator carski wprowadził tam wojsko. Unici bronili swojej świątyni. W czasie modlitwy zostali rozstrzelani w pozycji klęczącej. /https://sanktuariapolskie.com.pl
Relikwiarz
Martyrium Pratulińskie - w 1886 roku cerkiew zbroczona krwią Unitów, została rozebrana z nakazu władz rosyjskich. Obecnie na jej miejscu znajduje się drewniany kościół pochodzący z XVIII w., przewieziony ze Stanina. Po gruntownej renowacji pełni funkcję ośrodka dokumentacji i muzeum Męczenników Podlaskich.
odsłonie fundamenty zniszczonej cerkwi unickiej
Wokół Martyrium Partulińskiego wiją się Dróżki Męczenników, na których można się spotkać z każdym z Błogosławionych osobiście.
Droga Krzyżowa o długości około 1100 metrów
prowadzi od okolic Placu Męczeństwa, następnie przy kościele świętych
Apostołów Piotra i Pawła, przez pola zbóż aż do zbiorowego Grobu Unitów.
Naturalnej wielkości rzeźbyustawione zostały w białych kapliczkach. Całe szczęście, że stoją na tak rozległym terenie, bo mogłyby przytłaczać w małej, nadbużańskiej wiosce. Istnieje pewna prawidłowość: drewniana cerkiew i drewniane dróżki Męczenników oraz murowany, biały kościół św. Piotra i św. Pawła z 1838 roku i murowana, białą droga krzyżowa.
Podążając Drogą Krzyżową, można podziwiać przepiękną okolicę Pratulina.
Teren wokół malutkiej drewnianej cerkwi jest ogromny, zielona przestrzeń pełna jest miejsc do spacerów, odpoczynku, na ognisko, grilla czy też do gry w piłkę. Opiszę to szczegółowo w oddzielnym poście.
Można zrobić sobie spacerek do malutkiej wioski Łęgi gdzie zachował się najładniejszy zespół zwartej zabudowy drewnianej oraz resztki dawnego carskiego traktu przez Bug.
Idąc dalej, jakieś 5 km od Pratulina w Krzyczewie znajdziemy kościół p.w. św. Jerzego i słupek graniczny nr 168.
Pierwotnie była to cerkiew unicka p.w. Świętego Demetriusza. Zbudowana w 1683 roku jest miejscem chrztu jednego z pratulińskich męczenników. Wewnątrz znajdują się
malowidła – na środku wizerunek Boga Ojca, a od
strony prezbiterium postać Najświętszej Maryi Panny Pokrowej, z dwiema
półpostaciami adorujących aniołów.
W Krzyczewie można zejść nad samą rzekę. Skarpa, na której stoi świątynia jest dobrym punktem widokowym.
Na południe od kościoła znajduje się zabytkowy, zaniedbany dwór należący do Mostowskich/ Kuczewskich XIXw. Jest też wiatrak – koźlak z 1921r., ale my na niego nie trafiliśmy. Dalej na południe czeka na podróżnych najpiękniejszy z przełomów Bugu i okolica od swej urody nazwana Szwajcarią. Ale najpierw z drogi należy wypatrzeć czołg.
Czołg T-34 na murowanym, kamiennym cokole
Ni mniej ni więcej jest to czołg Armii Czerwonej, który jako pierwszy miał przejechać Bug i wraz z
innymi wyprzeć Niemców z Polski. Ustawiony na granicy rezerwatu Szwajcaria Podlaska przy drodze wojewódzkiej nr 698 jest dobrym znakiem rozpoznawczym. Drogą polną biegnącą obok czołgu dojdziemy do imponującej skarpy. Zaś lufa czołgu wskazuje kierunek, w którym trzeba się udać, żeby odnaleźć Kamienną Babę.
Kilkaset metrów od czołgu jest skarpa z
zapierającym dech w piersiach zakolem Bugu. Szwajcaria Podlaska swą
nazwę wzięła właśnie od tych przepięknych
krajobrazów. Liczne zakola rzeki Bug stanowią tutaj kontrast dla wzgórz,
pagórków i wzniesień otaczających ze wszech stron graniczną rzekę Z
początkiem tego stulecia pojawiły się tu dwie parkowe tablice
wyjaśniające genezę powstałych na skraju rezerwatu wąwozów. /www.slowopodlasia.pl/
Warto podejść nieco dalej, aż nad wąwozy i urwiska, które są nieustannie tworzone przez rzekę Bug. Zobaczymy na własne oczy jak naturalnie kształtuje się taki wąwóz.
spływ po granicznej rzece
Ze skarpy widzimy piękny widok na zakole Bugu.
kliknij, aby powiększyć
Na polanie wzdłuż skarpy stoi słupek graniczny nr 165 i ostrzeżenie o bliskości granicy Państwa.
Śmiało można powiedzieć, że wszystkie zachwyty nad tym miejscem są uzasadnione. W okolicy meandrująca rzeka Krzna wpada do Bugu. To naprawdę nieskażony ludzką ręką fragment wschodniej Polski. Możemy to wszystko obejrzeć, wybierając się na 4,5 kilometrową wyprawę ścieżką przyrodniczą. Ścieżka została oznakowana zielonym liściem klonu na białym tle, a poszczególne przystanki, pomiędzy etapami, oznakowano cyframi rzymskimi malowanymi na dębowych słupkach. Ciekawa jest też sama miejscowość Neple, której jednak tym razem nie udało nam się zobaczyć. Znajdziemy tam pozostałości dawnego majątku, w którym zachowało się jednak do dziś kilka ciekawych
obiektów. Najstarszym zabytkiem jest Lamus
wybudowany ok. 1786 r., przebudowany w 1913 r. na styl neogotycki. T.z.w.
Biwak - carski pawilon, który pochodzi z XIX. Do I wojny światowej nad frontowymi drzwiami
wisiały marmurowe tablice z francuskimi napisami, m.in. o takiej treści: Biwak Jego
Cesarskiej Mości Aleksandra I ... Kolejnym zabytkiem jest neogotycka kaplica z
1828 r. Warto zobaczyć murowany kościół p.w. Podwyższenia Krzyża
Świętego znajdujący się we wsi w miejscu byłej drewnianej cerkwi unickiej z
1769 r., ufundowany przez Franciszka Ursyna Niemcewicza i Annę z Kortyńskich.
Zostali oni pochowani w podziemiach tego kościoła.
Gdy pojedziemy dalej na południe, miniemy rzeczkę Krzynę, dojedziemy szybko do Terespola. My pominęliśmy zwiedzanie miasta, wymieniany w przewodnikach - żeliwny obelisk, upamiętniający budowę drogi Warszawa–Siedlce–Brześć z 1825 r. - widzieliśmy z drogi. W Dobratyczach wybieramy drogę na wschód, aby groblą biegnącą nad Bugiem dojechać do Kostomłotów.
Kostomłoty nad Bugiem
wita nas zapach jaśminu
To jedyne takie miejsce w Polsce, które przyciąga jak przysłowiowy magnez. Malutka miejscowość a wyjątkowe miejsce spotkania Wschodu z Zachodem, Bizancjum z Rzymem...
Skarbem jest jedyna w Polsce świątynia neounicka, czyli katolicka obrządku bizantyjsko- słowiańskiego.
Parafia katolicka obrządku wschodniego w Kostomłotach powstała w 1627 r. na fali wydarzeń związanych z zawarciem tzw. Unii Brzeskiej. Kostomłoty leżą nad pięknym i malowniczym Bugiem w odległości niespełna 15 km od Brześcia. Drewniana kostomłocka cerkiew pochodzi z pierwszej połowy XVII w. Patronuje jej męczennik – rzymski legionista Nicetas, który oddał życie za Chrystusa w 370 r. na terenie dzisiejszych Węgier. Jak święty pierwszego tysiąclecia czczony jest zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie chrześcijaństwa. W cerkwi znajduję się piękna ikona św. Nikity pochodząca również z XVII w. Na jej rewersie można przeczytać następująca dedykację: „ Obraz ten dla nowo pobudowanej cerkwi unickiej w Kostomłotach ofiarowała Teodora z Pryłuk z mężem i synami. 1631 r.„ Cerkiew Kostomłocka od samego początku była świątynia katolicką i taką pozostanie, choć nieraz w dalszej i bliższej historii gromadziły się nad nią ciemne chmury roszczeń obcych, wspieranych zaborczymi dekretami carów. /www.kostomloty.com/
Przy parkingu Kaplica Chrztu Pańskiego, jedna z niewielu budowli XXI wieku w z kamienną kopułą. Kaplica-cerkiew zbudowana jest z kamienia i
uwieńczona pięcioma złotymi kopułami, ozdobiona polichromią. Ikony pisała Małgorzata Waszkiewicz. Wykonałą: fresk przedstawiający „Chrzest Pański” oraz freski przybliżające
historię unii na pendentywach. Gdy spojrzymy do góry zobaczymy, że latarnię kopuły zamyka ikona
„Matka Boża Życiodajne Źródło”. W środku
jest źródło wody, ujęte w formę studni.
zaczynamy u studni - znamienne w upalny dzień
Co wyróżnia to miejsce? Piękną wykładnią jest często cytowana wypowiedź:
Ekumenizm zaczyna się na ulicy, w sklepie, życiu prostych ludzi - twierdzą mieszkańcy Podlasia, gdzie od wieków spotkają się cywilizacje łacińska i bizantyjska. W architekturze dominują wieże kościołów i kopuły cerkwi, a pod jednym dachem żyją katolicy, prawosławni i unici. Ludzie, którzy - choć zadziwiająco wierni tej czy innej tradycji, powiadają: - No bo ile jest Bogów? Przecież jeden i ten sam... /Cytat za Echo Katolickie/
Ale nie zawsze tak było, często kościół unicki był nazywany kościołem cierpiącym.
Przełomowym momentem w dziejach Kościoła Unickiego był Synod Zamojski z 1720 r., od czasów którego nastąpił niebywały rozwój Kościoła, nazywanego również od tego synodu greckokatolickim. Tuż przed ostatnim rozbiorem Polski w 1795 r. skupiał on w 8 diecezjach ok. 7 milionową rzeszę wiernych, posiadał 147 klasztorów męskich, prowadził liczne szkoły, szpitale, drukarnie oraz szeroką działalność społeczno-kulturalną i dobroczynną. Czas rozbiorów pod rządami prawosławnych carów to dla Kościoła Greckokatolickiego jedno wielkie pasmo cierpień. Sukcesywnie ograniczając swobodę jego działania, podjęto akcję rusyfikacji prowadzoną pod pretekstem tzw. oczyszczania obrządku z naleciałości łacińskich, by na koniec ujawnić prawdziwe intencje tych działań – oderwanie Unitów od jedności ze Stolicą Piotrową. W 1875 r. dokonał się akt ostatecznej likwidacji Kościoła Greckokatolickiego. /www.kostomloty.com/
drewniana, szalowana, z niewielkim przedsionkiem
Z początkiem wieku XX zmienia się sytuacja prześladowanych Unitów w rosyjskim zaborze. Zmniejszyły się prześladowania. Wytrwali. 31 stycznia 1927 odrodziła się neounicka parafia w Kostomłotach. Nowa unia... Początki były trudne... Historie zagmatwane. Po II wojnie miejscowych Neounitów spotkał los wszystkich objętych przesiedleńczą akcją „Wisła”. W 1947 r. wygnano 288 mieszkańców Kostomłotów na obcą ziemię olsztyńską. Na miejscu został jedynie Ks. Przyłucki, który wegetując w ekstremalnie trudnych warunkach, czekał na powrót swoich parafian. Nie zawiódł się. ... Od 1998 roku jest to Sanktuarium Unitów Podlaskich, gdzie czczone są relikwie Błogosławionych Męczenników Podlaskich, którzy zginęli w obronie wiary w Pratulinie.
dwurzędowy ikonostas XVII w.
Obecnie parafia liczy 147 wiernych i jest dziś miejscem chętnie odwiedzanym przez pielgrzymów i turystów. Od lat mają tu miejsce spotkania ekumeniczne, warsztaty pisania ikon czy obozy harcerskie. W letnie weekendy nie koniecznie znajdziemy ciszę i spokój. Pod czas pandemii nam się udało. Zastanawiam się jak to miejsce długo będzie żywą parafią, czy nie stanie się skansenem. Czy odbywające się śluby i chrzciny spowodują, że młodzi będą wierni wierze i tradycji ojców?
Obok świątyni głównej znajdują się tu bogato zdobione kapliczki,
przepiękna dzwonnica, święte źródełko oraz kamień przywieziony z Góry Tabor.
Nowa, drewniana dzwonnica zdobiona jest złotem oraz ikonami Ewangelistów i Michała Archanioła.
Kapliczka
Jest tam baza turystyczno-campingowa o nazwie "Stanica Jedności".
Dwadzieścia miejsc w pokojach plus latem pole namiotowe z węzłem
sanitarnym, wiaty, stanica kajakowa, punkt napraw rowerów. Małe - wielkie Kostomłoty. Polecam filmik, choćby kilka pierwszych minut.
Warto choć na chwilę zatrzymać się przy cmentarzu.
Fot. J.Z
We wsi jest też nowa, drewniana cerkiew prawosławna św. Serafina z Sarowa. Parafia prawosławna w Kostomłotach została reaktywowana w 2003 roku, w związku z utworzeniem męskiego monasteru. Sprowadzono z Dobrowody na Białostocczyźnie drewnianą cerkiew, którą zrekonstruowano, gruntownie wyremontowano i na nowo wyposażono. W 2013 roku parafia liczyła około 40 wiernych.
Kodeń
Opowieść o tym, że przed czterema wiekami litewski magnat Mikołaj Sapieha ukradł z Watykanu cudowny obraz Matki Boskiej Gregoriańskiej – intryguje. Fakt, że obraz Matki Bożej słynie łaskami ściąga na nadgraniczny Bug tłumy pielgrzymów. Niewiele osób wie, że kompleks w Kodniu to nie tylko Bazylika Mniejsza i budynki klasztorne, ale ogrody, pozostałości zamku i gotycka cerkiew.
To miejsce bez odniesienia do historii jest niepełne. W XV wieku książęca wieś Kodeń należała do czterech braci Ruszczyców - Anastazego, Chaczki, Michała i Ofanasa, właścicieli kilku młynów wodnych. Od nich wykupił ją wojewoda witebski, a później podlaski - Iwan Jan Sapieha. W 1511 roku uzyskał od króla Zygmunta Starego przywilej na przekształcenie wsi Kodeń w miasto na prawie magdeburskim. Rozpoczął budowę zamku otoczonego wałem ziemnym i murem. Wzniósł on również w 1530 roku w obrębie zabudowań zamkowych gotycką cerkiew p.w. św. Ducha, jako kaplicę zamkową dla potrzeb rodziny i dworu. A w 1541 roku wyposażył cerkiew p.w. św. Michała Archanioła.
zamkowa cerkiew p.w. św. Ducha
Następnym panem na Kodniu został Mikołaj Sapieha o przydomku Pobożny. Gdy po wieloletnich podróżach po Europie Zachodniej powrócił do Kodnia, ufundował przy rynku kościół p.w. św. Anny, mający przypominać mu rzymskie świątynie. Murowany kościół charakterystyczny dla tzw. renesansu lubelskiego został ukończony ok. 1635 r.
Ściany pokryły bogate sztukaterie, a kopułę przyciągające wzrok ornamenty. Zanim to nastąpiło, wydarzyła się historia rodem z powieści przygodowej. Za chwilę to przybliżę. Wybiegając wprzód: Kościół św. Anny w Kodniu uzyskał ostateczny kształt dopiero w 1709 roku, kiedy Jan Fryderyk Sapieha ozdobił go parawanową barokową fasadą i wznosi smukłą wieżę.
Podczas budowy świątyni Mikołaj Sapieha poważnie zachorował, a kiedy miejscowi medycy nie potrafili mu pomóc, udał się na pielgrzymkę do Rzymu, z nadzieją na cudowne ozdrowienie. Ojciec Święty Urban VIII przyjął go w papieskiej kaplicy i pobłogosławił. W kaplicy znajdował się słynący cudami obraz Madonny Gregoriańskiej, namalowany według legendy przez św. Augustyna. Mikołaj Sapieha postanowił zdobyć go za wszelką cenę.
Kiedy starania otrzymania obrazu w prezencie spełzły na niczym, ukradł
go i wywiózł do Kodnia. Urban VIII obłożył Sapiehę klątwą. Przez wiele
lat starał się o jej zdjęcie i uzyskał to dopiero w 1635 roku w zamian
za sejmową działalność wymierzoną w innowierców. Po cofnięciu klątwy - obraz został ofiarowany
Sapiesze. Wtedy uroczyście umieszczono obraz Madonny Gregoriańskiej w
kościele św. Anny, która odtąd stała się Matką Bożą Kodeńską.
Sama historia obrazu jest starsza. Według tradycji przekazywanej w Kościele św. Łukasz namalował portret Maryi na desce drzewa cedrowego w Nazarecie oraz wykonał figurę Matki Bożej. Postać Bogarodzicy miała trafić do Konstantynopola – stolicy
chrześcijańskiego Wschodu. To właśnie tam zobaczył figurę mnich
benedyktyński o imieniu Grzegorz. Kiedy został wybrany papieżem -
Grzegorzem Wielkim, sprowadził ją do Rzymu.
Odtąd wizerunek Matki Bożej złączył swoje dzieje ze Stolicą Piotrową, nosząc od imienia Ojca Świętego nazwę Matki Bożej Gregoriańskiej. Biskup Sewilli wyprosił figurę dla swych wiernych. Tak ponoć powstał obraz figury M. B. Gregoriańskiej przypisywany św. Augustynowi z Canterbury.
Wracając do Kodnia, to trzeba przyznać, że historia tego miejsca była
odzwierciedleniem historii Rzeczypospolitej. Wojny, pożary, odbudowy,
zabory, powstania, ucieczka i schronienie na Jasnej Górze…
Odrodzenie w 1927 r., książka o historii obrazu, obchody z kard. Stefanem Wyszyńskim i Karolem Wojtyłą, nowe kalwarie, ścieżki różańcowe i ciągle coś się dzieje…zmienia się, pięknieje.
Warto pospacerować, a nawet dojść do Bugu
Kompleks budynków bazyliki mniejszej św. Anny w Kodniu widziany od strony Bugu.
ołtarz polowy nadbudowany na zamkowej zbrojowni
W kościele Ducha Świętego znajduje się najstarszy, po cudownym obrazie, zabytek Kodnia. Jest nim nagrobna tablica Jana Sapiehy. W jego architekturze znajdują się elementy renesansu (układ wnętrza, portal), oraz elementy orientalne: wszystkie okna od strony południowej, dekoracyjne kafle na frontonie.
Osobiście gotycka cerkiew zrobiła na mnie duże wrażenie. Do tego doszedł czynnik empiryczny, mury świątyni są tak grube, że pomimo otwartych drzwi wylewa się chłód. Stojąc nawet 2,5 metra od wejścia można było się schłodzić w upalny dzień.
Na koniec
Bug jest rzeką naturalną, o zmiennym korycie i silnie wygiętych
meandrach. Towarzyszą jej starorzecza zwane bużyskami, a otaczają bujne
łąki i bajecznie zielone pastwiska.
Natura stworzyła tutaj niezwykle
romantyczne warunki — wysokie brzegi sprawdzają się jako miejsca
widokowe, z których rozpościera się pejzaż Doliny Bugu, dzielonej na
stronę polską, białoruską, czy dalej ukraińską.
Wyprawę wzdłuż Bugu można poprowadzić dalej, zobaczyć kontrowersyjną w swych dziejach historyczno - politycznych cerkiew w Jabłonnej, dotrzeć do trójstyku granic na Bugu we Włodawie. Dalej rzeka ciągnie się ku swym źródłom na Wyżynie Podolskiej na Ukrainie. Czy wycieczka wzdłuż rzeki może być ciekawa? Moim zdaniem tak. Nawet dzieci w wieku przedszkolnym mogą z ciekawością przyglądać się brzegowi po drugiej stronie i dziwić się, że raz jest tam Białoruś a innym razem Polska.
Nigdy nie miałam okazji być w tych miejscach. Piękna fotorelacja i ciekawa podróż. Będę musiała też się w końcu wybrać na wschód :) Jeśli chcesz, zapraszam również na moje podróże na blogu Miłego dnia!
Wszystko w płytka .... Świat biało - niebieskich scen ... Kafelkowe szaleństwo ... Mozaikowe dzieło sztuki ... Portret kraju... Wielobarwne ceramiczne dekoracje ... Wszędzie w Portugalii spotykałam te piękne kafle i ich widoku nie miałam dość. A mówiąc szczerze, to po powrocie bardzo brakuje mi tych pięknych płytek, które w tak wyjątkowy sposób wyróżniają to państwo. Portugalia zawdzięcza azulejos [swe dobro narodowe] - Maurom. Portugalczycy nie wymyślili ich sami, nie byli oryginalni w metodach i wzorach, ale to oni uczynili z glazury najprawdziwsze arcydzieło. A ja jestem pod ich niezaprzeczalnym urokiem.
Wybrzeże Łotwy nie jest specjalnie znane i popularne wśród turystów. Wielka szkoda… Tamtejsze złociste plaże potrafią oczarować. Łotwa zachęca nie tylko pięknymi plażami, ale również niebywałym spokojem , tak rzadko spotykanym w popularnych europejskich kurortach. Jest tam naprawdę sporo pustych i dzikich plaż. Luźno jest tam nawet w sezonie. Linia brzegowa Łotwy wynosi 498 km i jest słabo rozwinięta, na większości odcinków ma postać wyrównaną. Linię brzegową urozmaica jedynie szeroka i głęboko wcięta na południe w ląd Zatoka Ryska, poza nią wybrzeże Łotwy jest praktycznie pozbawione zatok i półwyspów. Wybrzeże na całym swym odcinku jest płaskie i ma postać plaż, miejscami urozmaiconych wydmami. Nam się udało przejechać z tego około 420 kilometrów - od Rygi przez Przylądek Kolka po granicę z Litwą.
Szlak Graniczny, szczególnie ten między Rabią Skałą a Kremenarosem należy do moich ulubionych szlaków w Bieszczadach Wysokich. I choć moja kondycja należy do raczej marnych, to ten jeden z najdłuższych odcinków sprawia mi zawsze wiele frajdy, zmęczenia, przygód i niezapomnianych wrażeń. Nie ma co ukrywać – zajmuje mi zawsze dużo więcej czasu. Często jesienią schodziłam ostatni odcinek w szarówce lub po ciemku. Nigdy nie udało mi się domknąć pętli Wetlina & Wetlina, ale chodziłam nim w różne strony i przy różnej pogodzie. Brakiem pełnej pętli specjalnie się nie przejmuję, wszak ta Bieszczadzka Koronka – to trasa dla najsilniejszych, często będąca sprawdzianem dla przewodników. Szlak jako jedyny w Bieszczadach ma kilka nazw: formalnych - Główny Szlak Beskidzki /GSB/ i nieformalnych - szlak graniczny, szlak dla prawdziwego turysty /mężczyzny/, Koronka Bieszczadów, Wielka Pętla Bieszczadzka. Nie wspominając o jego kolorach. We wspomnianym odcinku leży w 99% na terenie Bieszczadzkieg...
Lizbona miasto położone na wzgórzach. Już sam ten fakt powoduję, że w moim odczuciu jest znacznie wyżej oceniane od innych dużo ważniejszych europejskich stolic - ale leżących na nizinach. Wzgórza, żółty tramwaj, azulejos, dużo azulejos ... zdecydowanie już na wstępie zapowiadało się dobrze. A jak dodam śliczne zdobienia stylu manuelińskiego ... Lizbona mi się wyślizgnęła, przeleciała jakoś tak za szybko. Dużo w tym mojego gapiostwa, bo źle zapamiętałam odległość między Sagres a Lizboną. Dojechaliśmy przed północą, nie mogliśmy znaleźć parkingu... Następnego dnia tylko przebiegliśmy z wywieszonym jęzorem... Pocieszając się, że do Lizbony często można znaleźć tanie bilety lotnicze ...
Formy i sposoby przejawiania się sacrum są różne u różnych ludów i w różnych kulturach. Ale pozostaje zawsze fakt paradoksalny – to jest niepojęty – że sacrum objawia się, a tym samym „ma granice nieskończony” ... Z początkiem roku przyszło mi do głowy, że może dobrze byłoby pojechać do Fatimy skoro akurat jest 100 - lecie objawień fatimskich. Myśl się pojawiła, ale bardziej jako "pobożne życzenie" niż realny plan. Została odłożona na bok. Ale tuż przed samym urlopem pojawiła się możliwość zakupu tanich biletów do portugalskiego Faro ... Hm... Przypadek? Każde sanktuarium jest w pierwszej kolejności złożonym zjawiskiem z kategorii sacrum, u którego podstaw leży ważne wydarzenie historyczne. Przekazuje ono pewne przesłanie, jakąś określoną treść wiary oddziałującą na życie ludzi. Postanawiamy polecieć na urlop do Portugalii i tam wynająć samochód, aby zobaczyć jak najwięcej. Nie chcieliśmy ograniczyć się do jednego regionu. Odezwała się ta ciągła potrzeba byc...
Dawno..., godzin już kilka wróciłam znad Dźwiny, Jednak szmer jej tajemny ciągle w piersi słyszę, A jej fale srebrzyste serce me kołyszą .... /Zofia Rujkówna/ Stolica Łotwy przywitała nas pięknym błękitnym niebem, okraszonym złotem zniżającego się słońca oraz lodowatym powiewem północnego wiatru. Słonecznie i rześko. Lekka zimowa kurtka jest całkiem na miejscu, choć to już maj. Po wielu dniach szarych i deszczowych wreszcie widać słońce. Wśród tych wszystkich błękitów w oko wpadała zgrabna i wiotka sylwetka wieży telewizyjnej, która o dziwo nie wzbudziła we mnie tradycyjnej niechęci. Wygląda tak jakoś kosmicznie. Za nim znaleźliśmy zarezerwowaną kwaterę, zdążyliśmy przejechać wantowy most Vansu, zobaczyć piękną Dźwinę, panoramę Starego Miasta z gotyckimi wieżami, intrygującą - futurystyczną bryłę Biblioteki Narodowej Łotwy oraz mniej znane dzielnicę ze starymi kamienicami, brukowanymi ulicami, szerokimi torami tramwajowymi. Jednym słowem Ryga przywitała nas pięknie i za...
Sao Bento - Dworzec św. Benedykta - to zabytkowa stacja kolejowa w portugalskim Porto, znajdująca się na Placu Almeida Garreta . Stacja marzenie - na takiej stacji nie byłoby mi szkoda czekać na spóźniony pociąg. Wrażenia estetyczne wynagradzałyby niedogodności, a biało - niebieski kolor koił nerwy. O mundo é azul branco . Tak się składa, że bardzo lubię ten zestaw kolorów, ale nie tylko o kolory tu chodzi. Są palety niebiańskie niby skrzydła zstępujące z bieli obłoków. Sekret tkwi w obrazach pieczołowicie i z niezwykłą starannością wymalowane na 20 000 płytek przez Jorge Colaco. Przybliżył dzieje Portugalii i współczesne mu sceny rodzajowe. Azulejos , które zapewniłyby temat do rozmyślań czy zadumy na wiele godzin codziennego czekania na spóźniające się pociągi. Tylko czy pociągi w Porto się spóźniają? Tego nie wiem. Za to wiem, że w roku 2011 Dworzec Sao Bento został wybrany najpiękniejszym dworcem świata. I nie należy się temu dziwić, ponieważ naprawdę jest piękn...
Ciekawa wyprawa. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNigdy nie miałam okazji być w tych miejscach. Piękna fotorelacja i ciekawa podróż. Będę musiała też się w końcu wybrać na wschód :)
OdpowiedzUsuńJeśli chcesz, zapraszam również na moje podróże na blogu
Miłego dnia!
Ściana wschodnia jest fascynująca. Polecam te okolice. Dzięki za zaproszenie zajrzę z przyjemnością.
UsuńJestem pod wrażeniem Twoich opisów Aleksandro. Wreszcie trafiłaś w moje rodzinne strony
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Duch z Przeszłości
Witaj serdecznie Duchu nie Duchu ;) Miło gościć Cię na blogu i widzieć, że ktoś tu zagląda i dzieli się swymi wrażeniami. Pozdrawiam. Aleksandra.
UsuńPiękne miejsca, ciekawa relacja
OdpowiedzUsuń