Sentymentalny pociąg ...

Przed II wojną światową Truskawiec był obok Krynicy najczęściej odwiedzanym i najdroższym polskim kurortem. Kogo tam nie było! Hanka Ordonka; Marian Hemar - twórca słynnych kabaretów "Qui Pro Quo", "Cyrulik warszawski"; Włada Majewska ze słynnymi Szczepkiem i Tońkiem z "Lwowskiej Wesołej Fali"; Adolf Dymsza i Eugeniusz Bodo; Jan Kiepura, genialny śpiewak - tenor, ze swoją narzeczoną Zofią Batycką, aktorką, która w 1930 roku została wybrana Miss Polonia. Tam też leczyli się pisarze: Zofia Nałkowska, Kornel Makuszyński, Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Antoni Słonimski, Julian Tuwim, Stanisław Wasylewski, Kazimierz Wierzyński, Andrzej Chciuk, Iwan Franko, Włodzimierz Tetmajer, rysując m.in. szyby naftowe w pobliskim Borysławiu. Ale przede wszystkim Bruno Schulz- autor "Sklepów cynamonowych" i "Sanatorium Pod Klepsydrą", który spędził tu wiele miesięcy. /Więcej tutaj /
W
Truskawcu wszystko było piękne, wytworne i wygodne. Aby temu sprostać
Truskawiec miał bezpośrednie połączenie kolejowe z Lwowem, Warszawą,
Łodzią i Krakowem. Dworzec był położony blisko części Zdrojowej, ale
otoczony drzewami zapewniał ciszę i spokój. Kurort po wojnie rozbudowano na modłę sowieckiej gigantomanii, wznosząc zwłaszcza na obrzeżach Parku Zdrojowego wielopiętrowe,
ogromne sanatoria, niszcząc stare wille. Ale truskawiecki Dworzec
Kolejowy nadal znajduje się tuż obok Deptaku. W ostatni weekend odkrycie
tej bliskości mnie zachwyciło.
Budynek dworca jest powojenny, trochę ponury jak na kurort, ale zadbany i czysty.
Co ciekawe, aby zapewnić komfort podróżującym - perony są bardzo długie, przystosowane do pociągów przywożących rzesze kuracjuszy.
Nadal bezpośredni pociąg do odległego o 90 km Lwowa czy odległego 630 km Kijowa, to codzienność.
Lwów & Kijów |
Pasażerowie schodzą się wcześniej, ponieważ wsiadanie do pociągu, to nadal prawdziwa ceremonia. Klasa sama w sobie, tak jak na kolei transsyberyjskiej. Szczerze myślałam, że tak jest tylko w tym kultowym, rosyjskim połączeniu.
Każdy wagon ma swojego konduktora - kierownika,
którzy to w jednym momencie otwierają drzwi, wycierają poręczę i
dopiero wtedy wpuszczają swoich podróżnych, sprawdzając bilet i
rezerwację. Żadnego wsiadania na hurra..., przeciskania się po pociągu z
ciężkimi walizami - spokój i kultura.
Gdy
tak się temu przyglądałam, naszła mnie ogromna chęć na podróż takim
składem. Do odjazdu było jeszcze półgodziny, nierozpakowany plecak stał w
hotelu oddalonym o 5 minut, wystarczyło szybko po niego pójść, kupić
bilet i ruszyć pociągiem jak z przed lat. Rano byłabym w Kijowie,
zobaczyłabym wielki Sobór Sofijski o licznych zielonych i złotych
baniach, powłóczyłabym się i mogła wracać kolejnym ekspresem stołecznym. Wydawało się całkiem możliwe. Nie zdecydowaliśmy się na ten krok. Chyba zabrakło fantazji ...
Coś jednak musiało silnie przyciągać do tego pociągu, ponieważ następnego dnia pod czas wycieczki do Drohobycza znów na niego trafiliśmy. Z szybkich wyliczeń wyszło nam, że czas przejazdu między tymi dwiema miejscowościami to ok. 20 min.
Pociąg jest naprawdę długi. W Truskawcu się mieścił, tu nie :) Gdy go zobaczyliśmy, zaczęłam wzdychać, że trzeba było nim wczoraj jechać ... Pośmialiśmy się, powzdychaliśmy i usłyszeliśmy ... to wsiadajcie dzisiaj ... to konduktor - kierownik najbliższego z wagonów nas namawiał. Niestety różnica 24 godzin zmieniała perspektywę. Chyba, żeby wracać do Warszawy samolotem z Kijowa. Tylko ten kupiony już bilet powrotny na autobus. Pociąg odjechał bez nas.
Dworzec w Drohobyczu ma wspaniały budynek. Został otwarty w 1872 na linii Stryj - Drohobycz - Sambor - Chyrów. Następnie w czasie bumu naftowego rozrósł się o dwie odnogi: do Truskawca i Borysławia. Pomimo tego, że Drohobycz to dość prowincjonalna miejscowość, gdzieś na samym zachodzie Ukrainy, to ma do dziś zadbany dworzec.
Coś jednak musiało silnie przyciągać do tego pociągu, ponieważ następnego dnia pod czas wycieczki do Drohobycza znów na niego trafiliśmy. Z szybkich wyliczeń wyszło nam, że czas przejazdu między tymi dwiema miejscowościami to ok. 20 min.
Pociąg jest naprawdę długi. W Truskawcu się mieścił, tu nie :) Gdy go zobaczyliśmy, zaczęłam wzdychać, że trzeba było nim wczoraj jechać ... Pośmialiśmy się, powzdychaliśmy i usłyszeliśmy ... to wsiadajcie dzisiaj ... to konduktor - kierownik najbliższego z wagonów nas namawiał. Niestety różnica 24 godzin zmieniała perspektywę. Chyba, żeby wracać do Warszawy samolotem z Kijowa. Tylko ten kupiony już bilet powrotny na autobus. Pociąg odjechał bez nas.
Dworzec w Drohobyczu ma wspaniały budynek. Został otwarty w 1872 na linii Stryj - Drohobycz - Sambor - Chyrów. Następnie w czasie bumu naftowego rozrósł się o dwie odnogi: do Truskawca i Borysławia. Pomimo tego, że Drohobycz to dość prowincjonalna miejscowość, gdzieś na samym zachodzie Ukrainy, to ma do dziś zadbany dworzec.
Na
pustej stacji naszła mnie myśl, czy będę mieć jeszcze możliwość na
przejazd takim pociągiem. 20 kwietnia 2016 polski menadżer - Wojciech
Balczun - został wybrany na prezesa kolei ukraińskich Ukrzaliznycia.
Ma przeprowadzić zmiany i dostosować kolei do standardów UE. Wiemy jak
potoczyła się reforma w Polsce, odczuwam ją codziennie jadąc do pracy.
Podział na spółki, spółeczki - nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności,
tylko zwala na innych. Na Ukrainie pociągi są punktualne /nawet w
małych "dziurach"/, mają dostepne ceny, dworce zadbane - a liczni konduktorzy wycierają
poręcze przed wejściem pasażerów. Obawiam się, że po tej "polskiej"
reformie zostanie jeden konduktor na cały pociąg, a o przetartych
poręczach będzie można zapomnieć...
Komentarze
Prześlij komentarz