wtorek, 1 grudnia 2015

Z Lourdes do Niżankowic

Raptem minęło dziesięć lat od chwili, gdy w maleńkiej, cichej, ubogiej i lichej świątyni zaczął się szum i gwar, i zamęt. Rwetes i grom z jasnego nieba, to mało, aby opisać to, co zdziałały łzy. Łzy kobiece, łzy matczyne... po prostu łzy. Nic nie było już takie same. Choć pewność, że zmysł wzroku nie kłamie - nie pojawiła się od razu. Wzruszenie na widok zapłakanego lica to jedno, ale rozum kazał sprawdzać, być niewzruszenie pewnym. Pierwszy łzy zauważył siedemnastoletni, a może dziewiętnastoletni Włodek i speszył się ogromnie. Bo jak to tak... taka zwykła, nie za duża, stojąca zawsze z boku. Przyjechała nie wiadomo z kim i skąd.  A taka zapłakana w styczniowy poranek. Może to z zimna, może... Duma nad tym płaczem czterdziestu parafian od Świętej Trójcy, tj. cała wspólnota rzymskiego wyznania Niżankowic. Duma i nic nie rozumie, bo jak Ona może tak płakać przez czterdzieści dni. Zrobiła się afera. Gazety rozdmuchały sprawę i to nie te lokalne, ale o zgrozo zagraniczne - choć Bogiem a prawdą do tej zagranicy raptem kilka kilometrów. I się zaczęło: do zapomnianych, pozbawionych praw miejskich i linii kolejowej Niżankowic zaczęły przyjeżdżać tłumy. I nawet straszne dziury nie zahamowały ich napływu. Co więcej, nawet granica między wschodem a zachodem Europy otwiera się nie raz niczym sezam - niespodziewanie.   

Granica - niestety my jechaliśmy na około
 Mizerna miejscowość w przeszłości nie była taka licha. Miejscowość Krasnopol, dzisiejsze Niżankowice, istniała już w latach 1377-1378. W roku 1431 nastąpiła fundacja miasta na prawie polskim, które w roku 1448 król Kazimierz Jagiellończyk przeniósł na prawo magdeburskie. Niżankowice były królewszczyzną wchodzącą w skład starostwa przemyskiego. W wieku XV miasto słynęło z wyrobu piwa i miodu. Może i sowieci pozbawili ją praw miejskich, ale swoje zabytki ma: XV wieczny kościół obronny  i XVI wieczną, murowaną cerkiew, XIX wieczny ratusz, a nawet bruk galicyjski się znajdzie. 



 



Parafia rzymsko-katolicka p. w. Św. Trójcy, której fundację zatwierdził król Kazimierz Jagiellończyk dokumentem wydanym w Samborze 26 VIII 1451, powstała prawdopodobnie jednocześnie z lokacją miasta w 1448 roku. Probostwo niżankowickie uzyskało wówczas uposażenie w postaci 20 beczek soli rocznie z żup królewskich w Sólcy leżącej na terenie parafii. Patronat nad kościołem należał początkowo do króla, następnie do kolegium wikarych katedry przemyskiej. 


Znaczącą przebudowę, połączoną z wymianą wyposażenia, kościół przeszedł w 1. połowie XVIII w.

 

ołtarz główny
 Po II wojnie światowej część parafii rzymsko-katolickiej z samymi Niżankowicami pozostały po drugiej stronie granicy – w ZSRR. Po wyjeździe ostatniego proboszcza opuszczoną parafią przez jakiś czas zajmował się ks. Szetela z Nowego Miasta. Ostatnią Mszę Św. odprawiono w Niżankowicach w 1948 roku i po niedługim czasie kościelnemu odebrano klucz. Władze radzieckie przeznaczyły świątynię na magazyn kołchozu, zaś z wnętrza rozszabrowano, a wewnętrzne freski zamalowano. Później budynek świątyni należały do szkoły.  Dzięki zdecydowaniu miejscowych parafian oraz pomocy rodaków z Polski udało się doprowadzić do przywrócenia świątyni funkcji sakralnej. Uroczysta rekonsekracja miała miejsce 19 października 1991r. 

Z pomocą katolikom w Niżankowicach przychodzili i przychodzą Polacy. Podarowali do kościoła w Niżankowicach obrazy, rzeźby, paramenty liturgiczne itp.


Właśnie w ten sposób prawdopodobnie do kościoła trafiła niepozorna, gipsowa, niespełna półmetrowa rzeźba Matki Bożej z Lourdes. Figurka jakich wiele. Na jej odwrocie znajduje się napis: "Częstochowa", nazwisko "Kozłowski" i numer serii. Stała przy bocznej ścianie świątyni na metalowym podwyższeniu. 
 W dniu 5 I 2005r. Matka Boża w Niżankowicach po raz pierwszy zapłakała. Jako pierwszy zauważył to młody kościelny - Włodzimierz Moroz. Maryja płakała od 5 I do 13 II - czterdzieści dni. Następnie łzy Maryi płynęły obficie przez trzy dni i trzy noce, kiedy umierała siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy. A także kiedy odchodził do Domu Ojca - Jan Paweł II [także w rocznicę jego śmierci]. Po czasie zauważono, że Matka Boża płakała osiemnaście miesięcy każdego 13. dnia miesiąca, w dzień objawień fatimskich. Ostatni raz Matka Boża w Niżankowicach płakała 9 IX 2007r 

Ks. Edward Loranc, wicedziekan dekanatu samborskiego oddał łzy do ekspertyzy do Polski. Badania zostały wykonane w Instytucie Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie. Przeprowadzone analizy wykazały podobieństwo pomiędzy dostarczonymi z Niżankowic łzami a łzami pobranymi od człowieka. Znajdowały się tam atomy sodu, chloru, potasu, które znajdują się w naturalnych łzach ludzkich. Nie było w nich jedynie enzymu - amelazy. Komisja stwierdziła, że albo tego enzymu nigdy nie było, albo zanikł na skutek upływu czasu, jaki minął od pobrania próbki w Niżankowicach do dostarczenia jej do Krakowa.    / Mieczysław Pabis /

 

 Od Fatimy do Niżankowic, czyli czym jest oddolny ekumenizm

Nie dla łez figury, ale dla pielgrzymów, którzy znajdują tu pociechę i ukojenie, lwowski kardynał Jaworski wydał dekret, który Niżankowice podnosi do rangi sanktuarium - tak wyjaśnia nam w czerwcowy sobotni poranek intencję kardynała proboszcz ks. Waligóra. Szczególne to wyróżnienie dla małej, bo liczącej ok. 40 parafian wspólnoty.
Chyba najbardziej w całej historii przemawia do mnie opis procesji  w dniu utworzenia sanktuarium Matki Bożej Opatrzności. To już któryś raz gdy spotykam się z sytuacją, w której miejscowe podejście do spraw Bożych urasta do miana oddolnego ekumenizmu i sprawdza się w praktyce.
Po Mszy św. rusza procesja okazała, w polskim stylu - szykownie, majestatycznie... Oto bowiem ksiądz greckokatolicki powiedział do katolickiego proboszcza, żeby z procesją i z Panem Jezusem, co Go w monstrancji po miasteczku poniosą, i z figurą, co łzami znaczona, zechciał zajść do cerkwi. Na wieść o tym ksiądz prawosławny, by nie być gorszy, prośbę podobną wystosował.

I tak oto kroczymy dumnie polnymi uliczkami Niżankowic, wśród chałup drewnianych, niskich, kraszonych na kolorowo, wśród aut zabłoconych po dach  [Niedziela, 25/2007]



Łzy się skończyły, ale pozostało ożywienie religijne, wspólna modlitwa do Matki Zbawiciela przedstawicieli różnych obrządków chrześcijan, zaglądają pielgrzymi. Zapomniane Niżankowice nie są już takie zapomniane. Oprócz artykułów w prasie, w 2014 roku została wydana książka trójki polskich dziennikarzy: Maryja płacze na Ukrainie. Świątynia pięknieje. Są też zmiany widoczne w samej miejscowości. Oddano nowy deptak w pobliżu Rynku, z nowymi latarniami, ławeczkami, koszami, kwietnikami.


Idzie ku lepszemu. 

PS. To idealne Sanktuarium dla tych, którzy nie lubią tłumów i ścisku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz